Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

czwartek, 21 czerwca 2018 r.
Strona główna
Wiedzą sąsiedzi na czym kto siedzi PDF Drukuj Email
27.01.2010.

                            Wiedzą sąsiedzi na czym kto siedzi

*Powrót na łono* Walka z lobby to jeszcze nie program*Strusia taktyka „Kropy”

*Trzej Królowie - czy Goldberg?*Zbyniu idzie w zaparte*Komu forsa, komu lew

  („Najwyższy Czas”,27 stycznia 2010) Leszek Miller, demokrata „ostatniej godziny”, powrócił na łono SLD: łódzka „pop” (mało kto pamięta: podstawowa organizacja partyjna) przyjęła go ponownie po tym, jak przed paroma laty wystąpił z SLD. Miller wystąpił z SLD  gdy partia ta – jak się mogło wówczas wydawać – zostanie zwasalizowana przez lobby żydowskie, więc dzieci i wnuki „puławian”, osadzone mocno w innych partiach lewicowych i skupione w otoczeniu Kwaśniewskiego i Cimoszewicza. Wraz z powrotem Millera wzmocniony zostanie w SLD nurt „autonomiczny”, ale trudno opierać program partii li tylko na jej obronie przed zwasalizowaniem przez politycznych spadkobierców „puławian”. Walka z politycznym lobby żydowskim powinna być obecna w programach wszystkich polskich partii politycznych w sytuacji, gdy lobby to popiera interesy żydowskich wydrwigroszy z przedsiębiorstwa holocaust. Nie znaczy to przecież, iż program partii politycznych ma się wyczerpywać w tym jednym wątku.  Niestety, w przypadku SLD trudno w ogóle mówić o jakimkolwiek poważnym programie politycznym: to ciągle dość ordynarna demagogia, a co do kadr – SLD jeszcze nie do końca oczyścił się z „elementów socjalnie bliskich”. Nie ulega jednak wątpliwości, że obecność Millera w łódzkim SLD wzmocni ten ostatni, zwłaszcza po udanym jego przedsięwzięciu, jakim było odwołanie w referendum prezydenta Łodzi, Jerzego Kropiwnickiego. Wskutek błędnej taktyki, zwolennicy Kropiwnickiego wezwali do bojkotu referendum licząc na podprogową frekwencję, skutkującą nieważnością referendum. Jednak wiarygodne sondaże przedreferandalne oraz fakt, że SLD zebrało ponad 115 tysięcy podpisów pod apelem o referendum - jednoznacznie wskazywały na wystarczająca dla ważności referendum frekwencję. Dlaczego zatem zwolennicy Kropiwnickiego spekulowali na „bessę”?...Zapewne dlatego, iż obawiali się, iż nawet wzywając do masowego udziału w referendum – przegrają je. Skąd mogły brać się takie obawy? Stąd, sądzą, iż nawet pośród wcześniejszych zwolenników Kropiwnickiego panował zasadniczy „dysonans poznawczy”, który dzielił ich szeregi. Z jednej strony bowiem Kropiwnicki zaangażował się w przywrócenie święta Trzech Króli, budowę pomnika Ofiar Komunizmu (bardzo skromnego zresztą) i angażował się we wszystkie solidarnościowe rocznice – z drugiej strony popierał bez reszty nader kontrowersyjny pośród łodzian (bez względu na polityczne barwy) projekt architektoniczny Franka Gehry’ego (Efraima Goldberga) tzw. centrum konferencyjno-festiwalowego Camerimage, bardzo kosztowny i bardzo – mówiąc delikatnie –niejasny od strony ekonomiczno-finansowej... Co więcej – ten podział elektoratu, ten „dysonans wyborczy” nie ustąpił bynajmniej wraz z ustąpieniem samego Kropiwnickiego i jego miejskiej ekipy: wydaje się, że każdy, kto będzie rządził Łodzią, będzie musiał bardzo jasno i zdecydowanie określić się wobec tego dziwnego projektu i jego jeszcze bardziej dziwacznych, dętych uzasadnień...Nie wydaje się bowiem, żeby owo „centrum festiwalowo-kongresowe Camerimage” mogło stać się w jakimkolwiek sensie „kołem zamachowym” dla rozwoju Łodzi.
   Miażdżąca porażka Kropiwnickiego w referendum (ok.125 tysięcy głosów „przeciw”, niespełna 5 tysięcy „za”) wzmocni z pewnością łódzkie SLD, z Milerem jako powtórnie „przyjętym na łono”. Ta porażka może fatalnie zaciążyć na szansach łódzkich ugrupowań centroprawicowych, jakie staną do najbliższych wyborów samorządowych, zwłaszcza na szansach najbliższego współpracownika Kropiwnickiego, człowieka od ciężkiej codziennej harówki, wiceprezydenta Włodzimierza Tomaszewskiego. Może jednak, przeciwnie, podziałać jako silny bodziec do konsolidacji centroprawicy wokół jednego kandydata. Kim by nie był – od tematu zasadności budowy „centrum kongresowo-festwalowe Camerimage” nikt już w Łodzi nie ucieknie, bo jest to zasadniczy temat dzielący także centroprawicowy elektorat.
   Święto Trzech Króli  - czy 15 milionów dolarów na „dzień dobry” dla Franka Gehry’ego, plus dalsze pół miliarda złotych podatkowych pieniędzy na kontrowersyjną inwestycję? – tak symbolicznie wyrazić można prawdziwy dylemat owego elektoratu.
   Tymczasem przed śledczą komisją hazardową pogrążył się ostatecznie poseł Chlebowski. I chociaż widać było, że wcześniej modelował go sztab prawników, wizażystów i speców od show-businssu, aby  Zbyniu szedł „w zaparte” -  nie potrafił odpowiedzieć na proste pytanie posłanki Kempy, związane ze stenogramem jego podsłuchów nagranych przez CBA: „Co miał blokować?”... Bezczelność wydaje się największą zaletą tego posła, symbolizując zarazem główną cechę całej jego formacji, z premierem Tuskiem na kupę, ale nawet modelowana i modelowa bezczelność nie uratowała faceta. „Trup baronowo, grób baronowo”... Możemy jednak pocieszać się, że ukraińscy „mężowie stanu” są bardziej utalentowani zarówno w bezczelności, jak pozostałych „zaletach fizjologicznych i innych”. Właśnie Julia Tymoszenko obwieściła, iż „ma dowody, że wybory zostaną sfałszowane” przez ludzi Janukowycza, Wiktor Juszczenko wypomniał jej z kolei o „ogromne łapówkarstwo”, a obydwoje już razem przypomnieli Janukowyczowi, że „w młodości był szefem bandy zrywającej mężczyznom drogie, futrzane czapki z głów”. Jak tu nie cieszyć się z Chlebowskiego, Sobiesiaka, Drzewickiego, Palikota czy Schetyny! Swoje ganicie, cudzego nie znacie...
   W dodatku Niemcy przyznali premierowi Tuskowi nagrodę im.Karola Wielkiego, a zaraz potem ( na złość Niemcom?) Czesi przyznali prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu Lwa Białego z Łańcuchem, najwyższe czeskie odznaczenie państwowe. Wprawdzie „Karol Wielki” jest pieniężny, a Lew Biały tylko symboliczny – co do mnie, wolałbym już tego czeskiego „Lwa” od „mężnych Czechów”, niż tą niemiecką forsę od  „walecznych Niemców”... Tym bardziej, że nie bardzo właściwie wiadomo opinii publicznej, jakie właściwie zasługi ma dla Niemców Tusk? Jakieś niejawne? No i nie jest dobrze, jak Niemcy próbują nam dyktować, kto jest, a kto nie „polskim patriotą”... To już lepiej, gdyby nam to podpowiadali Czesi, jeśli sami dobrze nie wiemy.
   Powiadają: „wiedzą sąsiedzi na czym kto siedzi”. Psiakrew, my zaś kontentować się musimy już tylko wiedzą „za co kto siedzi”, ewentualnie „za co będzie siedział”, a i tak miewamy wątpliwości.

                                                                      Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »