Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 21 października 2018 r.
Strona główna
Powrót do zajezdni PDF Drukuj Email
17.12.2009.

                                  Powrót do zajezdni

 

*Żegnaj III RP – witaj „prilizboński kraju” ! *Jak się zaczęło - tak się kończy?

     *20 lat minęłłło... *Kiepski bilans  *Koniec, który wieńczy brak dzieła                             

                                   

 („Najwyższy Czas”, 16 grudnia 2009) Zbliża się koniec roku, a wraz z nim – koniec dwudziestolecia III Rzeczpospolitej 1989-2009.

 Zauważyć można sceptycznie, że „jak się zaczęło, tak się kończy”.

 Zaczęło się „pod okrągłym stołem”, przy którym „lewica laicka” sprzedała autentyczną opozycję agentom gen.Kiszczaka. W ramach tego geszeftu lewica laicka dostała od komunistycznej agentury skromny udział we władzy (i całkiem nieskromne pieniądze), w zamian za żyrowanie wiarygodności kiszczakowskiej agentury i pełne przyzwolenie na jej uwłaszczenie. Rozmowy Kuronia z płk Lesiakiem dają wgląd w przygotowania do tej transakcji.

 Balcerowiczowski „cud transformacyjny” rychło okazał się cudem mniemanym, przeprowadzoną po najmniejszej linii oporu operacją finansową, podczas której wydrenowano kieszenie obywatelom, likwidując wprawdzie nawis inflacyjny, ale uwłaszczając tylko wierchuszkę WSI i SB, z wąskimi przyległościami. Reprywatyzacji nie ma do dzisiaj, podobnie, jak anulowania dekretów bierutowskich, a prywatyzacja odbija się nieustannie czkawką afer i zwykłego złodziejstwa. Jeśli dodać do tego umacniany i uszczelniany system podatkowy, o wyjątkowo wielkim opodatkowaniu pracy i rujnujący potencjalnego przedsiębiorcę niemal u progu działalności gospodarczej, jeśli dodać pazerny, ostentacyjny wręcz etatyzm (zarówno państwowy, jak samorządowy), prawne, rozzuchwalająco-korumpujące umocowanie związków zawodowych, a także zachowane, potężne skanseny-resztówki czystego socjalizmu (system emerytalny, ochrony zdrowia, także – w dużej mierze – oświaty, czy wreszcie pseudokapitalizm w prawie 300 obszarach gospodarki koncesjonowanej) – rzuca się w oczy, że wolny rynek w handlu i usługach osadzony jest na socjalistycznym nadal gruncie, nie przeoranym poważną transformacją ustrojową.

 Takiej „bazie” musi więc odpowiadać „nadbudowa”, polityczne urządzenia III Rzeczpospolitej.

 Wszechwładny wobec władzy wykonawczej parlament, będący zarazem parlamentem ubezwłasnowolnionym wobec Unii Europejskiej (ponad 70 proc. jego ustaw to wcielanie w życie brukselskich dyrektyw) jest już tylko miejscem załatwiania partyjnych interesów i interesików. Istniejące partie uszczelniły system wyborczy (obecna ordynacja, finansowanie partii z budżetu), gwarantując sobie w ten sposób „wieczne żerowisko”, blokując tym systemem każdą autentyczną inicjatywę obywatelską (przywrócenie kary śmierci, bon oświatowy, reformy w stronę dobrowolności ubezpieczeń), która zmierzałaby do uszczuplenia tego żerowiska. Nie dziwi zatem kierunek, w jakim zmierzają proponowane ostatnio przez PO i PSL zmiany konstytucji: zmierzają one do zabezpieczenia żerowiska władzy na przedsiębiorczości i pracy.

 Tak niepoważnie urządzone od wewnątrz państwo nie może być państwem poważnym na arenie międzynarodowej, może co najwyżej obsuwać się po politycznej równi pochyłej, w tempie wyznaczanym przez apetyty państw silniejszych. Te, jak wiadomo, rosną w miarę jedzenia.

 Nie dziwi tedy, że „niepodległość” III Rzeczypospolitej, poczęta w nieprawym barłogu pod okrągłym stołem kończy się właśnie formalno-prawną i politycznie dobrowolną rezygnacją ugrupowań parlamentarnych z suwerenności państwa, wyrażoną w zgodzie na Traktat Lizboński.

 III Rzeczpospolita, jako dziecko zrodzone nie tylko w nieprawym łożu, ale i obarczone poważną, socjalistyczną wadą genetyczną, kończy w czymś na kształt „przytułku dla niepełnosprawnych”, jakim jest Unia Europejska, w którym uprawia się i późną aborcję i wczesną eutanazję...

 Szczególnie groteskowo prezentuje się na tym tle nasz udział w wojence  afgańskiej, gdzie „budujemy demokrację” -  staczając się samemu po politycznej równi pochyłej i doprowadziwszy niemal do niebytu własną armię.

 Piłsudski mawiał, że wsiadł do tramwaju zwanego „socjalizm”, ale wysiadł na przystanku „niepodległość”.

 My, zdaje się, jedziemy ciągle tramwajem zwanym „socjalizm”, nigdzie nie wysiadamy i zjeżdżamy powoli do zajezdni.

 ...Bilans III Rzeczypospolitej, która z dniem 1 grudnia2009 sama zrzekła się de iure suwerenności państwowej, nie wypada imponująco, wypada nader żałośnie.

Za komuny upowszechniało się zdrowe myślenie: „im gorzej, tym lepiej” -  w sensie: im gorzej funkcjonuje niereformowalny socjalizm, tym większe nadzieje na zmianę tego systemu.

 Pod rządami III Rzeczypospolitej nie udało się wyrwać socjalizmu z korzeniami, korzenie pozostały, nawet mocne i długie. To i myślenie „im gorzej tym lepiej” przetrwało, odzwierciedlając rozwierającą się znów przepaść między partiami politycznymi obecnymi w parlamencie a obywatelami. Trudno być prorokiem we własnym kraju – sądzę przecież, że frekwencja wyborcza w „polizbońskim kraju” nie będzie odtąd imponująca. „Legitymizacja demokratyczna” władzy staczać się będzie po tej samej równi pochyłej, po której widocznie stacza się państwowość.

 Jakie „jaśniejsze momenty” odnotowaliśmy w historii PRL?

 Rok 1956, rok 1968, krótkie nadzieje na „model węgierski” czy „jugosłowiański” po roku 1970, powstanie „Solidarności” w roku 1980... Jakie jaśniejsze momenty odnotowaliśmy w III RP? To już chyba bardziej „reformę Wilczka”, z przełomu PRL i III RP, niż reformę Balcerowicza, a poza tym: ujawnienie zasobów archiwalnych MSW przez ministra Antoniego Macierewicza, krótkie rządy premiera Jana Olszewskiego, powołanie Instytutu Pamięci Narodowej i te dwa lata rządów PiS, głównie z powodu podjętej próby „rozbicia układu”.

 Wstydliwa polityczna kopulacja komunistów z lewicą laicką, zapoczątkowana pod okrągłym stołem kończy się – po 20 latach – spóźnionym porodem, ale nie państwa wreszcie suwerennego, ino niepełnosprawnej „części składowej”.

I pomyśleć, że niby „wszyscy chcieli dobrze”!...Ktoś musiał jednak bardziej nie chcieć.

                                                                             Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »