Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

środa, 20 czerwca 2018 r.
Strona główna
W Łodzi PDF Drukuj Email
13.01.2010.

                       Socjalizm gminny  – czy wielkie geszeft?

 („Najwyższy Czas”, 12 stycznia 2010) Frank Gehry (urodzony jako Efraim Goldberg), właściciel biura architektonicznego w Los Angeles (specjalizujący się w  bezdusznych projektach architektonicznych mocno skompromitowanego dziś estetycznie konstruktywizmu) - najwyraźniej szuka okazji, by podreperować finanse swej firmy. Wiadomo, że najłatwiej znaleźć frajerów w biednych krajach w pretensjach do „europejskości”, a jeszcze lepiej – do „światowości”, zwłaszcza, gdy w krajach tych szasta się groszem publicznym, podatkowym, a ambicje lokalnych polityków sprowadzają się często do podchlebiania się „europejsom większym” lub „kosmopolitom mniejszym”... Rzeczony Frank Gehry zawinszował sobie zatem 45 milionów złotych (ponad 10 milionów dolarów!) z budżetu miasta Łodzi za sam projekt architektoniczny Centrum Festiwalowo-Kongresowego Camerimage w Łodzi. Centrum to obejmować ma  bardzo atrakcyjne tereny w samym sercu Łodzi, a jego realizacja kosztować ponad 500 milionów złotych... Niestety, niejasne są zarówno założenia kosztorysowe, jak i późniejsze stosunki własnościowe na tym obszarze; tymczasem do realizacji Centrum powstała dziwna spółka miasta z Fundacją niejakiego Marka Żydowicza, która tak dobrze jak nie śmierdzi poważniejszym groszem... (Wcześniej miasto przekazało Fundacji Żydowicza o pretensjonalnej nazwie „Sztuki Świata” atrakcyjny grunt w centrum Łodzi, z zabytkowym budynkiem dawnej elektrociepłowni, z zastosowaniem 99,99 procentowej bonifikaty).
  Niejasne są  kapitalne sprawy: jaki zysk przynosić miałaby tak kosztowna inwestycja w przyszłości? Czy w ogóle przynosiłaby jakikolwiek zysk, czy  byłaby na utrzymaniu miasta i jego ubogich mieszkańców?... Jak byłby dzielony ewentualny zysk między udziałowców, z których jeden (miasto) wnosi pieniądze i niebywale cenne miejskie tereny uzbrojone, a drugi – właściwie nic?... Czy  prywatna Fundacja Żydowicza miałaby jakieś roszczenia materialne wobec miasta, wynikające z „realizacji projektu”?...W jakim trybie sprzedawana byłyby „powierzchnia użytkowa” na tych terenach? Czy zarząd miasta występowałby w roli pośrednika nieruchomościami, wybudowanymi za publiczne pieniądze, lub wynajmującego, więc jako konkurent dla prywatnych firm budowlanych i pośredników w handlu nieruchomościami?...
  Budzi też najwyższe zaniepokojenie fakt, że orędownicy tego podejrzanego, niebywale kosztownego przedsięwzięcia chcą od razu utopić 10 milionów dolarów z pieniędzy publicznych w kieszeni Goldberga-Gehry’ego, nie mając żadnych gwarancji, że zostanie ono w przyszłości w ogóle zrealizowane. Część radnych chce zatem gwarancji od ministerstwa kultury, że dofinansuje   realizację projektu w połowie ( kwotą 250 milionów złotych)– ale ministerstwo kultury nie ma na ten cel pieniędzy. Liczy na niepewny „euro-szmal”. Poza tym: ministerstwo kultury może dofinansować projekt „na kulturę”; czy także na „komercję (bo w przypadku wspomnianego projektu obydwie funkcje niejasno przenikają się)?
  Nawiasem mówiąc: wydaje się, że kultura polska ma znacznie pilniejsze potrzeby, niż wydawanie unijnych pieniędzy na realizacje nader wątpliwych  „ośrodków festiwalowo-kongresowych”, jak wspomniane Centrum. Renowacja zabytków, uzupełnianie bibliotecznych księgozbiorów, wznawianie kanonu literatury polskiej, upowszechniane dostępu do internetu, podnoszenie poziomu szkół publicznych i wyższych uczelni – to pierwsze z brzegu zadania, na które warto przede wszystkim wykładać „euro-pieniądze” wyłuskiwane poprzez ministerstwo na kulturę...
   W Łodzi znamy przypadki, gdy grono cwaniaków, pod rozmaitymi „dętymi” pretekstami usiłowało wyłdzić od władz miasta (i to skutecznie...) korzyści materialne. Znana jest historia pewnego żydowskiego inwestora z Ameryki, który – nie śmierdząc groszem – wszedł w spółkę z miastem względem wspólnej budowy hotelu, a potem – wskutek „niejasności” w zawartej umowie – miasto musiało spłacać drapichrusta... Znamy przypadek przejęcia bardzo dochodowej gazety przez spółkę nie śmierdzącą groszem... Sytuacja obecna – jaka wytworzyła się wokół tej zadziwiającej inwestycji „Centrum Festiwalowo-Kongresowe Camerimage Łódź” – niepokojąco przypomina w najgrubszych zarysach tamte sytuacje. Tym razem byłby to jednak skok na znacznie większą kasę!
  Nadzwyczajna sesja rady miejskiej zwołana na początku stycznia br. w związku z tą inwestycją poddana została bezprzykładnej presji klaki, jaką skrzyknął  czołowy orędownik projektu, Żydowicz, apelując wcześniej do „sympatyków projektu”, by zasiedli na galerii podczas sesji rady. I rzeczywiście – zasiedli, dając żałosne widowisko hucpy, zadymy, jarmarku i wiecu zarazem, którym dyrygował z sali obrad Żydowicz, oficjalnie: dyrektor Festiwalu Cemerimage, opłacany z kasy miasta... Następnie, gdy mimo to część radnych nie ugięła się pod presja dyrygowanej klaki i skierowała projekt do przestudiowania w komisjach – Żydowicz ogłosił ...okupację sali obrad przez sprowadzoną klakę (młodzież słabo zorientowaną, jak się wydaje, w kulisach tego dętego„projektu”). Podczas obrad Żydowicz dyrygował swą klaką całkiem sprawnie i sądzę, że jest przed nim przyszłość w tej branży – przecież nie musi być wiecznie dyrektorem od festiwalu na pensji z budżetu miasta. Takie przedsiębiorstwa dobrze prosperowały w schyłkowym Rzymie, także w III Republice Francuskiej, znanej z potężnej korupcji, i – jak widać – jest przed nimi przyszłość i w naszej balcerowiczowskiej transformacji ustrojowej.
  Nasuwa się kilka pytań na marginesie batalii wokół wspomnianego projektu.
  Czy filmowy show-business, w tym festiwal Camerimage, więc forma rozrywki, musi być finansowany akurat z publicznych pieniędzy?... Czy nie powinny tym zajmować się – podobnie jak innymi festiwalami - prywatne agencje artystyczne, na własne ryzyko handlowe i za własne pieniądze? Dlaczego władza samorządowa wchodzi w taki biznes, stając się w ten sposób konkurencją dla przedsiębiorczości indywidualnej? Konkurencją – dodajmy – nieuczciwą, gdyż każda władza ma z góry przewagą nad indywidualnymi przedsiębiorcami w postaci swych władczych kompetencji.
  Sesja zakończyła się swoistym remisem: przytomni radni odesłali „wielki projekt” do komisji, celem szczegółowego przemaglowania wszystkich, miejmy nadzieję, aspektów i wątpliwości – z celowością tego dętego przedsięwzięcia włącznie.  Klaka natomiast nadal okupuje salę obrad podkarmiana za pieniądze pewnego radnego z branży pogrzebowej, o którym krąży „zakazany” filmik BBC w internecie, wart obejrzenia.

                                                                   Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »