Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 22 października 2018 r.
Strona główna
Gra wstępna przedrozbiorowa PDF Drukuj Email
22.07.2009.

                                Gra wstępna przedrozbiorowa

 („Najwyższy Czas”, 22 lipca 2009) W nocy z 30 czerwca na 1 lipca br. niemiecki Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie, wg. którego Traktat Lizboński jest zgodny z konstytucją niemiecką ale pod warunkiem, że „wzmocniona zostanie rola niemieckiego parlamentu” w taki sposób, że 

w s z e l k i e  prawo unijne (stanowione pod rządami Traktatu Lizbońskiego przez instytucje unijne) będzie musiało zostać zaakceptowane przez niemiecki parlament, aby obowiązywało w Niemczech.

 Orzeczenie to zatem w stosunku do Niemiec odrzuca zasadę „podzielonej suwerenności” (mającą obowiązywać pozostałe państwa UE pod Traktatem Lizbońskim). Już 27 sierpnia parlament niemiecki ma przyjąć stosowne przepisy, regulujące „procedurę tej akceptacji”. Niemcy staną się wówczas „nad-członkiem” UE, ich obywatele – „nadobywatelami”; czy wkrótce już znów „nadludźmi”? – czas pokaże...

 Orzeczenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego zmienia zasadniczo warunki obowiązywania Traktatu Lizbońskiego, zatem stanowić powinno podstawę do jego natychmiastowej renegocjacji. Prezydent Lech Kaczyński dostał potężny argument za niepodpisywaniem Traktatu Lizbońskiego, i to bez względu na to, jak wypadnie powtórzone referendum w Irlandii! Co więcej – nic nie stoi na przeszkodzie, aby w ślad za tym orzeczeniem i równolegle z renegocjacjami polski parlament przyjął natychmiast analogiczną „poprawkę proceduralną”: żadne prawo unijne nie może obowiązywać w Polsce bez uprzedniej akceptacji polskiego parlamentu.

 Warto zauważyć, że uzgodniona na Helu między prezydentem Kaczyńskim a premierem Tuskiem „ustawa kompetencyjna” (której uzgodnionego między PO a PiS-em projektu jeszcze nawet nie ma w Sejmie!...) ustanowić miała jednomyślność polskiego prezydenta, rządu, Sejmu i Senatu wobec przyjmowanego prawa unijnego – ale tylko w ograniczonym czasie (do roku bodajże 2017) i w nader ograniczonym zakresie tego prawa. Tymczasem orzeczenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego w ogóle zrywa z zasadą „podzielonej kompetencji”, która nie obowiązywałaby Niemiec, mimo ich uczestnictwa w UE poddanej Traktatowi Lizbońskiemu...

 Nietrudno przewidzieć, co będzie działo się już wkrótce... Wnet ruszy wielka propagandowa ofensywa dyplomatyczno-medialna nacisku na prezydenta Polski, by podpisał Traktat Lizboński, bo przecież  „Trybunał niemiecki uznał, że jest on zgodny z niemiecką Konstytucją”... Resztę orzeczenia się przemilczy. Prezydent, oczywiście, powinien zaczekać do 27 sierpnia, aż Bundestag dokona owych nakazanych przez Trybunał z Karlsruhe „poprawek”: wtedy dopiero okaże się, jak Niemcy traktują „zasadę podzielonej suwerenności” w odniesieniu do siebie. Ale co będzie, jeśli Bundestag odłoży uchwalenie tej „korekty” na przykład o dwa miesiące, aby najpierw wypowiedziała się Irlandia?... Ha!

 Gdy Irlandia powie tym razem „tak” w referendum (co nader prawdopodobne), a niemiecki Bundestag jeszcze nie zdradzi się ze swymi „poprawkami” – wówczas prezydent Polski stanie się obiektem niebywałych nacisków dyplomatyczno-medialnych (ruszy cała obca agentura ulokowana w mediach polskojęzycznych i „międzynarodowych”), napaści, szantażu i presji – jako ten, co jeszcze ośmiela się bezczelnie „wstrzymywać proces ratyfikacji”...

 Czy Lech Kaczyński ugnie się pod tym szantażem – czy przetrzyma tę nawałnicę, głównie – jak się wydaje – inspiracji niemiecko-żydowskiej? I czy nie jest potrzebne silne obywatelskie wsparcie dla prezydenta, jeśli podejmie walkę z tą nawałą?... Wprawdzie uczestniczył w negocjowaniu Traktatu Lizbońskiego, ale po orzeczeniu niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego sytuacja uległa zasadniczej zmianie i ma silny punkt oparcia w ewentualnym oporze.

 Tymczasem żydowskie lobby holocaustowej industrii umiędzynarodowiło swe bezczelne roszczenia, doprowadzając do konferencji w Pradze, która zwołana została formalnie przez ...Unię Europejską! Dyplomacja ministra Radosława Sikorskiego (reprezentowana na tej konferencji przez Władysława Bartoszewskiego) doznała straszliwej sromoty! Na ile to skutek politycznej głupoty, w co trudno uwierzyć, a na ile korupcji i „jurgieltnictwa”, w co uwierzyć łatwiej – to już inna sprawa. Dość, że „dyplomaci Sikorskiego” podpisali deklarację, wedle której zwrot „mienia bezspadkowego”(!) będzie obowiązywał „ niektóre kraje”. Maciej Kozłowski (który w MSZ, u Sikorskiego, piastuje kuriozalną posadę „pełnomocnika ds. kontaktów ze „środowiskami żydowskimi” – do pilnej likwidacji nie tylko w ramach oszczędności...) powiada, że zastosowanie „zwrotu mienia bezspadkowego” wobec Polski „jest niemożliwe i wymagałoby zmiany naszego systemu prawnego”. Najwyraźniej Maciej Kozłowski traktuje obywateli polskich jak idiotów (ale co go do tego upoważnia?): Traktat Lizboński (a i nawet obecny priorytet „prawa unijnego”) może szybko doprowadzić do „zmiany naszego systemu prawnego” tak, by zaspokojenie żądań żydowskich grandziarzy i wydrwigroszów stało się możliwe. Czy Centralne Biuro Antykorupcyjne nie powinno zainteresować się okolicznościami, w jakich delegat Polski podpisał na konferencji UE w Pradze tę antypolską deklarację ( w dodatku rasistowską: „dziedziczenie rasowe”), wystawiającą majątek biednej Polski na „wielomiliardowy”  łup pazernych szantażystów i grandziarzy? Ich reprezentant, Dawid Peleg, zaraz po podpisaniu deklaracji stwierdził, wbrew dyrdymałom opowiadanym przez p.Bartoszewskiego jako delegata p.Sikorskiego i MSZ – „My mamy jednak nadzieję, że deklaracja otwiera drogę do negocjacji”.

 W perspektywie przyszłego Traktatu Lizbońskiego i z perspektywy takich „pociągnięć” dyplomacji Sikorskiego , jak utrzymywanie synekury  „pełnomocnika ds. kontaktów ze środowiskami żydowskimi” czy zgody na „deklarację praską” – holokaustowi wydrwigrosze mają pełne powody do optymizmu.

 Zarówno orzeczenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, jak „deklaracja praska” Unii Europejskiej to katalizatory, przyśpieszające proces rozbiorowy Polski. Demokratyczny proces stopniowego rozbioru majątku Polski, jako współczesnej formy rozbioru bez naruszani granic. Pozwalają lepiej widzieć, kto w kraju, z jaką starannością i jak głębokim osobistym zaangażowaniem przykłada się do tego procesu.

 Na szczęście „koniec historii”, wieszczony przez rozmaitych „yntelektualystów”, jeszcze daleko i bardziej aktualne zdaje się stare, poczciwe

porzekadło „dłużej klasztora niż przeora”.

                                                                       Marian Miszalski

  

 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »