Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 17 grudnia 2017 r.
Strona główna
Amerykański wiraż PDF Drukuj Email
08.04.2009.

( „Niedziela”, 12 kwietnia 2009) Nowe władze amerykańskie ogłosiły nową politykę wobec Afganistanu (gdzie mi.in. władze polskie zapowiadają zwiększenie naszego garnizonu).

Amerykański wiraż i polskie aspekty

  Amerykanie nie będą już w Afganistanie „budować demokracji i społeczeństwa obywatelskiego”, ale skoncentrują się na niszczeniu al Kaidy i jej zaplecza, także w Pakistanie, na terenach niekontrolowanych przez rząd pakistański.

 „Budowanie demokracji i społeczeństwa obywatelskiego” w krajach o tradycji plemiennej, o gospodarce jeszcze feudalnej i społeczeństwie bardzo hierarchicznym od początku zakrawało na jeszcze jeden konstruktywistyczny pomysł polityczno-społeczny, z zakresu „inżynierii społecznej”, bezkrytycznie przejęty przez niby liberalny Zachód z repertuaru politycznych instrumentów marksistów. Nie powiódł się nigdzie, w Iraku i Afganistanie też nie. W tym zakresie nowe władze amerykańskie wyciągnęły zatem słuszne wniosek: zostawmy w spokoju odrębność wielowiekowych tradycji, zwyczajów i obyczajów rozmaitych społeczności– walczmy z bandytyzmem, jakim jest terroryzm.

 W tej nowej polityce władz amerykańskich jest jednak i „drugie dno”. Prezydent Barak Obama zaapelował do wszystkich sąsiadów Afganistanu (do Iranu, Rosji, Chin, Indii i Pakistanu) o współpracę w walce z „terroryzmem al Kaidy”, określając ów terroryzm jako „problem regionalny” tej części Azji. Taka „współpraca” może oznaczać propozycję rozbioru Afganistanu, podobnie jak amerykańska inwazja na Irak niedwuznacznie prowadzi w przyszłości do podziału Iraku po wycofaniu stamtąd wojsk amerykańskich... W przypadku Afganistanu problem jest poważniejszy: sąsiedzi Afganistanu, przynajmniej niektórzy, mają mocno sprzeczne interesy polityczne (np.Pakistan – i Indie,  Indie – i Chiny...). Amerykańska propozycja „umiędzynarodowienia” problemu Afganistanu w kontekście regionalnym może prowadzić do zaostrzenia sytuacji międzynarodowej w tym właśnie regionie, do jeszcze większego  skonfliktowania ze sobą „zatroskanych” sąsiadów. Otwierałoby to dla polityki amerykańskiej szerokie pole manewru, dziś ograniczonego radykalnym skonflliktowaniem Ameryki ze światem arabskim, ze światem islamu: stawiałoby Amerykę już nie w pozycji zainteresowanej strony w konflikcie, ale  w pozycji arbitra.

 Nie ulega przecież wątpliwości, że „nowa polityka” wobec Afganistanu, koncentrująca się na zwalczaniu al Kaidy bez pretensji do „inżynierii społecznej” wobec ludności afgańskiej, wymaga przede wszystkim pomocy rosyjskiej. Ta pomoc – to nie tylko wspieranie Amerykanów, ale także zaniechanie wspierania talibów, co przypisywane jest obecnie rosyjskim służbom specjalnym... Logicznie: w ten sposób cena ich „pomocy” rośnie. Kiedyś Amerykanie wspierali „fundamentalistów islamskich” przeciw agresji rosyjskiej – dziś role odwróciły się: rosyjskie służby specjalne wspierają antyamerykańskich talibów...

 Gdy zatem mowa o cenie, jaka Rosjanie podyktują Ameryce za tę „pomoc” – wkraczamy w obszar interesujący i nas, Polaków. Gdyż jest starym celem polityki rosyjskiej wypieranie wpływów amerykańskich z Europy, i w ramach zapłaty za pomoc w Afganistanie Rosjanie mogą naciskać ten europejski klawisz swej polityki. Wobec strategicznego partnerstwa rosyjsko-niemieckiego w Europie ( które stało się niebezpiecznym dla Polski faktem politycznym) – obecność amerykańska w Europie, konkretnie – w Polsce ( „tarcza obronna”) było pewną gwarancją, że interesy polskie nie będą handlowane w ramach tego strategicznego partnerstwa rosyjsko-niemieckiego. Jeśli jednak Ameryka gwałtownie potrzebuje dziś rosyjskiej pomocy „w walce z al Kaidą” – musimy zadać sobie pytanie, czy i w jakiej mierze pomoc ta może być udzielona w zamian za wolną rękę Rosji (i Niemiec) w Europie. A konkretnie – w Polsce.

 Jak dotąd, mimo polskiego zaangażowania w Iraku i Afganistanie, nie uzyskaliśmy ani zniesienia wiz do Ameryki, ani jednoznacznego odcięcia się władz amerykańskich od bezprawnych żydowskich roszczeń majątkowych wobec Polski, ani wspomnianej „tarczy obronnej” (militarnej obecności Ameryki w Polsce jako przeciwwagi dla możliwych rosyjsko-niemieckich aspiracji), ani znaczącego wzmocnienia polskiej armii w nowoczesny sprzęt. Fatalne skutki polityki zagranicznej, zainicjowanej jeszcze pod  ministrem Geremkiem...

 Minister Radosław Sikorski natomiast zaskakująco szybko akomoduje do „nowej polityki amerykańskiej” oświadczając się nagle nawet za obecnością Rosji w NATO!... Cóż ma jednak do powiedzenia w tych wyżej wymienionych starych sprawach, nie załatwionych dotąd na linii Warszawa-Waszyngton?

 Wydaje się, że  – podobnie jak Geremek, Cimoszewicz czy Bartoszewski poprzednio – po prostu nie ma w tych sprawach, na tym stanowisku, nic do powiedzenia, więc koncentruje się minimalistycznie także na karierze osobistej...

Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »