Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

środa, 15 sierpnia 2018 r.
Strona główna
Polański a Piesiewicz PDF Drukuj Email
30.12.2009.

                                Dyktatura  bez terroru?

*Piesiewicz a Polański *Tusk jako pan od historii!* Kolejny spocony koleś?...*Wojciechowski, Narutowicz, Mościcki – „Bolek”, „Alek”, „Carex”, „Must”...*Mniejsza o budżet - pijar ważniejszy *Budujmy Pomnik Ofiar Kryzysu!

  Casus pascudeus senatora Platformy Obywatelskiej, Krzysztofa Marka Piesiewicza, skłania do moralnego niepokoju, i nie tylko. Chodzi o to, że na liście Wildsteina figuruje Krzysztof Marek Piesiewicz z sygnaturą 001052/1726. Z tego moralnego, i nie tylko, niepokoju wynikają moje pytania: czy senator był szantażowany tylko ostatnio i tylko przez dziwki spod „Mariotta”, czy jeszcze przez kogoś? Czy bywał szantażowany wcześniej, jako  senator lub adwokat, przez tajne służby? I – przede wszystkim – czy teraz zrzeknie się także mandatu senatora? Na razie „Filozof” z Lublina i „Stokrotka” z aktywu stołecznego dają zaporowy odpór. Co do „Filozofa” – wprawdzie nie krąży po internecie żaden film, ale tu i tam słychać uporczywe pytanie, czy ma jakieś miłe lub niemiłe wspomnienia z czeskiej Pragi?... Co do „Stokrotki” – padało już pytanie, czy poddała się lustracji, ale odpowiedź, zdaje się, nie padła?...
   Krzysztof Piesiewicz to utalentowany scenarzysta, widać po filmach Kieślowskiego, że moralne niepokoje nie są mu obce. Chyba nie musi być politykiem? Trzeba brać przykład z Polańskiego: też utalentowany, też ma szczególne upodobania, ale do polityki się nie pcha! Pilnuj, szewcze, kopyta!
   Tymczasem w naszej młodej demokracji ludzie dziwnie zatracają umiar i skromność. Pchają się do polityki osobniki, nawet, skądinąd utalentowane, ale akurat bez kwalifikacji potrzebnych w tej branży. Najlepszym przykładem jest sam Tusk. Wyobrażam sobie, że każde liceum żeńskie byłoby szczęśliwe mając tego magistra historii za profesora, a nastolatki przykładałyby się pilniej do tego nudnego w ich wieku przedmiotu mając takiego pana od historii. A i on sam – czy nie byłby bardziej w swym żywiole, otoczony na przerwach kołem dorastających panienek, z którymi flirtowałby i które kokietowałby, ma się rozumieć, całkiem niewinnie? A tu diabli nadali, że zabrał się do polityki i akurat traf chciał, że „Bolek” potrzebował posłusznego rządu Jana Krzysztofa Bieleckiego... Ot, i korzenie całej późniejszej politycznej konkiety „Kongresu Aferałów”.
  „Czym skorupka za młodu nasiąknie... – więc po aferze hazardowej mamy kolejnego „spoconego kolesia”, eurodeputowanego Liska, co to „przelewał z pustego w próżne a sobie na konto”. Jeszcze PO nie zdążyła zamieść pod dywan „hazardu”, a już – coś nowego (acz ze starego repertuaru)! Wygląda na to, że rozpoczął się festiwal afer, a zanim się skończy, Tusk „zdystansuje się” od całej PO...
  Tak, tak -  ludzie u nas nagminnie mijają się z powołaniem. Dług publiczny grozi już wariantem argentyńskim, w ochronie zdrowia – bez zmian (to znaczy coraz gorzej), drożyzna postępuje, resztówka socjalistyczna w gospodarce ma się coraz lepiej, podobnie biurokracja, suwerenność państwa przeputana... – a PO nic, ino konsekwentnie do bólu i śmieszności skupiona na swych głównych celach: „dożynaniu watahy” i podtrzymywaniu „pijaru” Tuska. 40-milionowy naród stał się zakładnikiem politycznego ambicjonera i kolegów, sprawnych, owszem, w kręceniu swych własnych lodów na boku, ale przecież można kręcić całkiem dobre lody i poza polityką. Bo to nie brak utalentowanych krętaczy lodów, co to nie pchali się do polityki? Ci mi imponują: nie sztuka kręcić lody z pieniędzy podatnika, w osłonie majestatu władzy – sztuka kręcić lody kosztem nienasyconej, pazernej władzy!
  Przed wojną też mieliśmy utalentowanych obywateli, ale ci, którzy pchali się do polityki, nie kręcili lodów na boku. Prezydent Stanisław Wojciechowski był wybitnym spółdzielcą, ale nigdy nie przydzielił sobie spółdzielczego mieszkania poza kolejnością. Prezydent Gabriel Narutowicz był wybitnym chemikiem, a nigdy nie starał się o koncesję na handel paliwami. Prezydent Ignacy Mościcki, też wybitny chemik, pod względem osobistej uczciwości bez zarzutu... Nie musieli podpierać się „świadczeniem usług konfidenckich”, żeby zaistnieć politycznie. Dziś, na odcinku prezydentury „Bolek”, „Alek”... –a w kolejce na najbliższe lata ustawiają się „Carex”, „Must”... Ktoś przed wojną powiedział złośliwie o Tuwimie, że tak bardzo „wgryzł się w polszczyznę, że aż przegryzł się na drugą stronę”. Nasz młody ustrój tak bardzo wgryzł się w demokrację spod okrągłego stołu, że aż przegryzł się nazad do PRL?...
  Krótko mówiąc – jeśli jeszcze nie jesteśmy znów państwem policyjnego terroru, to na pewno jesteśmy już znów państwem  partyjnych nomenklatur tudzież demokracją policyjną, i wszystko jeszcze przed nami: pełzająca rewolucja socjalistyczna.
  Tyle naszego, co sobie nastawiamy pomników, w mitach i architekturze, nim się zacznie lizbońskie dokręcanie śruby... Co do mitów – jeden „pomnik” już powstaje w postaci tezy:„Solidarność obaliła komunizm”. Co do architektury - właśnie w Łodzi odsłonięto pierwszy w Polsce pomnik „Ofiar komunizmu”. Szlachetna intencja, ale środki skromne – więc i pomnik skromny, skromniutki. A przecież (nazwa zobowiązuje) ofiar komunizmu były miliony! Nie czepiam się małostkowo, ale dla upamiętnienia „Ofiar komunizmu” pomnik powinien być większy niż pałac Kultury w Warszawie albo pałac Poznańskiego w Łodzi. Pomnik stanął na przeciwko byłej katowni UB-eckiej, gdzie dziś mieści się szkoła im.St.Wyspiańskiego, poety od „miałeś, chamie, złoty róg, miałeś, chamie, czapkę z piór”. Bywają ofiary powodzi, burzy, tsu-nami, lawin górskich. Piszemy im na tablicach: „Ofiary lawiny... pioruna... powodzi. Ale komunizm nie był kataklizmem przyrody, tylko tworem ludzkim. Czemu więc jest to pomnik „Ofiar komunizmu” – a nie „Ofiar komunistów”? Żyjemy w czasach demokratycznego rozmywania odpowiedzialności, gdy protestuje się nie przeciw przestępcom – a przeciw „przestępczości” albo „przemocy”, to i są ofiary komunizmu, a nie – komunistów... Tylko patrzeć, jak jakiś chytry euro-lisek zgłosi projekt pomnika „Ofiar kryzysu”! Ho,ho! Może zaraz zostanie „autorytetem moralnym” na Unię Europejską? Kuszący byłby także pomnik „Ofiar ocieplenia”, albo „Ofiar globalizacji”. Czy filantrop Soros nie mógłby ich sfinansować? A co z pomnikiem „Ofiar nietolerancji, ksenofobii i antysemityzmu”? Takie pomniki powinny stanąć na wszystkich placach miast, miasteczek, osiedli i osad, jak UE długa ( w długach...) i szeroka, zaraz obok boisk „Orlików” i gminnych Hyde Parków, których budowę w każdej gminie nakazał ostatnio Sejm... Data powstania nowej UE byłaby okazją dla organizowania „spontanicznych manifestacji” ludności. No a potem – jak za rewolucji francuskiej: szybciutko od pluralistycznej „demokracji partyjnych nomenklatur” do państwa policyjnego. Właśnie poseł Napieralski obwieścił, że „lewica ma wyłącznie przyszłość”. To już nie ma przeszłości?... Cóż: im więcej wymazanej przeszłości – tym bardziej kusi przyszłość... Wszystko od nowa: krzyże zdejmować, pamięć zacierać, małych skrobać, starych gazować, prawdę głosować, podatki podnosić!
    Przed „dyktaturą relatywizmu” przestrzegł ostatnio Benedykt XVI, a czy dyktatura może obejść się wcześniej czy później bez terroru?

                                                          Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »