Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 2 gości
wtorek, 16 stycznia 2018 r.
Strona główna
Niższe i wyższe formy istnienia PDF Drukuj Email
17.06.2009.

                                Niższe i wyższe formy istnienia                            

                   

                     (felieton, „najwyższy Czas”,17 czerwca 2009)

 Ledwo Ekscelencja Dawid Peleg opuścił stołek ambasadora Izraela w Polsce, już służby dały mu synekurę dyrektorowania w jednej z filii przedsiębiorstwa Holocaust. Pamiętamy z Conrada: „Jak się nazywa organizacja, na czele której mam stanąć?” – pytał stary agent, ściągnięty do centrali.
Kiedy w czasach PRL Antoni Słonimski skarżył się prof.Kotarbińskiemu, że jego nazwisko usuwane jest ze słowników literackich, filozof pocieszył go: „Nieobecność bywa wyższą formą obecności”...
 Bywa jednak i odwrotnie: obecność stajecie niekiedy wyższą formą nieistnienia. Właśnie te obecne żądania koncernu Holocaust wysuwane pod adresem Polski nie istnieją prawnie, podobnie jak nie istnieje prawnie dziedziczenie rasowe, chociaż licznie obecni są oszuści, którzy z wyłudzania uczynili sobie sposób na życie.
 Chciałbym wszakże przypomnieć p.Pelegowi i jemu podobnym o pewnym długu realnym, i to nie tylko w kategoriach moralnych, ale prawnych. W latach 1936-38 Polskę wielokrotnie odwiedzali dwaj wybitni działacze syjonistyczni, Abraham Sztern i Włodzimierz Żabotyński, ten pierwszy –założyciel organizacji terrorystycznej „Irgun”, zapewne znanej skądinąd p.Pelengowi... Władze II Rzeczpospolitej pomagały obydwu tym panom w tworzeniu przez nich podwalin państwa żydowskiego, nie tylko poprzez ułatwienia dla emigracji żydowskiej z Polski do Palestyny (ułatwianie werbunku, bezpłatne paszporty, podstawianie specjalnych pociągów do granicy rumuńskiej), ale także poprzez  pomoc wojskową: w zakupie broni i szmuglowaniu jej do Palestyny. Rząd polski pomagał także finansowo twórcom państwa Izrael, o czym młodzież żydowska nie tylko w Polsce powinna wiedzieć, żeby nie była tumaniona do kwadratu przez swych dzisiejszych leaderów. I właśnie z tej polskiej pomocy finansowej dla budowy państwa Izrael zachowały się dwa kwity, podpisane przez Włodzimierza Żabotyńskiego, opiewające na 250 tys. przedwojennych złotych (ogólna pomoc była kilkakrotnie większa!). Twórca państwa Izrael traktował te pożyczkę jako - cytuję – „dług honorowy, zwrotny z chwilą powstania państwa żydowskiego”.
 Specjaliści z przedsiębiorstwa Holocaust wiedzą lepiej ode mnie, jak doliczać procenty... Od roku 1936 upłynęły już 73 lata, państwo Izrael powstało, chodzi więc teraz o to, czy i kiedy Izrael zwróci ten udokumentowany na piśmie dług honorowy? Ba! Żabotyński był „człowiekiem honoru”, ale czy p.Peleng jest człowiekiem honoru? Czy to tylko taki sam człowiek honoru, jak gen.Kiszczak wg.Michnika?... Te pieniądze mogłyby zostać przeznaczone na „oszwiate” dla młodzieży żydowskiej w Polsce: żeby poznała lepiej prawdziwe stosunki polsko-żydowskie w przeszłości. W ramach takiego doszkalania młodzi Żydzi mogliby dowiedzieć się na przykład, że hasło „Żydzi na Madagaskar” nie zostało wymyślone przez polskich czy niemieckich antysemitów, ale inicjatywa, by w koloniach francuskich, właśnie na Madagaskarze, osiedlać Żydów europejskich wyszła od francuskiego ministra kolonii, Mariusza Moutet, nawiasem mówiąc – ministra w rządzie Leona Bluma, francuskiego Żyda, i za jego całkowitym przyzwoleniem...
 Tymczasem przy okazji świeżej afery Abrahama Hirchsona, izraelskiego ministra, który kradł publiczną forsę przypomniano, że otwarta jest sprawa prawdopodobnego zdefraudowania prze niego pieniędzy należących do Fundacji organizującej młodzieżowe „Marsze Żywych” do hitlerowskiego obozu w Oświęcimiu. W 1997 roku zatrzymano go na Okęciu, przy powrocie z „Marszu”, z torbą zawierającą kilkaset tysięcy dolarów. He,he...Może były to pieniądze izraelskich służb do „dyskrecjonalnego” wsparcia „piątej kolumny” w Polsce, które Hirchson – jak to w warunkach „dyskrecjonalnych” – postanowił zwędzić dla siebie? Ciekawe zatem, kto go „zasypał”: swoi, którzy forsy nie dostali, czy nasze służby?...Nasze służby... Mój Boże, czy aby jeszcze w ogóle istnieją?...
Gdy już ciągniemy wątek terroru, wątek „założycielski” rozmaitych dzisiejszych „demokracji” i „nie-demokracji” – nasuwa się świeża sprawa katastrofy francuskiego „airbusa”. Coraz więcej okoliczności wskazuje, że w samolocie eksplodowała bomba, ale w zasadzie było to oczywiste tuż po fakcie. Pierwszy komunikat rządy francuskiego brzmiał bowiem, że „z całą pewnością rząd francuski wyklucza zamach terrorystyczny”... Niechybny to znak, że rząd francuski już dobrze wiedział, co w trawie piszczy. Na ogół organizacje terrorystyczne przyznawały się dotąd do dokonywanych zamachów, bo z ich upublicznienia czerpały swą siłę zastraszania. Ale i terroryzm ewoluuje w swych formach, i, być może, też akomoduje do zasady, że „nieistnienie jest wyższą formą obecności”. Jeśli francuskie „airbusy” zaczną spadać, jak dojrzałe gruszki – nikt nie musi się specjalnie przyznawać żeby opinia publiczna domyśliła się, że to nie żądne „turbulencje”, ani „zbyt mała prędkość” (co za brednie!), ale ktoś ma za złe rządowi Sarkozy’ego jego politykę zagraniczną... Albo chce wykończyć konkurencję w branży produkcji lotniczej... Albo załatwił osobiste porachunki kosztem ponad dwustu ofiar... I ty, bracie, płacz, i domyślaj się teraz, kto akurat i co chciał przez to powiedzieć!... Tak, tak: „nieistnienie jest wyższą formą obecności”. Ale czemu rząd francuski brnie w zaparte i od razu „wiedział, że to nie zamach”?...
  Wyższą formą obecności jest też polityczna naiwność.  P.Masłowska z PiS obraziła się, że ktoś z partyjnego „desantu” pozbawił ją euromandatu. Najpierw zapowiedziała, że wystąpi z PiS, potem, że już tylko „zawiesi członkostwo”. Ale chyba dobrze, że p.Masłowska nie zdobyła euromandatu, bo jakże z taką naiwnością pchać się do Brukseli?... Przecież już jako „posłanka zwykłą” powinna dobrze wiedzieć, że na gruncie obecnej ordynacji wyborczej nader wąskie sztaby partyjne decydują w ogóle o tym, na kogo wolno nam głosować – i nie słyszałem wcześniej, żeby p.Masłowska protestowała równie żarliwie przeciw tej ordynacji, jak żarliwie skarży się teraz na „kolesiostwo”... Jakże to tak, droga pani: przecież gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą... Nie zdobycie przez panią synekury w PE wskutek „desantu” jest tylko wyższą formą wcześniejszego zdobycia przez panią mandatu posła zwyczajnego w oparciu o obecną ordynację wyborczą. Nieistnienie tu jest wyższą formą istnienia tam, albo odwrotnie – że pocieszę panią słowami filozofa.
Z całą natomiast pewnością istnieje, przynajmniej w prostej formie niższej, PKO BP, spółka z 52 procentowym udziałem Skarbu Państwa, a pośród jej akcjonariuszy „spółki” : Otwarty Fundusz Emerytalny „Złota Jesień”, PZU S.A., PZU na Życie S.A., PZU Fundusz Inwestycyjny Otwarty Akcji „Krakowiak”, „Nowa Europa”, „Mazurek”. Interesujące: „jednostkami współzależnymi Grupy PKO BP” jest  Centrum Usług Biznesowych(!) z siedzibą w Luksemburgu i sopockie „Centrum Haffnera”. Sapienti sat. BKO BP chce teraz przeznaczyć całą dywidendę dla akcjonariuszy, w związku z czym złośliwi powiadają, że „wybierają forsę, póki jest jeszcze coś warta”. Wicepremier Pawlak grzmi, że  gdyby te 3 miliardy pozostawić w banku, można by udzielić kredytów „potrzebującej gospodarce” na 30 miliardów złotych. Bardzo możliwe, ale – jakże to? 3 miliardami złotych poręczać kredyty opiewające na 30 miliardów złotych?... A czemu nie na 50, albo 100 miliardów, co tam sobie żałować poręczeń?  Najbezpieczniej poręczać przy całkowicie pustej kasie („nieistnienie pieniędzy jest wyższą formą ich istnienia”), ale ta wyższa forma działalności bankowej widocznie jeszcze przed nami.

                                                   Marian Miszalski

 

 

                                Niższe i wyższe formy istnienia                            

                   

                     (felieton, „najwyższy Czas”,17 czerwca 2009)

 Ledwo Ekscelencja Dawid Peleg opuścił stołek ambasadora Izraela w Polsce, już służby dały mu synekurę dyrektorowania w jednej z filii przedsiębiorstwa Holocaust. Pamiętamy z Conrada: „Jak się nazywa organizacja, na czele której mam stanąć?” – pytał stary agent, ściągnięty do centrali.
Kiedy w czasach PRL Antoni Słonimski skarżył się prof.Kotarbińskiemu, że jego nazwisko usuwane jest ze słowników literackich, filozof pocieszył go: „Nieobecność bywa wyższą formą obecności”...

 Bywa jednak i odwrotnie: obecność stajecie niekiedy wyższą formą nieistnienia. Właśnie te obecne żądania koncernu Holocaust wysuwane pod adresem Polski nie istnieją prawnie, podobnie jak nie istnieje prawnie dziedziczenie rasowe, chociaż licznie obecni są oszuści, którzy z wyłudzania uczynili sobie sposób na życie.

 Chciałbym wszakże przypomnieć p.Pelegowi i jemu podobnym o pewnym długu realnym, i to nie tylko w kategoriach moralnych, ale prawnych. W latach 1936-38 Polskę wielokrotnie odwiedzali dwaj wybitni działacze syjonistyczni, Abraham Sztern i Włodzimierz Żabotyński, ten pierwszy –założyciel organizacji terrorystycznej „Irgun”, zapewne znanej skądinąd p.Pelengowi... Władze II Rzeczpospolitej pomagały obydwu tym panom w tworzeniu przez nich podwalin państwa żydowskiego, nie tylko poprzez ułatwienia dla emigracji żydowskiej z Polski do Palestyny (ułatwianie werbunku, bezpłatne paszporty, podstawianie specjalnych pociągów do granicy rumuńskiej), ale także poprzez  pomoc wojskową: w zakupie broni i szmuglowaniu jej do Palestyny. Rząd polski pomagał także finansowo twórcom państwa Izrael, o czym młodzież żydowska nie tylko w Polsce powinna wiedzieć, żeby nie była tumaniona do kwadratu przez swych dzisiejszych leaderów. I właśnie z tej polskiej pomocy finansowej dla budowy państwa Izrael zachowały się dwa kwity, podpisane przez Włodzimierza Żabotyńskiego, opiewające na 250 tys. przedwojennych złotych (ogólna pomoc była kilkakrotnie większa!). Twórca państwa Izrael traktował te pożyczkę jako - cytuję – „dług honorowy, zwrotny z chwilą powstania państwa żydowskiego”.

 Specjaliści z przedsiębiorstwa Holocaust wiedzą lepiej ode mnie, jak doliczać procenty... Od roku 1936 upłynęły już 73 lata, państwo Izrael powstało, chodzi więc teraz o to, czy i kiedy Izrael zwróci ten udokumentowany na piśmie dług honorowy? Ba! Żabotyński był „człowiekiem honoru”, ale czy p.Peleng jest człowiekiem honoru? Czy to tylko taki sam człowiek honoru, jak gen.Kiszczak wg.Michnika?... Te pieniądze mogłyby zostać przeznaczone na „oszwiate” dla młodzieży żydowskiej w Polsce: żeby poznała lepiej prawdziwe stosunki polsko-żydowskie w przeszłości. W ramach takiego doszkalania młodzi Żydzi mogliby dowiedzieć się na przykład, że hasło „Żydzi na Madagaskar” nie zostało wymyślone przez polskich czy niemieckich antysemitów, ale inicjatywa, by w koloniach francuskich, właśnie na Madagaskarze, osiedlać Żydów europejskich wyszła od francuskiego ministra kolonii, Mariusza Moutet, nawiasem mówiąc – ministra w rządzie Leona Bluma, francuskiego Żyda, i za jego całkowitym przyzwoleniem...

 Tymczasem przy okazji świeżej afery Abrahama Hirchsona, izraelskiego ministra, który kradł publiczną forsę przypomniano, że otwarta jest sprawa prawdopodobnego zdefraudowania prze niego pieniędzy należących do Fundacji organizującej młodzieżowe „Marsze Żywych” do hitlerowskiego obozu w Oświęcimiu. W 1997 roku zatrzymano go na Okęciu, przy powrocie z „Marszu”, z torbą zawierającą kilkaset tysięcy dolarów. He,he...Może były to pieniądze izraelskich służb do „dyskrecjonalnego” wsparcia „piątej kolumny” w Polsce, które Hirchson – jak to w warunkach „dyskrecjonalnych” – postanowił zwędzić dla siebie? Ciekawe zatem, kto go „zasypał”: swoi, którzy forsy nie dostali, czy nasze służby?

...Nasze służby... Mój Boże, czy aby jeszcze w ogóle istnieją?...

 Gdy już ciągniemy wątek terroru, wątek „założycielski” rozmaitych dzisiejszych „demokracji” i „nie-demokracji” – nasuwa się świeża sprawa katastrofy francuskiego „airbusa”. Coraz więcej okoliczności wskazuje, że w samolocie eksplodowała bomba, ale w zasadzie było to oczywiste tuż po fakcie. Pierwszy komunikat rządy francuskiego brzmiał bowiem, że „z całą pewnością rząd francuski wyklucza zamach terrorystyczny”... Niechybny to znak, że rząd francuski już dobrze wiedział, co w trawie piszczy. Na ogół organizacje terrorystyczne przyznawały się dotąd do dokonywanych zamachów, bo z ich upublicznienia czerpały swą siłę zastraszania. Ale i terroryzm ewoluuje w swych formach, i, być może, też akomoduje do zasady, że „nieistnienie jest wyższą formą obecności”. Jeśli francuskie „airbusy” zaczną spadać, jak dojrzałe gruszki – nikt nie musi się specjalnie przyznawać żeby opinia publiczna domyśliła się, że to nie żądne „turbulencje”, ani „zbyt mała prędkość” (co za brednie!), ale ktoś ma za złe rządowi Sarkozy’ego jego politykę zagraniczną... Albo chce wykończyć konkurencję w branży produkcji lotniczej... Albo załatwił osobiste porachunki kosztem ponad dwustu ofiar... I ty, bracie, płacz, i domyślaj się teraz, kto akurat i co chciał przez to powiedzieć!... Tak, tak: „nieistnienie jest wyższą formą obecności”. Ale czemu rząd francuski brnie w zaparte i od razu „wiedział, że to nie zamach”?...

  Wyższą formą obecności jest też polityczna naiwność.  P.Masłowska z PiS obraziła się, że ktoś z partyjnego „desantu” pozbawił ją euromandatu. Najpierw zapowiedziała, że wystąpi z PiS, potem, że już tylko „zawiesi członkostwo”. Ale chyba dobrze, że p.Masłowska nie zdobyła euromandatu, bo jakże z taką naiwnością pchać się do Brukseli?... Przecież już jako „posłanka zwykłą” powinna dobrze wiedzieć, że na gruncie obecnej ordynacji wyborczej nader wąskie sztaby partyjne decydują w ogóle o tym, na kogo wolno nam głosować – i nie słyszałem wcześniej, żeby p.Masłowska protestowała równie żarliwie przeciw tej ordynacji, jak żarliwie skarży się teraz na „kolesiostwo”... Jakże to tak, droga pani: przecież gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą... Nie zdobycie przez panią synekury w PE wskutek „desantu” jest tylko wyższą formą wcześniejszego zdobycia przez panią mandatu posła zwyczajnego w oparciu o obecną ordynację wyborczą. Nieistnienie tu jest wyższą formą istnienia tam, albo odwrotnie – że pocieszę panią słowami filozofa.
Z całą natomiast pewnością istnieje, przynajmniej w prostej formie niższej, PKO BP, spółka z 52 procentowym udziałem Skarbu Państwa, a pośród jej akcjonariuszy „spółki” : Otwarty Fundusz Emerytalny „Złota Jesień”, PZU S.A., PZU na Życie S.A., PZU Fundusz Inwestycyjny Otwarty Akcji „Krakowiak”, „Nowa Europa”, „Mazurek”. Interesujące: „jednostkami współzależnymi Grupy PKO BP” jest  Centrum Usług Biznesowych(!) z siedzibą w Luksemburgu i sopockie „Centrum Haffnera”. Sapienti sat. BKO BP chce teraz przeznaczyć całą dywidendę dla akcjonariuszy, w związku z czym złośliwi powiadają, że „wybierają forsę, póki jest jeszcze coś warta”. Wicepremier Pawlak grzmi, że  gdyby te 3 miliardy pozostawić w banku, można by udzielić kredytów „potrzebującej gospodarce” na 30 miliardów złotych. Bardzo możliwe, ale – jakże to? 3 miliardami złotych poręczać kredyty opiewające na 30 miliardów złotych?... A czemu nie na 50, albo 100 miliardów, co tam sobie żałować poręczeń?  Najbezpieczniej poręczać przy całkowicie pustej kasie („nieistnienie pieniędzy jest wyższą formą ich istnienia”), ale ta wyższa forma działalności bankowej widocznie jeszcze przed nami.

                                                   Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »