Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 10 grudnia 2018 r.
Strona główna
Czy rząd Tuska ogłuchł? PDF Drukuj Email
08.07.2009.

                              Czy rząd Tuska ogłuchł?

 („Niedziela”,8 lipca)  Podobno jeszcze przed wojną słowo „propaganda” nie budziło negatywnych emocji, przynajmniej takich, jak dzisiaj. Słowo „propaganda” odbierano raczej  w zgodności z jego łacińskim, niewinnym znaczeniem: propagować to upowszechniać. Upowszechniać fakty, opinie, idee, wartości. Ale sowiecki bolszewizm, a potem narodowy socjalizm niemiecki rychło uczyniły z tego zwykłego „upowszechniania” coś znacznie mniej, a zarazem coś znacznie więcej. Mniej – bo propagandę wyzuto z faktów prawdziwych, opinii ludzi wolnych, idei głębokich, wartości rzetelnych; więcej – bo propaganda stała się upowszechnianiem kłamstwa i oszustwa zaprzężonego w służbę polityki. Stała się socjotechniką. Lata PRL-owskie utrwaliły w opinii publicznej takie właśnie traktowanie propagandy, a słowo „propaganda” stało się niemal synonimem upowszechniania samego tylko łgarstwa w celach politycznych....

 Interesujące, że obserwujemy i dziś silny nawrót do tak rozumianej „propagandy”, która nazywa się dziś bardziej elegancko „polityką historyczną”.

Odkąd niemiecki kanclerz Schroeder stwierdził przed kilkoma laty, że „czas niemieckiej pokuty minął”  nasila się niemiecka propaganda wybielająca Niemcy, a próbująca uwikłać Polskę w odpowiedzialność za barbarzyństwo II wojny światowej i jej skutki. Propaganda ta eskalowała ostatnio tekstem „Spiegla” o „pomaganiu” Polaków w eksterminacji Żydów, a całkiem niedawno – oświadczeniem dwóch rządzących partii niemieckich, uznających „prawa” powojennych przesiedleńców niemieckich do odszkodowań od Polski. O ile na artykuły prasowe rząd polski reagowanie musi, o tyle na oświadczenie rządzących partii niemieckich zareagować powinien. Reakcja premiera Tuska i  ministra Sikorskiego była zdumiewająca: stwierdzili oni, że to oświadczenie dwóch rządzących partii niemieckich jest „tylko element kampanii wyborczej” i nie należy się tym przejmować... Jakoś nie przyszło rządowi Tuska do głowy, że partie te nie tylko odwołują się przecież do realnych nastrojów niemieckich (nie szukałyby popularności w nastrojach powszechnie potępianych lub niestniejących), a zwłaszcza, że w ten sposób same zarazem inspirują antypolskie nastroje.

 Na propagandę niemiecka szybko odpowiedziały propagandą własną szowinistyczne środowiska żydowskie, oskarżając Polaków o „bierność” a nawet „współodpowiedzialność” za mordowanie Żydów. Środowiska te wspomagają Niemców w ich propagandzie: zdejmowania z siebie odpowiedzialności za barbarzyństwo rozpętanej wojny, jej skutki i, na ile na razie można, przerzucania tej odpowiedzialności na Polaków. Upiec chcą najwyraźniej dwie pieczenie na jednym ogniu: zmusić Polskę do zapłacenia okupu, haraczu, za zaniechanie tej propagandy, tej wojny psychologicznej (jaką w 1996 roku wypowiedział Polsce Światowy Kongres Żydów), a przy okazji zaoferować się Niemcom jako ewentualny „partner” dla zarządzania niesuwerenną już Polską, po ewentualnym ratyfikowaniu przez prezydenta Traktatu Lizbońskiego.

 W ostatnich dniach odezwała się też propaganda rosyjska, w tym samym duchu. Najpierw na oficjalnej, rządowej stronie internetowej pojawił się zarzut, że „Polska przyczyniła się do wybuchu II wojny światowej bo zbyt twardo opierała się żądaniom Hitlera”, w tych dniach natomiast oskarżono Polskę o „spiskowanie z Niemcami i Japonią” przeciw „miłującemu pokój Związkowi Radzieckiemu”.

 Jeszcze rząd Jarosława Kaczyńskiego próbował prowadzić jakąś polską „politykę historyczną”, jakąś tradycyjnie rozumianą propagandę prawdy historycznej. Doprowadził też do uchwały sejmowej odrzucającej niemieckie żądania, ale z równą mocą nie przeciwstawił się szantażystom z kręgów „przedsiębiorstwa holocaust”. Dzisiaj do tego tandemu niemiecko-żydowskiego dołącza już Rosja...

 Rząd Tuska udaje, że nie ma problemu, podczas gdy nabrzmiewa wielki problem. Bardzo wielki problem. Z tym problemem poradzić może sobie Polska jeszcze suwerenna, ale jest wątpliwe, czy poradzi sobie Polska już nie suwerenna, jaką stanie się, gdyby przyjęła Traktat Lizboński.

 ...Tymczasem – w ślad za niedawną sugestią rzecznika praw obywatelskich – ponad stu prawników-konstytucjonalistów dyskutowało w Uniwersytecie Warszawskim o obecnej konstytucji. Mówiono tam o potrzebie zmiany konstytucji tak, aby można było przyjąć euro, aby wyjaśnić niejasności kompetencyjne na osi premier – prezydent, zastanawiano się, czy potrzebny jest Senat i jaka powinna być ilość posłów w Sejmie... Niewątpliwie są to sprawy ważne, jednak najważniejszą jest kwestia suwerenności Polski. W nowej (czy tylko poprawionej) konstytucji – zachowany zostanie zapis, że „suwerenem jest naród polski”? I że „prezydent stoi na straży suwerenności Polski”?... Czy też w ramach „poprawiania” zapisy te zostaną już usunięte? Czy w miejsce słowa „suwerenność” pojawi się termin „suwerenność ograniczona”? Jak zatem zostanie zdefiniowana?...

 Trzeba powiedzieć jasno, że jakakolwiek „dyskusja konstytucyjna” z pominięciem tej kwestii nie byłaby dyskusją poważną, ale jakąś propagandową jej namiastką, i to w tym negatywnym rozumieniu propagandy.

 Traktat Lizboński stworzy nowe suwerenne państwo: Unię Europejską (która dotąd jest tylko porozumieniem poszczególnych, jeszcze suwerennych państw). Część kompetencji suwerennych dotąd państw oddana zostałaby władzom centralnym nowego państwa, część pozostałaby przy „sfederowanych” już tylko „składnikach” tego nowego państwa. Jeden z zapisów Traktatu Lizbońskiego stanowi jednak, że te „składniki” muszą „powstrzymać się od wszelkich działań, sprzecznych z celami UE” . Nie ma najmniejszej nawet gwarancji, że działania „części składowej”, podejmowane w ramach przyznanej jej ograniczonej kompetencji, nie zostaną uznane za „sprzeczne z celami UE”... Tkwi tu prawniczy trick, werbalna sztuczka a zarazem sedno sprawy: jest to zakamuflowana furtka do wypłukania państw słabszych z wszelkiej, nawet ograniczonej suwerenności.

 Reakcja rządu Tuska (który powinien czuć się silny sondażową przynajmniej popularnością)  wobec  rozwijającej się w szybkim tempie, coraz agresywniejszej i bezczelniejszej propagandy niemieckiej, żydowskiej i rosyjskiej, jest zadziwiająco słaba; po prostu jej nie ma! Jeśli już teraz rząd Tuska czuje się tak słaby i zastraszony, że nie jest zdolny reagować właściwie, zgodnie z interesami suwerennego narodu – czego można spodziewać się, gdyby Traktat Lizboński został przez Polskę przyjęty?...

                                                                      Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »