Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

czwartek, 18 stycznia 2018 r.
Strona główna
Skromny partyjniak i jego synekury PDF Drukuj Email
04.02.2010.

                         Skromny partyjniak i jego synekury

*Uprzejmość Netanjahu: czy szczera? *Cztery postulaty dla powagi „dialogu”

*Tusk musi zostać! *„Plan rozwoju” – a czystki kadrowe...* PO jako PZPR

                    

 Na obchodach 65 rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau premier Izraela, Netanjahu, po raz pierwszy w imieniu władz Izraela przyznał, że Polacy uczynili najwięcej dla ratowania Żydów podczas II wojny światowej. Wprawdzie nie powiedział tego wprost, ale pośrednio: „Polacy mają najwięcej zasadzonych drzewek w Izraelu”, jedną trzecią całego drzewostanu, upamiętniającego osoby ratujące Żydów. Przypomnijmy w tym miejscu, że według jednego z raportów gen. Grota-Roweckiego słanych podczas wojny z Warszawy do Londynu – w oparciu o dostępne sobie źródła wywiadu AK – oceniał on szacunkowo liczbę ludności żydowskiej ukrywającej się pośród Polaków na ok.400 tysięcy, a wg. Normana Daviesa „z 3,5 miliona Żydów, który mieszkali w Polce w 1939 roku przeżyło 369 tysięcy, czyli 11 procent”.

 Cieszy pierwszy, oficjalny krok ze strony żydowskich nacjonalistów w kierunku naprawy relacji polsko-żydowskich (chociaż, rzecz jasna, rodzi się i pewne podejrzenie, że ta chwilowa i okolicznościowa uprzejmość wynikać może z fiaska niewykluczonej operacji Mossadu w sprawie kradzieży tablicy oświęcimskiej...). Tym bardziej przypomnieć wypada, jakich kroków dalszych w tym pożądanym kierunku oczekujemy. Można sformułować przynajmniej cztery takie postulaty.

 Pierwszy: publiczne wezwanie żydowskich organizacji do odstąpienia od wojny psychologicznej z Polską, prowadzonej celem zmuszenia Polski do spełnienia bezprawnych żądań wydrwigroszy z przedsiębiorstwa holocaust.

 Po wtóre, i w związku z powyższym: odstąpienia władz Izraela od stanowiska zajętego przy podpisywaniu z UE „deklaracji praskiej” z 2009 roku, wedle którego Polska jest winna organizacjom żydowskim jakiekolwiek „odszkodowania”.

 Po trzecie - rewizji oceny roku 1968 i uznanie tej prawdy, że nie był to przejaw „polskiego antysemityzmu”, ale wewnątrzpartyjna rozgrywka w łonie PZPR frakcji „puławskiej” z „natolińską”.

 Po czwarte: przyjęcie do zobowiązującej wiadomości i świadomości, że po 17 września 1939 poważna część żydowskiej mniejszości narodowej w Polsce popierała sowieckich najeźdźców i okupantów tudzież faktu, że żydowska mniejszość narodowa w przedwojennej Polsce bardzo słabo identyfikowała się z państwem polskim, a część jej lewicowych elit, zdecydowanie dominująca w Komunistycznej Partii Polski, dopuszczała się zdrady państwa polskiego.

 Trudno wyobrazić sobie polepszenie relacji polsko-żydowskich bez tych kolejnych kroków, które – choćby i festina lente... – ustawiłyby te relacje na mocnych i zdrowych podstawach prawdy.

 Tak czy owak, tablica z oświęcimskiej bramy jednak znalazła się, i chociaż nie znalazł się jeszcze zleceniodawca kradzieży wiadomo już, że to żaden „polski antysemita”,a już prędzej Mossad.

 Tymczasem premier Tusk oficjalnie zrezygnował z ubiegania się o prezydenturę („Znaczy się, muszę wracać do groty, czyli że pocierp, mój Władku złoty”). Jużci prowadzący go na krótkiej politycznej smyczy musieli mu wytłumaczyć, że jeszcze nie zapracował dostatecznie na tak zasłużony odpoczynek, że musi im jeszcze trochę poodwdzięczać się. Toteż zaraz wystąpił z mglistym acz dętym „programem rozwoju” i - jak niegdyś Gomułka  - pochwalił się wzrostem gospodarczym. Co do „programu rozwoju”: dług publiczny państwa - niewyobrażalny, system ubezpieczeń emerytalnych -bankrutuje, służba zdrowia- w zaniku, deficyt budżetowy – rekordowy. Gospodarka kurczy się i zwija – a facet plecie o rozwoju! Bo co do wzrostu, to przywołane 1,7 procent (więc w granicach 3-procentowego błędu statystycznego) może równie dobrze być regresem 1,3 procentowym. W PRL GUS też lakierował rzeczywistość, a Platforma Obywatelska dość wyraźnie upodobniła się do PZPR w sferze propagandy. Na iluzoryczność tego „wzrostu” wskazywałby np.raport znanej wywiadowni gospodarczej Dun&Bradstreet, niedawno publikowany w „Rzepie”, z którego wynika, że od początku stycznia liczba upadłości polskich przedsiębiorstw wzrosła o 120 procent w stosunku do stycznia ub.roku... Najszybciej – podaje raport – pogarsza się sytuacja firm budowlanych i transportowych, a „co druga firma w IV kwartale ub.roku była w złej lub bardzo złej kondycji finansowej”! Tusk gada już jak Gomułka, co to będzie dalej?...

 Pozostawienie Tuska na premierostwie ma umożliwić przetrwanie PO i dowiezienie elekcyjnych procentów do wyborów parlamentarnych (w rządzie, wiadomo, większa władza, niż w pałacu prezydenckim), ale z tą dowózką też już będzie trudno. Mniejsza z tym, że poparcie dla Platformy Obywatelskiej jest znacznie niższe, niż pokazują to kupowane „sondaże” i ma wyraźną tendencje malejącą. Ważniejsze, że nie będzie łatwo sprzedać międzynarodowym lichwiarzom za 200 miliardów złotych nowych obligacji państwowych, gdy „co druga firma jest w złej lub bardzo złej kondycji finansowej”. A nawet gdyby się jakoś udało – jak ludzie odbiorą to nowe zadłużenie?... Toteż tuskowe opowieści o „planie rozwoju” włóżmy od razu między propagandowe bajędy i demagogiczne zaklinanie rzeczywistości, tym bardziej, że o prawdziwych reformach naszej gospodarki (chociażby rozpędzenie pazernej biurokracji, obniżenie podatków plus zniesienie podatku dochodowego, uproszczenie systemu podatkowego, zmiana ordynacji wyborczej, likwidacja powiatów, przymusu ubezpieczeń, finansowania partii z budżetu) – ani słowa. Najwyraźniej łże-liberałowie liczą, że uda się im oszukać kolejny raz naiwną, głupiutką młodzież wyższych klas licealnych i studencką, co to jeszcze nie zetknęła się naprawdę z życiem. Jeśli więc żaden wzrost, żaden rozwój, żadne reformy – to co?

 Rąbka tajemnicy co do świetlanej przyszłości uchylają nam informacje o czystkach kadrowych w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Tam są konfitury do wzięcia... Główną zaletą tej instytucji było to, Mariusz Kamiński stworzył ją z ludzi nie uwikłanych w komunistycznej jeszcze proweniencji służby, i w tym  przypominała Instytut Pamięci Narodowej. Ale podobnie jak niezależność IPN nie jest do strawienia na dłuższą metę dla prawdziwych rządców III RP, siuchty spod okrągłego stołu – tak i żadne niezależne  kadrowo CBA też nie może się długo ostać. Taktyka względem IPN i CBA jest więc ta sama: instytucję zostawić, ale przejść na ręczne sterowanie. Taka bywa zresztą strategia większości schyłkowych formacji politycznych, zbyt głupich i zbyt tchórzliwych, by zabrać się poważnie do naprawy państwa, więc poprzestających na rwaniu pod siebie ile wlezie. O, właśnie dowiadujemy się, że „skromny pracownik centralnych struktur Platformy Obywatelskiej”, niejaki Wawrzynowicz, „bliski współpracownik” Grzegorza Schetyny, był jednocześnie: przewodniczącym rady nadzorczej spółki Gaz-Stal, spółki „Ewo”, głównym doradcą ds.public realtion w spółce „Elektrim-Volt”, doradcą przewodniczącego rady nadzorczej w Towarowej Giełdzie Energii i członkiem rady nadzorczej „Rafko”... Ileż tłustych synekur na jednego tylko partyjniaka, „skromnego pracownika struktur centralnych Platformy Obywatelskiej”! A przecież takich „skromnych partyjniaków” jest w PO na pęczki... Tak, tak – PO jako PZPR, nie ma w tym większej przesady.

 No cóż, powiadają, że największą zaletą demokracji jest jej przewidywalność. Demokracja fasadowa musi tę zaletę szczególnie twórczo rozwijać, toteż nie trzeba zgadywać, jaki to rozwój ma na myśli Tusk i jego partyjna nomenklatura.

                                              Marian Miszalski

                                     („Najwyższy Czas”, 3 stycznia 2010)

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »