Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 10 grudnia 2018 r.
Strona główna
Syndrom PRL-owskiego kelnera PDF Drukuj Email
15.11.2009.

                           Syndrom PRL-owskiego kelnera

 („Niedziela”, 15 listopada 2009) Rozwiewają się ostatnie chyba już złudzenia co do „państwa prawa”, które rzekomo zapoczątkowały „przemiany okrągłego stołu”. Chociaż cała Polska widziała w telewizji, jak minister Kaczmarek fatygował się do hotelu „Mariott”, żeby stanąć do raportu przed „biznesmanem” Krauze, a Andrzej Lepper publicznie przyznał, że nazajutrz, wczesnym rankiem ostrzeżono go przed możliwą akcja antykorupcyjną – śledztwo w sprawie tego przecieku umorzono z... „braku dowodów”! Jeśli taka pogarda dla prawdy cechuje obecny wymiar sprawiedliwości pod rządami PO/PSL, czy można dziwić się nie mniej ponurej grotesce, rozgrywającej się wokół zabójstwa Krzysztofa Olewnika? W tej z kolei sprawie okazuje się, że jeden z prokuratorów prowadzących tę sprawę informował na bieżąco o śledztwie jakiegoś biznesmana-gangstera, najprawdopodobniej powiązanego z komunistycznej proweniencji „bezpieką”, której pomagierzy „drobniejszego płazu”, płotki-wykonawcy brudnej roboty, „popełnili samobójstwo” w więzieniu...
 To, co ukazuje się w tych dwóch tylko sprawach – a przecież bardzo jeszcze powierzchownie – wystarczy, by przerazić: aparat państwowy jawi się jako organizm zżerany gangreną pozaprawnych i bezprawnych układów, sitew i przestępczych związków, wobec których bezsilne są konstytucyjne i ustawowe organy władzy. Oznacza to, niestety, że „demokratyczne państwo prawa” ufundowane na okrągłym stole, na braku dekomunizacji, na braku lustracji, na byle jakiej, tandetnej Konstytucji  z jej lekkomyślnymi zapisami, na braku prywatyzacji i monstrualnej rozbudowie aparatu biurokratycznego a wreszcie na ordynacji wyborczej, utrudniającej wymianę elit politycznych – że takie państwo przestaje być „dobrem wspólnym”, stając się już tylko łupem pozakonstytucyjnych ośrodków prawdziwej władzy. Brutalnej i mało cywilizowanej. Za fasadą demokracji, opiekuńczości, społecznej solidarności i wielu innych modnych frazesów kryje się bezwładna struktura państwowa, jej zapatrzony w siebie i we własne interesy aparat, coraz bardziej oddalony  od prawdziwych trosk i problemów uczciwych obywateli.
 Jeśli zestawiać fakty ze słynnymi zapowiedziami Tuska „przyjaznego państwa” – ogarnia groza. Nigdy chyba dotąd, po 1989 roku, nie było tak wielkiego rozdźwięku między propagandą rządową a realiami, jakie obserwujemy wokół.
 Dotyczy to, niestety, także sytuacji gospodarczej.
 Dług publiczny Polski zbliża się niebezpiecznie do konstytucyjnego progu, zapisanego w art.216 p.5: tą niebezpieczną granicą, sygnalizującą możliwość bankructwa systemu finansowego, jest dług publiczny sięgający trzech piątych  rocznego produktu krajowego brutto. Jesteśmy już bardzo blisko tej granicy, a rząd nadal zadłuża państwo – i jego obywateli. Na statystycznego Polaka przypada już 20 tysięcy złotych długu... „Carpe diem” albo „po na choćby potop” – taka zdaje się być prawdziwa filozofia gospodarcza rządu, bo przecież rosnące zadłużenie obciąża także przyszłe pokolenia Polaków, obciąża tych nawet, którzy jeszcze się nie urodzili, a będą musieli spłacać ten dług... Rząd Tuska, jakby realizując jakieś „zadanie zlecone”, koncentruje się już tylko na walce z PiS, próbując kłamstwem, oszczerstwem lub pomówieniem zohydzić najpoważniejszą opozycję polityczną, a zarazem dotrwać do chwili, gdy wejdzie w życie Traktat Lizboński ( 1 grudnia br. i będzie można tłumaczyć się z własnego lenistwa i nieudolności przed opinią publiczną tak, jak ów kelner z czasów PRL-owskiej gastronomii tłumaczył się przed „gościem”: To nie ja, to kolega...
 Syndrom „PRL-owskiego kelnera” ciąży nad rządem Platformy Obywatelskiej i PSL. Czyż nie jest to - ciągle i stale – syndrom „okrągłego stołu”, którego jak dotąd nie udało się przezwyciężyć ani rządowi Jana Olszewskiego, ani Jarosława Kaczyńskiego?...
 ...Do trzech razy sztuka – powiada przysłowie; czy jednak będzie ten „trzeci raz”?

                                                                             Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »