Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 10 grudnia 2018 r.
Strona główna
Trybunał niemiecki zakwestionował zasaę podzielonej suwerenności PDF Drukuj Email
28.07.2009.

                               Niemcy ponad Unią?...

  Pod Traktatem Lizbońskim „wszyscy członkowie będą równi, ale Niemcy będą równiejsze od innych”. Będą „nadpaństwem członkowskim”: czy zatem obywatele Niemiec będą „nadobywatelami UE”?...

                        Główna zasada UE nie obowiązuje Niemiec

 Właśnie niemiecki Trybunał Konstytucyjny w swym orzeczeniu z 30 czerwca na 1 lipca br. odrzucił de iure, przynajmniej w stosunku do Niemiec, zasadę „podzielonej suwerenności”, leżącej u podstaw Traktatu Lizbońskiego. Orzeczenie stanowi, że Traktat Lizboński nie jest sprzeczny z niemiecką konstytucją, ale jego wejście w życie wymaga zmiany niemieckiego prawa tak, żeby niemiecki parlament mógł udzielać każdorazowo zgody na wejście w życie prawa unijnego na terenie Niemiec.

 Oznacza to, że prawo „ponadnarodowe”, stanowione na mocy Traktatu Lizbońskiego przez ponadnarodowe instytucje unijne będzie musiało

k a ż d o r a z o w o  zyskać aprobatę parlamentu niemieckiego, aby obowiązywało na terenie Niemiec. Oznacza zatem, że Niemcy nie poddają się prawu unijnemu bez zgody swego parlamentu; zachowują zatem pełnię suwerenności państwowej.

 W ten sposób Niemcy stałyby się wyjątkiem w nowej Unii Europejskiej: zachowałyby pełnię suwerenności państwowej, z której inne państwa członkowskie miałyby częściowo zrezygnować na rzecz organów unijnych. Orzeczenie to zatem w istotny sposób zmienia warunki obowiązywania Traktatu Lizbońskiego.

 Władze niemieckie zapowiedziały błyskawicznie, zaraz po tym orzeczeniu, że stosowne posiedzenie Bundestagu „wzmacniające” prawnie pozycję niemieckiego parlamentu  odbędzie się już 27 sierpnia!...

                               Kiedy ruszy „wojna psychologiczna”?

 W związku z tym orzeczeniem można spodziewać się wzmożonej presji propagandowej na Polskę (zwłaszcza w polskojęzycznych mediach kontrolowanych przez obce kapitały lub służby), by prezydent jak najszybciej ratyfikował Traktat Lizboński, presji eksponującej tylko do pierwszy człon werdyktu niemieckiego Trybunału. Jednak wzięty w całości – werdykt ten stanowi niezwykle ważny argument, przemawiający za odrzuceniem Traktatu Lizbońskiego przez prezydenta lub (jedno nie wyklucza drugiego) pilną potrzebą renegocjowania traktatu Lizbońskiego tak, aby i Polska miała możliwość zastosowania precedensowego „wariantu niemieckiego”, uzależniającego obowiązywanie każdorazowego prawa wspólnotowego od zgody parlamentu krajowego.

 Nic zresztą nie stoi teraz na przeszkodzie, by i polski parlament  - równie szybko jak Niemcy – przyjął dokładnie taką samą zasadę. Uwzględniając nie tylko na roszczenia odszkodowawcze, zgłaszane przez Niemców wobec jednej trzeciej terytorium Polski (Powiernictwo Pruskie zapowiedziało złożenie nowego pozwu lecz z innym tym razem uzasadnieniem...), ale także możliwy rozwój stosunków w Europie (w tym zwłaszcza „strategiczne partnerstwo” rosyjsko-niemieckie) – ratyfikowanie w tej sytuacji przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Traktatu Lizbońskiego byłoby wyrażeniem zgody na groźną w swych konsekwencjach nierówność. Trzeba też podkreślić w tym miejscu z całą mocą, że uzgodniona między prezydentem Kaczyńskim a premierem Tuskiem na Helu „ustawa kompetencyjna” (której zresztą jeszcze nie ma...) w żaden sposób nie daje Polsce tego, co daje Niemcom orzeczenie ich Trybunału Konstytucyjnego. Postulowana na Helu przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego ustawa ( wymagająca jednomyślności sejmu, senatu, rządu i prezydenta przy przyjmowaniu niektórych postanowień „prawa brukselskiego”) funkcjonowałaby bowiem  t y l k o  przez czas ograniczony, w dodatku nie miałaby zastosowania do  w s z e l k i e g o  prawa „brukselskiego” wdrażanego w Polsce, ale tylko do jego niektórych postanowień...

 Niemieckie posunięcie wydaje się starannie skalkulowanym ruchem  politycznym: szybka, bo już sierpniowa decyzja Bundestagu pozostawia bardzo mało czasu na reakcję Polski, bo powtórkę referendum w Irlandii przewidziano na październik. Co więcej – nie da się wykluczyć, że Bundestag opóźni swą „ustawę proceduralną”, aby prezydent Polski nie mógł powołać się na jej zapisy, stawiające Niemcy w wyjątkowej, uprzywilejowanej pozycji... W takiej sytuacji - po możliwym pozytywnym wyniku referendum w Irlandii można spodziewać się  brutalnej presji dyplomatyczno-propagandowej, mającej przymusić polskiego prezydenta do ratyfikacji Traktatu, bez uwzględniania radykalnie nowej sytuacji prawnej i politycznej, jaką wytworzyło orzeczenie niemieckiego Trybunału i jaką wytworzy decyzja Bundestagu, do której zobowiązuje niemiecki parlament orzeczenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego z Karlsruhe.

 Końcówka batalii o suwerenną Polskę zapowiada się gorąco.

                             Fatalna dyplomacja Sikorskiego

 Tym bardziej, że zadziwiająca dyplomacja Radosława Sikorskiego dopuściła w tych dniach do przyjęcia przez Polskę „deklaracji praskiej” Unii Europejskiej, dokumentu który umiędzynaradawia w przestrzeni funkcjonowania  Unii Europejskiej bezprawne żądania żydowskiego „przedsiębiorstwa holocaust”, domagającego się „dziedziczenia rasowego”, czyli przekazania „mienia bezspadkowego” filiom tego „przedsiębiorstwa”. Wprawdzie przedstawiciel polskiego MSZ na konferencji praskiej twierdził, że Polska nie zgodzi się na takie rozwiązanie, jako sprzeczne z prawem polskim, ale deklaracje podpisał... Ta deklaracja przewiduje, że owo przejęcia „mienia bezspadkowego” może być zastosowane wobec „niektórych państw”.

 Nie trudno sobie wyobrazić już teraz – a co dopiero pod rządami Traktatu Lizbońskiego – że Polska zmuszona zostanie do takiej właśnie zmiany obecnego prawa, które żydowskim organizacjom wyłudzającym dla siebie spadki zmarłych bez spadkobierców Żydów takie prawo „dziedziczenia rasowego” przyzna. Polski MSZ choćby ze względu na tę rasistowską przesłankę żydowskich roszczeń, nie powinien deklaracji tej podpisywać... Zwłaszcza pod szyldem „inicjatywy unijnej”, więc zobowiązującej dla Polski w przyszłości.

                                      Zaciska się pętla...

 Zarówno orzeczenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, jak „deklaracja praska” UE wskazują na postępujący proces przygotowawczy do majątkowego rozbioru Polski (przypomnijmy, że żądania Powiernictwa Pruskiego wsparte ostatnio przez dwie niemieckie partie rządzące, CDU i CSU dotyczą majątku na obszarze jednej trzeciej Polski, a wydrwigrosze z „przedsiębiorstwa holocaust” winszują sobie od Polski „kilkudziesięciu miliardów dolarów”).

 Reakcje (a raczej ich brak) rządu Tuska wobec tych faktów budzą jak najgorsze przeczucia...

                                                                      Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »