Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 20 sierpnia 2018 r.
Strona główna
Trybunał niemiecki zakwestionowal zasadę PDF Drukuj Email
02.07.2009.

                       Od „nadludzi” do „naddemokratów” – i z powrotem?

  Pod Traktatem Lizbońskim „wszyscy członkowie będą równi, ale Niemcy będą równiejsze od innych”. Będą „nadpaństwem członkowskim”: czy zatem obywatele Niemiec będą „nadobywatelami UE”, czy może znów, już wkrótce, „nadludźmi”?...
Właśnie niemiecki Trybunał Konstytucyjny w swym orzeczeniu z 30 czerwca na 1 lipca br. odrzucił de iure, przynajmniej w stosunku do Niemiec, zasadę „podzielonej suwerenności”, leżącej u podstaw Traktatu Lizbońskiego. Orzeczenie stanowi, że Traktat Lizboński nie jest sprzeczny z niemiecką konstytucją, ale jego wejście w życie wymaga zmiany niemieckiego prawa tak, żeby niemiecki parlament mógł udzielać każdorazowo zgody na wejście w życie prawa unijnego na terenie Niemiec.
 Oznacza to, że prawo „ponadnarodowe”, stanowione na mocy Traktatu Lizbońskiego przez ponadnarodowe instytucje unijne będzie musiało k a ż d o r a z o w o  zyskać aprobatę parlamentu niemieckiego, aby obowiązywało na terenie Niemiec. Oznacza zatem, że Niemcy nie poddają się prawu unijnemu bez zgody swego parlamentu; zachowują zatem pełnię suwerenności państwowej.
W ten sposób Niemcy stałyby się wyjątkiem w nowej Unii Europejskiej: zachowałyby pełnię suwerenności państwowej, z której inne państwa członkowskie miałyby częściowo zrezygnować na rzecz organów unijnych. Orzeczenie to zatem w istotny sposób zmienia warunki obowiązywania Traktatu Lizbońskiego.
 Władze niemieckie zapowiedziały już błyskawicznie, że stosowne posiedzenie Bundestagu „wmacniające” prawnie pozycję niemieckiego parlamentu  odbędzie się już 27 sierpnia!...
 W związku z tym orzeczeniem można spodziewać się wzmożonej presji propagandowej na Polskę (zwłaszcza w polskojęzycznych mediach kontrolowanych przez obce kapitały lub służby), by prezydent jak najszybciej ratyfikował Traktat Lizboński, presji eksponującej tylko do pierwszy człon werdyktu niemieckiego Trybunału. Jednak wzięty w całości – werdykt ten stanowi niezwykle ważny argument, przemawiający za odrzuceniem Traktatu Lizbońskiego przez prezydenta lub (jedno nie wyklucza drugiego) pilną potrzebą renegocjowania traktatu Lizbońskiego tak, aby i Polska miała możliwość zastosowania precedensowego „wariantu niemieckiego”, uzależniającego obowiązywanie każdorazowego prawa wspólnotowego od zgody parlamentu krajowego.
 Nic zresztą nie stoi teraz na przeszkodzie, by i polski parlament  - równie szybko jak Niemcy – przyjął dokładnie taką samą zasadę. Uwzględniając nie tylko na roszczenia odszkodowawcze, zgłaszane przez Niemców wobec jednej trzeciej terytorium Polski (Powiernictwo Pruskie zapowiedziało złożenie nowego pozwu lecz z innym tym razem uzasadnieniem...), ale także możliwy rozwój stosunków w Europie (w tym zwłaszcza „strategiczne partnerstwo” rosyjsko-niemieckie) – ratyfikowanie w tej sytuacji przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Traktatu Lizbońskiego byłoby wyrażeniem zgody na groźną w swych konsekwencjach nierówność. Trzeba też podkreślić w tym miejscu z całą mocą, że uzgodniona między prezydentem Kaczyńskim a premierem Tuskiem na Helu „ustawa kompetencyjna” (której zresztą jeszcze nie ma...) w żaden sposób nie daje Polsce tego, co daje Niemcom orzeczenie ich Trybunału Konstytucyjnego. Postulowana na Helu przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego ustawa ( wymagająca jednomyślności sejmu, senatu, rządu i prezydenta) funkcjonowałaby bowiem  t y l k o  przez czas ograniczony, w dodatku nie miałaby zastosowania do  w s z e l k i e g o  prawa „brukselskiego” wdrażanego w Polsce
Niemieckie posunięcie wydaje się starannie skalkulowanym ruchem  politycznym: szybka, bo już sierpniowa decyzja Bundestagu pozostawia berdzo mało czasu na reakcję Polski, bo powtórkę referendum w Irlandii przewidziano na październik. Po możliwym pozytywnym wyniku referendum w Irlandii można spodziewać się  brutalnej presji dyplomatyczno-propagandowej, mającej przymusić polskiego prezydenta do ratyfikacji Traktatu, bez uwzględniania radykalnie nowej sytuacji prawnej i politycznej, jaką wytworzyło orzeczenie niemieckiego Trybunału i jaka wytworzy sierpniowa decyzja Bundestagu.
Końcówka batalii o suwerenną Polskę zapowiada się goraco.

                                                            Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »