Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 10 grudnia 2018 r.
Strona główna
W strone strefy buforowej? PDF Drukuj Email
29.09.2009.

 

                                W stronę „strefy buforowej”?                 

 („Niedziela”, 27 września 2009) W Polsce nie będzie amerykańskiej „tarczy obronnej”, a zarazem Ameryka nie forsuje już przyjęcia Ukrainy i Gruzji do NATO: zadawala się już tylko skromnym „budowaniem demokracji” w tych krajach. Można to odczytać jako początek wycofywania się Ameryki z prób wzmocnienia swej obecności w Europie środkowo-wschodniej i powrót do dotychczasowej obecności: jedynie poprzez członkostwo w NATO. Jednak NATO zmienia zwolna swój charakter: z paktu obronnego, strzegącego Zachód przed Sowietami, staje się instrumentem do walki ze „światowym terroryzmem”, cokolwiek podkładać by pod ten termin. „Światowy terroryzm” wymierzony jest głównie w Amerykę, przede wszystkim za sprawą polityki amerykańskiej, udzielającej bezkrytycznego poparcia Izraelowi przeciw Palestyńczykom i popierającym ich sprawę krajom arabskim. W tej walce ze „światowym terroryzmem” Ameryka najwidoczniej potrzebuje pomocy rosyjskiej i w zamian za tę pomoc czyni Rosji polityczne koncesje w Europie środkowo-wschodniej. Stwarza to o tyle niepokojącą sytuację że Rosja może być żywo zainteresowana, by jej pomoc stawała się „coraz cenniejsza” i coraz lepiej opłacana politycznie...

 Zarazem Rosjanie znaleźli odpowiedź na reaganowski system „wojen gwiezdnych” (satelitarne namierzanie wystrzelonych rakiet i niszczenie ich satelitarnie prowadzonymi anty-rakietami): odpowiedź ta polega na rozbudowie rakiet wielogłowicowych, rozdzielających się tuż po wystrzeleniu na wiele pocisków, przy czym nie wiadomo, który z nich jest nośnikiem ładunku nuklearnego. Dostosowanie „satelitarnych namiarów” do rozpoznania „pocisku właściwego” wymaga olbrzymich nakładów pieniężnych, wielkiego postępu technologicznego. Wydaje się, że niezdolność Ameryki do sprostania temu wyzwaniu (uwikłanie w kosztowne wojny w Iraku i Afganistanie, kryzys finansowy, silna propaganda „politycznej poprawności”) sprawia, że polityka amerykańska czynić będzie dalsze koncesje polityczne na rzecz Rosji, zainteresowanej w odbudowie i umocnieniu swej strefy wpływów w Europie środkowo-wschodniej.

 Największa radość z amerykańskiej decyzji zapanowała w Moskwie i Berlinie.

 Berlin cieszy się także z wycofywania się Ameryki z obecności w Europie środkowo-wschodniej, przynajmniej z dwóch powodów.

 Po pierwsze: otwiera się pole dla „budowania europejskich sił zbrojnych”, niezależnych od NATO, więc od Ameryki. Te „europejskie siły zbrojne” to polityczny pseudonim i pretekst dla wyjęcia armii niemieckiej spod dotychczasowej, całkowitej kurateli NATO-wskiej, czyli amerykańskiej. Ta kuratela to jeden z trzech skutków przegranej przez Niemcy drugiej wojny światowej ( co do dwóch innych: podział Niemiec został już przezwyciężony, a sprawa odzyskania gospodarczych i politycznych wpływów na polskich Ziemiach Zachodnich jest „na dobrej drodze”).

 Po wtóre: wycofanie się Amerykanów z obecności w Europie środkowo-wschodniej otwiera niemal nieograniczone pole dla współpracy niemiecko-rosyjskiej w ramach obecnego „strategicznego partnerstwa”. Już Bill Clinton, gdy był prezydentem, zachęcał Niemcy do „wzięcia większej odpowiedzialności za „losy Europy”, w domyśle: Europy środkowo-wschodniej, bo przecież nie za „losy” Francji czy Anglii, dysponujących bronią jądrową.

 Z amerykańską decyzją niebezpiecznie współgra zasada „podzielonej suwerenności”, leżąca u podstaw Traktatu Lizbońskiego. Tym bardziej, że niemal w ostatniej chwili Niemcy odżegnały się od zastosowania tej zasady wobec siebie, zastrzegając sobie „pełnię suwerenności” (orzeczenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego) nawet pod rządami Traktatu Lizbońskiego. Przypomina to do złudzenia breżniewowską doktrynę „ograniczonej suwerenności” dla krajów „demokracji ludowych”, więc także, tak wówczas jak i teraz, krajów Europy środkowo-wschodniej.

 Pokutują opinie, że suwerenność państwowa jest przeżytkiem w czasach „globalizacji” i współpracy międzynarodowej. Decyzja niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego przeczy temu dobitnie. Poza tym... -  3 marca 2006 roku amerykański Apelacyjny Trybunał Federalny tylko dlatego odrzucił pozew roszczeniowy przedstawiciela jednej z żydowskich organizacji przeciw Polsce, że „Suwerenne państwo nie może być pozywane przed sąd amerykański” – jak napisano w uzasadnieniu orzeczenia.

 Ale państwo o „podzielonej suwerenności”?...

                                                                           Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »