Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 17 grudnia 2017 r.
Strona główna
Przed zatknięciem wiechy PDF Drukuj Email
24.04.2009.
(24 kwietnia) „W miarę budowy socjalizmu zaostrza się walka klasowa” – pouczał towarzysz Stalin. Budowa socjalizmu w Unii Europejskiej dobiega końca, brakuje jeszcze tylko zatknięcia na dachu tej „strojki” wiechy w postaci Traktatu Lizbońskiego. Trzeba więc zaostrzyć walką klasowa z elementami reakcyjnymi, zwłaszcza tam, gdzie mogą stawiać silniejszy opór.

                                 Przed zatknięciem wiechy

  W Polsce element reakcyjny jest silny: bo to i Kościół Katolicki, i nie przeczołgane przez kolektywizację tradycyjne chłopstwo po wsiach, i pewna część inteligencji nie pokąsana „heglizmem”, a nawet jawnie drwiąca z „ludzi rozumnych”, co to chłepczą swą codzienną dawkę mądrości z żydowskiej gazety dla Polaków, wreszcie są i pewne media, którym korzenie nie wyrastają spod „okrągłego stołu”, zatem nie muszą jeść z ręki ani postkomunistom, ani „lewicy laickiej”... Gdzież więc, jeśli nie w Polsce zaostrzyć walkę klasową, zanim Traktat Lizboński zwieńczy nową strojkę socjalizma, tym razem w edycji brukselskiej?...

 Toteż jesteśmy ostatnio świadkami wielokierunkowego natarcia na „nadbudowę” - bo „baza” została już wzięta przy „okrągłym stole” i pod rządami „grubej kreski”.

 Natarcie to rozwijane jest na kierunkach: IPN, media publiczne, szkolnictwo wyższe.

 Co do Instytutu Pamięci Narodowej – nie chodzi wcale o jego likwidację, ale – starym, leninowskim  zwyczajem totalniaków – o jego przerobienie na instytucje propagandową. W tym celu trzeba „wyjąć” z niezależnego IPN pion śledczy i podporządkować go zwykłej prokuraturze (która podlega rządowi, więc ministrowi Czumie, który z kolei podlega premierowi Tuskowi, który z kolei podlega...no, mniejsza...). Następnie odpowiednią polityką kadrową („Najważniejsze są kadry” - pouczał towarzysz Lenin) trzeba wprowadzić do IPN oficerów kadrowych bądź historyków przez nich prowadzonych, aby IPN stał się już w pełni agendą rządu w pozorach „statutowej niezależności”. Tak przerobiony Instytut Pamięci Narodowej będzie już świetnie wpisywać się w politycznie poprawną „demokrację”, „naukę”, „służbę”, i co tam jeszcze.

 Podobnie zoperować trzeba media publiczne: żeby pozornie były „publiczne”, ale de facto – rządowe. Natarcie na tym kierunku jest już zaawansowane (projekt nowej ustawy „kneblowej” autorstwa PO i SLD), czystki w mediach publicznych już rozpoczęto, na razie nieśmiało jeszcze, ale wyraziście.

 Co do publicznego szkolnictwa wyższego – minister Kudrycka objawiła „zamysły serc wielu” w swym pierwszym odruchu gorliwości, gdy nasłać chciała kontrolę karną na Uniwersytet Jagielloński. Przerażony Tusk pohamował ją w ostatniej chwili, bo przecież po takiej kontroli opadłby z niego jako „liberała” ostatni listek figowy, na co przed wyborami prezydenckimi nie może sobie pozwolić. Czy jednak po wyborach – gdyby je wygrał – będzie równie powściągliwy? Po wyborach, ba! Już po zatknięciu tej wiechy może przestać dbać o pozory...

 Na odcinku szkolnictwa wyższego nie ma zresztą gwałtownej potrzeby przedwczesnego zaostrzania walki klasowej. Raz, że lustracja kadry naukowej i jej dekomunizacja przebiega opieszale, a nawet w ogóle nie przebiega, i nie masz ci takiej wyższej uczelni publicznej, na której „stary garnitur” PRL-owski nie miałby silnych trzymań i wpływów. Co do wyższego szkolnictwa prywatnego – juźci wiemy, jak wiele prywatnych szkół wyższych pozakładali b.funkjconariusze, więc i na tym odcinku z zaostrzeniem walki klasowej można jeszcze poczekać.

 Na pozostałych odcinkach frontu ideologicznego - walka z prezydentem, PiS-em, Radiem Maryja - należy podtrzymywać stan permanentnego napięcia. Jako że możliwości propagandowego „dożynania watahy” zaczynają się obracać przeciw samym „rzeźnikom” z PO, SLD i „Gazety Wyborczej” (a to z powodu coraz większego idiotyzmu ich „argumentów”) – ostatnio sięgnięto znów po...sondaże. To też rys charakterystyczny „strojki socjalizma”: kiedyś spędzono by ludzi po fabrykach i telewizja pokazałaby „odpór świata pracy dawany reakcji”, ale w warunkach socjalizmu brukselskiego trzeba zamiast wieców i pochodów organizować sondaże. Nie ma z tym większego kłopotu, bo przecież gros „ośrodków badania opinii publicznej” dostało się po okrągłym stole i pod rządami grubej kreski w ręce doświadczonych badaczy-agitatorów i badaczy-propagandystów, rzec można: badaczy-organizatorów politycznie poprawnej społecznej świadomości...

 Pozostaje jeszcze jeden ważny odcinek frontu ideologicznego, na którym zauważa się ostatnio silne natarcie taktyczne. To propaganda sukcesu.

 Toteż dowiadujemy się, że Polska okazała się wyjątkowo odporna na „kryzys finansowy”, że „radzi sobie z kryzysem najlepiej w tej części świata”, że wręcz osiągniemy zawrotny wskaźnik wzrostu gospodarczego” w wysokości jeden coma sześćdziesiąt siedem setnych procenta! Od takich jaskrawych sukcesów można wręcz oślepnąć i nie zauważyć wzrostu kosztów utrzymania (jakoś nikt nie liczy ich wzrostu...), a zwłaszcza niemal skokowego wzrostu cen żywności. Wobec tak oślepiających sukcesów trudno na przykład zauważyć, że MSWiA powraca do starych, komunistycznych praktyk wyrabiania „planu mandatów karnych”, nie tylko podwyższając ich wysokość, ale instalując liczne radary gdzie się da. Niedawno wyciągałem metrykę w urzędzie stanu cywilnego i zapłaciłem za nią ponad dwadzieścia złotych; i przypomniała mi się niedawna informacja medialna, że pierwsza emerytura z OFE obliczona została na...19 złotych z groszami! Tego biednego emeryta nie stać byłoby nawet na własną metrykę!... Oczywiście – uprawiam złośliwe krytykanctwo: nie zauważam, że taka pani Gronkiewicz-Waltz wypłaciła w samej tylko Warszawie swym urzędnikom 58 milionów złotych premii; czy to nie kolejny dowód naszych olśniewających sukcesów?... Kiedyś tylko „rząd zawsze się wyżywiał” (czym chlubił się Jerzy Urban jako rzecznik komunistycznego rządu), a teraz całkiem nieźle „wyżywiają się” i samorządy. Czyż nie sukces?

 Najbardziej jednak poraził mnie sukces rządu Tuska, który uzyskał od Międzynarodowego Funduszu Walutowego otwarty kredyt w wysokości 20 miliardów dolarów, co przedstawiane jest przez rząd Tuska jako świadectwo(?) dobrej kondycji gospodarczej Polski. Nasza kondycja gospodarcza jest nawet – podobno – tak świetna, że w ogóle nie tkniemy tych pieniędzy!... A to ci dopiero: stawiają nam do dyspozycji 20-miliardową pożyczkę, a my jej nawet nie tkniemy. Zaraz też okazało się, że wskutek tej niekonsumowalnej pożyczki złoty umocnił się w stosunku do dolara o 13 groszy. Gdyby „postawiono nam do dyspozycji” nie 20, a 40 miliardów – złoty umocniłby się o 26 groszy. Dziwię się zatem, że MFW nie „postawił nam do dyspozycji” 100 miliardów dolarów (co mu zależy, jeśli i tak nie będziemy konsumować tego szmalu): w ten sposób złoty „umocniłby się” o 65 groszy! A gdyby postawiono nam do dyspozycji – co tam żałować wirtualnej forsy – 200 miliardów dolarów, wtedy złotówka prawie zrównałaby się z dolarem. Wot, sukces!

 Ale dobre i 13 groszy, od ziarnka do ziarnka, a zbierze się miarka. Chyba, że miarka by się przebrała... – czego wykluczyć nie można, zwłaszcza w świetle podjętej wielokierunkowej ofensywy totalniaków przeciw prawdzie, wolności słowa i badań naukowych. No i wobec rosnącej drożyzny, bankructw i bezrobocia.

                                                                   Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »