Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

środa, 20 czerwca 2018 r.
Strona główna
Wokół zmian konstytucji PDF Drukuj Email
02.12.2009.

                                     Wokół zmian Konstytucji                      

  („Głos Katolicki”, Paryż, 3 grudnia 2009) W ramach „ucieczki do przodu” przed problemami, których rząd nie jest w stanie rozwiązać (żeby wymienić pierwsze z brzegu: naprawa finansów państwa, finansowanie służby zdrowia, emerytur, publicznych mediów, pobudzenie gospodarki) – premier Tusk ogłosił pilną „potrzebę zmiany konstytucji”. Można zauważyć, i to wcale nie złośliwie, że pilna potrzeba zmiany  obecnej konstytucji (uchwalonej przez SLD i PSL przy wsparciu UW w 1997 roku) pojawiła się już z chwilą jej uchwalenia... Wiele o tym pisała prasa prawicowa w Polsce, ale nie przypominam sobie, żeby tematykę tę podejmowali wcześniej politycy PO. Czy to nagłe zainteresowanie się Tuska zmianą konstytucji wynika zatem z potrzeby dostosowania polskiego prawa do Traktatu Lizbońskiego (który wszedł w życie 1 grudnia br.), więc do polityki niemieckiej w Europie środkowo-wschodniej?
  Zmierza ona tradycyjnie do osłabiania państwa polskiego, a kierunki zmian polskiej konstytucji, zalecane przez Tuska, dziwnym zbiegiem okoliczności odpowiadają tej polityce.
  Tusk chce konstytucyjnego umocnienia w Polsce obecnego partyjnictwa, które osłabia państwo. Polska miałaby zafundować sobie system rządów kanclerskich, prawne zwieńczenie obecnego systemy parlamentarno-gabinetowego, czyli bardzo partyjniackiego traktowania państwa. Całkowity punkt ciężkości władzy politycznej przeniósłby się w y ł ą c z n i e  do parlamentu, przez  co  c a ł a  władza stałaby się przedmiotem partyjnej gry interesów. Propozycja Tuska zawiera niebezpieczne wyeliminowanie z życia politycznego prezydenta, wybieranego dotąd w powszechnych wyborach, więc będącego jedyną demokratyczną  p r z e c i w w a g ą  dla partyjnictwa, traktującego państwo jako żerowisko partyjnych interesów. Według propozycji Tuska –  prezydent byłby wybierany także przez upartyjniony parlament, ponadto pozbawiono by go prawa veta wobec ustaw, uchwalanych przez parlament.

Warto podkreślić przy okazji, że zapisy obecnej ordynacji wyborczej czynią z istniejących partii politycznych prawdziwe folwarki wąskich sztabów partyjnych, wskutek czego o obsadzie partyjnych list wyborczych (więc o tym, na kogo w ogóle możemy głosować) decyduje raptem... k i l k a d z i e s i ą t  osób w skali c a ł e g o  kraju! Jest to de facto  zamaskowany system oligarchiczny, wzmocniony dodatkowo finansowaniem partii nie ze składek członkowskich, ale z budżetu państwa. Ta ordynacja i tego rodzaju finansowanie uniemożliwia, gdyż blokuje oddolne inicjatywy polityczne obywateli, utrwalając partyjniacki status quo, nakreślony przy „okrągłym stole”. Zamyka autentyczne życie polityczne i samo społeczeństwo obywatelskie w klatce „umowy” okrągłego stołu: zmowy lewicy komunistycznej z lewicą „świecką” pod auspicjami gen.Kiszczaka, który właśnie – na łamach springerowskiego „Dziennika” – zaprezentował się jako „prawdziwy autor przemian” w Polsce...
  Nie mają najmniejszego sensu odwołania do  n i e m i e c k i e g o  systemu kanclerskiego: Niemcy dokonały po wojnie  d e n a z y f i k a c j i  – w Polsce nie przeprowadzono  d e k o m u n i z a c j i. Jest nie do pomyślenia, aby w  niemieckim establishmencie politycznym zagnieździł się jakikolwiek układ postfaszystowski – podczas gdy w polskim etsablishmencie politycznym układ postkomunistyczny ( złodziejska „prywatyzacja”, kradzież finansów publicznych,  rozdysponowanie mediow, brak lustracji, dziwna bezradność i bezsilność organów państwa wobec afer i zbrodni) jest ciągle obecny, silny, wpływowy. Utrwalanie obecnego systemu partyjniackiego, parlamentarno-gabinetowego (przeżartego wpływami postkomunistów i komunistycznej proweniencji służb specjalnych) w postaci „rządów kanclerskich” byłoby co najwyżej jeszcze większą karykaturą demokracji, maskaradą, skrywającą partyjniacką prywatę, walkę partyjnych koterii o dostęp do publicznych pieniędzy i publicznego majątku, oraz podszewkę tej karykatury: brak dekomunizacji i lustracji oraz taką „prywatyzację”, która stworzyła milionerów z funkcjonariuszy b.komunistycznych służb specjalnych, natomiast nie oddała własności prawowitym właścicielom (brak reprywatyzacji!). „Urządzone” konstytucyjnie wedle recepty Tuska, słabe państwo polskie, byłoby wymarzonym przedmiotem gry niemiecko-rosyjskiej w ramach strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego.
   Polsce, z coraz większym trudem walczącej o zachowanie ledwo  kruchych zrębów niezależności, potrzebny jest raczej system rządów prezydenckich,  więc taki, w którym wybierany w wyborach powszechnych prezydent, mocny społecznym zaufaniem, tworzy rząd i skupia w swych rękach pełnię władzy wykonawczej. Taki system byłby bardziej podobny do  s y s t e m u  f r a n c u s k i e g o (silnie umocowany prezydent, wybierany w wyborach powszechnych), a nie n i e m i e c k i e g o, ale – co ważniejsze ( przecież nie musimy bezkrytycznie wzorować się na cudzych wzorcach) – nawiązywałby zarówno do polskich realiów i uwzględniał polską, demokratyczną tradycję: silnych, ponadpartyjnych rządów prezydenckich. Taką tradycję zapoczątkowywała już Konstytucja 3 Maja, wzmacniająca w trudnym okresie naszych dziejów władzę wykonawczą króla i ograniczająca demokrację szlachecką poprzez pozbawienie praw wyborczych szlachty-gołoty, bezwolnej klienteli magnatów. Takie rządy wprowadzała także już w II RP nowela sierpniowa do Konstytucji marcowej (dająca prezydentowi prawo wydawania dekretów z mocą ustawy) i Konstytucja kwietniowa, ustanawiająca w ramach systemu demokratycznego rządy prezydenckie jako silną, jednoznacznie odpowiedzialną władzę wykonawczą w państwie. Lepiej więc trzymać się polskich realiów i polskiej tradycji konstytucyjnej, niż dziwacznych pomysłów politycznych, wydających państwo na łup ciasnych, partyjniackich interesów, umożliwiających w dodatku obcą interwencję w sprawy polskie, nie bez potrząsania jurgieltniczą kieską...
  W coraz trudniejszej sytuacji międzynarodowej, w jaką popada Polska – wybierany w wyborach powszechnych prezydent, wyposażony w pełnię władzy wykonawczej i prawo veta wobec nazbyt kontrowersyjnych ustaw byłby silniejszą gwarancją wpływu obywateli na życie państwowe. Partie w Polsce takiego wpływy nie gwarantują, gdyż stały się – w zdecydowanej większości – nie reprezentantami określonych projektów politycznych istotnych dla państwa, ale reprezentantami grup interesów. I dlatego obietnice wyborcze, składane w toku kampanii wyborczych, są tak szybko i łatwo zdradzane na rzecz koteryjnych interesów, co pokazują kolejne afery. System proponowany przez Tuska umożliwiałby im także pełną kontrolę władzy wykonawczej, znosząc de facto różnicę między władzą ustawodawczą większości parlamentarnej a władza wykonawczą...tejże samej większości parlamentarnej.
 Wedle sondaży – pomysł Tuska odrzuca od 85-90 procent ankietowanych...

                                                                                           Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »