Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 20 sierpnia 2018 r.
Strona główna
Kombinacje wielkie i małe PDF Drukuj Email
25.11.2009.

                            Kombinacje wielkie i małe

   *Zwierzenia degenerałów *Ejaculatio praecox zamienię na spóźniony refleks

   *Czy Manuela popija? *Senyszyn jako Rutkowska *Tusk pomoże Niemcom!

                                                        

 ( „Najwyższy Czas”, 25 listopada 2009) Ledwo degen. Jaruzelskiego „złożył wyznania” dla włoskiej „La Repubblica”, jak to przekonał ruskich generałów, by w „interesie świata” odstąpili od komunizmu, a tu już degen.Kiszczak złożył swoje wyznania „Der Dziennikowi”. Pokaż mi swych powierników, powiem ci, kim jesteś i kim oni są... Skąd ten wysyp obfitości wyznań bezpieczniaków? Angela und gestapo ante portas?... A mnie przypominają się zwierzenia Kiszczaka złożone przed laty, akurat „Gazecie Wyborczej” (!), jak to udaremnił w sierpniu 1981 roku wyjazd towarzysza Gierka do stoczni gdańskiej. Kiszczak twierdził, że wyjazd Gierka do stoczni  był „niecelowy”, a Gierek był już „skończony”, i dlatego wyjazd ten udaremnił. Ale, ale – dlaczego zaraz „niecelowy”, dlaczego już „skończony”? W czyich oczach? A gdyby Gierek pojechał do tej stoczni i zgodził się na wszystkie postulaty stoczniowców od razu, bez targów, uderzył się w piersi i obiecał solennie ukarać winnych „błędów i wypaczeń”?... Bo przecież jakichś winnych musiałby wskazać! Z książki  Mirosława Dakowskiego i Jerzego Przystawy „Va bank! I FOZZ. O rabunku finansów Polski” (wydawnictwo „Antyk,1992) wiemy już przecież, że przedwcześnie zmarły Michał Falzman, kontroler NIK, ustalił w 1992 roku ponad wszelką wątpliwość, że Bank Handlowy S.A.,  główna kasa walutowa PRL, był  bankrutem już przed rokiem 1980 , że i Bank Handlowy SA i Bank PKO S.A. sprzeniewierzyły co najmniej 6 miliardów dolarów ( nie licząc tego, co wypłynęło już później z Polski via FOZZ). O, gdyby Gierek odwiedził stocznię w gorących dniach sierpniowych i obiecał „znaleźć winnych” – żeby ratować siebie – bez trudu mógłby wskazać te złodziejskie instytucje (Bank Handlowy S.A. i Bank PKO S.A.). Sęk w tym, że tym samym przerwałby złodziejski proceder wyprowadzania pieniędzy z Polski przez Wojskowe Służby Informacyjne ( w cichej sitwie z GRU?...), albo przynajmniej utrudnił go lub zastopował. Nie dziwię się zatem, że w oczach  Kiszczaka i WSI „ekipa Gierka była skończona”, a już zwłaszcza, gdy zaczęła „rozważać” kwestię wyjazdu do stoczni... Ba! Czy aby sam strajk w stoczni gdańskiej w 1980 roku nie był elementem planu obalenia Gierka przez WSI (uzgodnionego z towarzyszami radzieckimi?), żeby doić państwo już nawet bez nadzoru partyjnego aparatu, i tylko wydarzenia wymknęły się spod kontroli? Bo przecież „Bolek” zakończył strajk kontentując się tylko podwyżkami – i tylko dzięki Annie Walentynowicz, Bogdanowi Borusewiczowi, Alinie Pieńkowskiej oraz paru innym osobom strajk solidarnościowy był kontynuowany, i to dzięki nim powstał ogólnopolski wolny związek zawodowy „Solidarność”...  To i nie dziwi ta ochota i gorliwość Kiszczaka, żeby „Gierek nie jechał do stoczni”.
  Listopadowe wspominki degenerałów jakby niedokończone...połowiczne... Wersja dla pożytecznych idiotów?
  Ale co tam sięgać do wydarzeń sprzed tylu lat: rząd Tuska już po 2 latach, na półmetku swej kadencji, nie pamięta, co obiecywał na początku. A był prawdziwy wytrysk obietnic! Miało być „przyjazne państwo” – jest demokratyczne państwo policyjne, podszyte podsłuchami i aferami. Miało być państwo bezpieczne – a tu wkrótce ma być amnestia z braku miejsc w więzieniach. Oczywiście – „winien PiS i kryzys”, ale przecież zanim „wystąpił kryzys” – ani jedna obietnica rządowa nie została spełniona, a zadłużenie państwa „za rządów PiS” było znacznie mniejsze, niż jest pod PO i PSL... Przedwczesne obietnice – i spóźnione reakcje? Rząd Tuska powinien dać ogłoszenie do TVN: „Przedwczesny wytrysk zamienię na spóźniony refleks”.
  Tymczasem niesyta popularności - powiedzmy, literackiej... - Manuela Gretkowska obwieszcza, że pomyliła się rok temu twierdząc, że Polska „ jest kobietą”; teraz mianowicie doszła do wniosku, że Polska jest „zapijaczonym facetem”. Czy można ufać komuś, kto tak bardzo się myli? Chyba, że sam popija, albo ćpa. Ale co w takim razie z Partią Kobiet? Czy Manuela Gretkowska nie powinna ustąpić miejsca „Joli Rutkowskiej polskiej polityki”, Joannie Senyszyn? Ot, taka sztuczka, taka „pijarowska” roszada polityczna?
  Od takiej sztuczki przejdźmy do wielkiej sztuki, wielkiej sztuki politycznej. Właśnie (czy z niemieckiego poduszczenia?) prezydent Sarkozy namówił Tuska, żeby Polska – w ramach Trójkąta Weimarskiego – zaangażowała się na forum UE w „budowę europejskich sił zbrojnych”. Jeśli potraktować te europejskie siły zbrojne jako parawan dla wyprowadzenia Bundeswehry spod dotychczasowej, całkowitej NATO-wskiej (czytaj: amerykańskiej) kurateli – to mamy rzeczywiście do czynienia z wielką sztuką: bo kto lepiej nadaje się do propagowania tej emancypacji, jak nie Polska, najciężej doświadczona niemiecką okupacją?...Włochom nie uchodzi...Hiszpanii też nie bardzo... Francuzom i Anglikom – nijak, bo poświęcili nas w 1939... Ale jeśli Polska zacznie żyrować ten pomysł w UE – wszystkim sceptykom i krytykom zamknie się gębę: „Patrzcie, przecież sama Polska chce emancypacji niemieckiej armii!”... Można by przynajmniej najpierw pohandlować z Niemcami za pośrednictwem Sarkozy’ego: owszem, będziemy  promować te europejskie siły zbrojne, jeśli taki mus, ale tylko pod warunkiem uprzedniego, radykalnego dofinansowania i dozbrojenia armii polskiej. Zwłaszcza, że Amerykanie poduszczani przez swe lobby żydowskie wycofują się z Europy Wschodniej, dając pole unijnemu lobby żydowskiemu, już tulącemu się przymilnie do Niemców. Ale Tusk nie postawił takiego warunku, dowiadujemy się natomiast, że powstać ma na razie „brygada mieszana”, polsko -litewsko - ukraińska!
  Z Ukraińcami Niemcy kombinowali już podczas I wojny światowej (tzw. pierwszy pokój brzeski z 1917 roku, który ustanawiał „państwo ukraińskie” ale na ...ziemiach polskich), kombinowali i podczas II wojny światowej – też kosztem interesów polskich. Widać, że Niemcy dobrze odrobili swe historyczne lekcje nie tylko względem Rosji („strategiczne partnerstwo”), ale i – przewidująco -  względem Ukrainy.  Ci Litwini, którzy nie chcą oddać polskiej własności i spolszczać polskich nazwisk, ci Ukraińcy, co to odwołują się do banderowców – mieliby nas przed kimkolwiek obronić?...
  Wszyscy już jakoś kombinują narodowo, chociaż pod płaszczykiem UE, tylko rząd Tuska kombinuje w mniejszej skali: w skali sitwy, siuchty i koterii?  A tu sondaże pokazały, że ok.60 procent obywateli kojarzy już PO z „aferałami”. Swoisty powrót do „tradycji” KL-D? Inne sondaże pokazują wprawdzie „ciągle wysokie poparcie dla PO”, ale przed wyborami z roku 2005 też tak było, a wyszło inaczej, i stąd jedyny prawdziwy program PO: „dożynanie watahy”. Jedyna „kombinacja”, na jaką stać PO. Mizerna i zapóźniona: z czasów rozbiorowych, gdy „elity polityczne” podsr...wały się wzajemnie przed ościennymi dworami i to była „cała polityka”.
  A tymczasem – ciach! bach! – i wybrano „prezydenta” UE i jej „ministra spraw zagranicznych”! Belga, pana Hermana, chadeka (siostra działaczka komunistyczna!) i Angielkę, panią Katarzynę, socjalistkę. Dlaczego akurat ich, a nie kogo innego? Ani się dowiesz... Zresztą po co się dowiadywać? Już tow.Lenin mawiał, że „nawet kucharka może rządzić państwem”, czego zresztą sam był dobrym przykładem. Zupę na gwoździu każdy potrafi ugotować, zwłaszcza na gwoździu do trumny „Europy solidarnej”.

                                                                            Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »