Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
środa, 19 grudnia 2018 r.
Strona główna
Trudno o optymizm PDF Drukuj Email
06.01.2010.

                                Trudno o optymizm

 ( „Niedziela”, 4 stycznia 2010) W nowy rok 2010 wkroczyliśmy ze zmienioną Traktatem Lizbońskim sytuacją prawnomiędzynarodową: jako część składowa nowego państwa, Unii Europejskiej, powołanego tym Traktatem. Patrząc od strony politycznej – to nowe państwo, o niedoprecyzowanych kompetencjach, prowadzić będzie politykę satysfakcjonująca w pierwszym rzędzie Niemcy i Francję, z uwzględnieniem i tej okoliczności, że między Niemcami a Rosją zawiązało się kilka lat temu strategiczne partnerstwo. Można przyjąć uzasadnioną hipotezę, że w tym partnerstwie Rosji zależy szczególnie na niemieckiej pomocy w wypieraniu z Europu wpływów i amerykańskiej obecności militarnej, Niemcom zaś – na rosyjskiej pomocy w odrabianiu politycznych strat wojennych, poniesionych wskutek przegrania II wojny światowej. Do „odrobienia” pozostało Niemcom – patrząc z ich punktu widzenia – restytucja niemieckiej własności a potem politycznych wpływów na polskich Ziemiach Zachodnich (i w Czechach) oraz wyswobodzenie niemieckiej Bundeshwery spod dotychczasowej kurateli NATO-owskiej, więc amerykańskiej.
  Traktat Lizboński może więc stanowić tę cezurę, od której realizacja tych wspólnych interesów niemiecko-rosyjskich wkroczy w intensywniejszą niż dotąd fazę.
  Szczególnie zagrożona może być polska własność na Ziemiach Zachodnich, a niektóre zapadające już wyroki sądowe potwierdzają te obawy. Ani władze PRL-owskie (dufne w niezmienność podziału Europy i zwalczające z przesądów ideologicznych wszelką własność prywatną), ani kolejne rządy po 1989 roku nie zagwarantowały polskim użytkownikom  wieczystym nieruchomości na Ziemiach Zachodnich ani aktów notarialnych, potwierdzających ich stan posiadania, ani niezbędnych wpisów do ksiąg wieczystych. Takimi dokumentami dysponują natomiast przesiedleni Niemcy i okazuje się, że dla sądów są to dokumenty rozstrzygające, nie zaś powojenne  ustalenia zwycięskich aliantów... Dziwne i znamienne, że po wyroku w sprawie Agnes Trawny, obywatelki niemieckiej, której polski sąd potwierdził prawo własności – rząd Tuska nie zabrał głosu i zachowuje nadal milczenie. Tymczasem w kolejce czeka już – jak informują media – kilkanaście tysięcy podobnych pozwów niemieckich! Tylko patrzeć, jak z kilkudziesięciu zrobi się kilkaset tysięcy, i polska własność nieruchomości na Ziemiach Zachodnich zostanie wyparta przez własność niemiecką. W ten sposób, bez zmiany granic, Polska utraci Ziemie Zachodnie, bo przecież niemieccy właściciele przejętych nieruchomości mogą legalnie działać w lokalnych samorządach: gminnych, powiatowych, miejskich, wojewódzkich,regionalnych...Warto przy okazji podkreślić, że obecnie, pod rządami Traktatu Lizbońskiego, prawo europejskie ma bezpośrednie zastosowanie przed prawem polskim, a zatem prawne możliwości obrony polskich interesów uległy znacznemu pogorszeniu.
  Do nowego państwa związkowego, jakim pod Traktatem Lizbońskim stała się Unia Europejska, przystąpiliśmy ponadto z gospodarką, która określić można nie tyle jako „gospodarkę wolnorynkową”, co „kapitalizm kompradorski” z elementami „republiki bananowej”. Kapitalizm kompradorski to niegdysiejsze określenie gospodarki krajów kolonialnych, w których  wąskiej warstwie ludności tubylczej zezwalano na poważną działalność gospodarcza pod ścisłym warunkiem, że kolaborować będzie politycznie z krajem kolonizatorów; republika bananowa – to określenie gospodarki, w której na poważną działalność gospodarczą mogą liczyć tylko nieliczne osoby, tkwiące głęboko w układach władzy. Przedstawianie opinii publicznej tej „mieszanki” dwóch najgorszych form uzależnienia przedsiębiorczości od polityki jako „gospodarki wolnorynkowej” jest wielkim nadużyciem terminologicznym. Wprowadzani w ten sposób w błąd obywatele skłonni są bowiem winić za swą kiepską sytuację materialną sam system gospodarki wolnorynkowej, gospodarczy liberalizm, i skłonni są tęsknić za dawnymi rozwiązaniami socjalistycznymi. Niewykluczone, że w interesie państw ościennych, z zwłaszcza obydwu strategicznych partnerów, leży właśnie teraz utrwalenie w Polsce obecnego modelu spaczonej politycznie gospodarki, tej fatalnej mieszaniny „kapitalizmu kompradorskiego” i „republiki bananowej”, mieszaniny, która fatalnie hamuje rodzime, polskie siły wytwórcze, polską przedsiębiorczość, ogranicza konkurencję naszej gospodarki na rynkach światowych, hamuje rozwój kraju.
  Rząd Tuska fatalnie zmarnował już ponad dwa lata sprawowania władzy, i nawet w obliczu poważnego ograniczenia dotychczasowej suwerenności państwa polskiego Traktatem Lizbońskim – nie uczynił nic, by ów narzucony Polakom „planem Balcerowicza”  system gospodarczy, kompradorski kapitalizm z elementami republiki bananowej, zastąpić rozwiązaniami liberalnymi, korzystnymi dla autentycznej wolnej przedsiębiorczości krajowej.
  Zarówno obecny kształt systemu podatkowego, jak żałosny stan finansów państwa, rosnący niepokojąco deficyt budżetowy czy zatrważający dług publiczny potwierdzają tylko zasadność obaw o gospodarczą kondycje kraju w najbliższej przyszłości.
  Tymczasem „zajęcia” rządzących PO i PSL (jak nie afera hazardowa, to walka o wpływy w „Orlenie”...), towarzyszące tym „walkom buldogów pod dywanem” skandale większe i mniejsze tudzież „tajemnicze zgony” utwierdzają w przeświadczeniu, że gremia kierownicze tych partii (więc i państwa) kontentują się już tylko zewnętrznymi znamionami władzy. Rodzi się zatem uzasadnione pytanie: czy te zewnętrzne już tylko znamiona władzy muszą nas kosztować tak drogo, jak do tej pory – czy może w zmienionej sytuacji dałoby się je radykalnie ograniczyć? Ale podobnie jak gospodarczy liberalizm Platformy Obywatelskiej okazał się wielkim pozorem a „przyjazne państwo” Tuska nabiera coraz więcej elementów „demokracji policyjnej” -  tak i pożądane zmniejszenie ogromnych wydatków biurokracji państwowej nie rysuje się na dostrzegalnym horyzoncie politycznym.
  Trudno więc o optymizm na progu Nowego Roku. Wręcz przeciwnie.
                                                                                                           Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »