Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 22 października 2018 r.
Strona główna
Co sie odwlecze... PDF Drukuj Email
06.08.2009.

                                        Co się odwlecze...

 („Niedziela”, 5 lipca 2009) Minister zdrowia zapewniła doradców prezydenta, że przepisy tzw. ustawy koszykowej nie przyniosą zwiększenia liczby świadczeń, za które pacjent musi płacić – prezydent podpisał więc ustawę, rezygnując z jej zawetowania. Ale przepisy „ustawy koszykowej” stanowią zarazem, że minister zdrowia dopiero w przyszłym rozporządzeniu ( więc aktem prawnym niższej rangi, niż ustawa) określi, jakie świadczenia ma pacjent „za darmo” (dokładniej: za płacony podatek zdrowotny, czyli przymusową „składkę” ubezpieczenia zdrowotnego), do jakich będzie musiał dopłacać, a jakie będą odpłatne w pełni. W tej sytuacji sama ustawa niewiele załatwia – wszystko okaże się dopiero wtedy, gdy pojawią się ministerialne rozporządzenia ( ma ich być kilkanaście)...

 Już taka konstrukcja ustawy może budzić uzasadnioną nieufność. Nie trudno wyobrazić sobie sytuację, gdy te rozporządzenia złamią ministerialne zapewnienia złożone doradcom prezydenta... Powstałaby sytuacja, w której delegacja ustawowa upoważniałaby ministra do zmiany, poprzez rozporządzenia, dotychczasowego ustawowego stanu prawnego, co otwierałoby drogę do ich skarżenia przed Trybunał Konstytucyjny. Bo artykuł 68 punkt 2 Konstytucji stanowi: „Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Warunki i zakres udzielania świadczeń określa ustawa”. Ustawa – a nie „rozporządzenia”... Nie wiem, czy jest to mocna podstawa ewentualnej skargi konstytucyjnej, czy słaba, ale na razie nic nie jest rozstrzygnięte...

 W ten sposób kompromis zawarty póki co między ministrem zdrowia, jako autorem ustawy, a prezydentem, który ustawę podpisał  - może okazać się nader chwiejnym i krótkotrwałym kompromisem, obfitującym w liczne i przewlekłe spory przed Trybunałem, akcje protestacyjne, strajki...

 Obecny kompromis zatem jest na razie całkiem jałowy merytorycznie, w niczym nie naprawia sytuacji w polskim lecznictwie, a zwłaszcza w chorym systemie jego finansowania i zarządzania, gdzie między pacjentem a lekarzem i pielęgniarką znajduje się szalenie kosztowny biurokratyczny pośrednik, podrażający koszty usług medycznych. Wydaje się, że dopóki przymus ubezpieczeń zdrowotnych nie zostanie zastąpiony ich dobrowolnością, lub przynajmniej poważnie ograniczony na rzecz dobrowolności – sytuacja głębokiego niedowładu lecznictwa będzie się pogłębiać, i nawet systematyczne podnoszenie podatku zdrowotnego („składki”) nie zlikwiduje pazernego, chłonnego państwowego pośrednika, przechwytującego lwią część tego podatku.

 Gorsza sytuacja, niż w lecznictwie, panuje już chyba tylko w powszechnych i przymusowych ubezpieczeniach emerytalnych. Jeszcze w latach 60. na jednego emeryta przypadało w Polsce 7 osób pracujących, płacących ów powszechny podatek, również dla niepoznaki zwany „składką”. Dzisiaj na statystycznego emeryta przypada już tylko „półtora pracującego”... Przy trwającym niżu demograficznym (nawiasem mówiąc: jest to uboczny, długoterminowy skutek przymusu powszechnych ubezpieczeń, uderzającego także w spójność i trwałość rodziny) sytuacja może się tylko pogarszać. Co więcej – podczas osławionych „reform Balcerowicza” zaprzepaszczono szanse wyjścia z tej fatalnej sytuacji, nie zabezpieczając pieniędzy z prywatyzowanego majątku państwowego na reformę systemu emerytalnego. Dziś, gdy i „otwarte fundusze emerytalne” (tzw. II filar) okazują się jedynie kontynuacją „pod przykryciem” starego systemu – nie pozostawałoby nic innego, jak ustanowić regresywny (zmniejszający się z upływem czasu) podatek celowy: na likwidację dotychczasowego systemu w całości (więc na spłatę zobowiązań wobec dotychczasowych emerytów)  i stopniowe zastąpienie go systemem dobrowolnym. Takie rozwiązanie wymagałoby dużej odwagi politycznej, ale odwlekanie tego nabrzmiewającego szybko problemu doprowadzić może do całkowitego załamania się systemu emerytalnego. Rozwiązania połowiczne ( np. wydłużanie wymaganego wieku emerytalnego) przedłużają tylko trwanie fatalnego systemu, powiększając zadłużenie przyszłych pokoleń.

 ...Nawiasem mówiąc - taka właśnie była  polityka  pewnego francuskiego króla, wyrażająca się w słynnym „Po nas choćby potop” („Apres nous le deluge!”), co rzeczywiście nastąpiło w postaci krwawej i totalnej rewolucji francuskiej, niestety, już po śmierci autora tej „polityki”, za którą zapłacił głową inny francuski władca, całkiem niewinny, który nie mógł już odwrócić skutków karygodnej lekkomyślności i nieodpowiedzialności swych poprzedników.

 Gdyby jacyś rodzice zadłużali za swego życia swe dzieci i wnuki – nazwano by ich z pewnością „rodzicami wyrodnymi”. Tymczasem każde rodzące się w Polsce dziecko – jak wynika z obecnego długu publicznego Polski -  ma już do spłacenia przypadającą na nie część tego długu w wysokości bodajże 6 tysięcy złotych, przy czym dług ten nieustannie rośnie. Cóż, przyszłe pokolenia zadłużać można bez ograniczeń: Po nas choćby potop...

                                                         Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »