Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

piątek, 14 grudnia 2018 r.
Strona główna
Policmajster powiność swej slużby zrozumiał PDF Drukuj Email
14.02.2010.

              „Policmajster powinność swej służby zrozumiał”...

                               

 („Niedziela”, 14 lutego 2010) Donald Tusk zrezygnował nieoczekiwanie z kandydowania w wyborach prezydenckich, chociaż przez minione dwa i pół roku rządów PO partia ta zajmowała się prawie wyłącznie kreowaniem Tuska na przyszłego prezydenta. Wydaje się, że Tuskowi zalecono tę rezygnację, a „policmajster powinność swej służby zrozumiał”.
   Po wpędzeniu Polski pod rządy Traktatu Lizbońskiego (co oznacza utratę suwerenności państwa) – można było się spodziewać, że w następnym etapie „dziejowej konieczności” likwidowany będzie w Polsce ostatni element demokracji – bezpośrednie wybory prezydenta i resztki jego władczych kompetencji. I – w rzeczy samej - kilka tygodni przed rezygnacją z ubiegania się o fotel prezydenta Tusk wystąpił z propozycją takiej właśnie zmiany polskiej Konstytucji. Już wtedy, wolno sądzić, w prawdziwie kierowniczych gremiach zapadła decyzja, by zachować Tuska na fotelu premiera. Jeśli Tusk wstrzymywał się z ogłoszeniem swej rezygnacji kilka tygodni to zapewne dlatego, by medialnie „przykryć” swąd i  smród, spływający na Platformę Obywatelską z afery hazardowej.
   Narzucenie Polsce takiej formuły prezydentury, jaką zaproponował Tusk, leży przede wszystkim w interesie niemieckim: formuła taka oznacza, że naród polski straciłby resztkę wpływu na politykę. Leży także w interesie oligarchii partyjniackich, wąskich sztabów partyjnych, systematycznie ograniczających w Polsce demokrację (vide: ordynacja wyborcza!).
   Liczne wielkie afery, niewyjaśnione zabójstwa i zatrważająca „bezradność” organów wymiaru sprawiedliwości pokazują dobitnie, że w Polsce istnieją silne ośrodki nieformalnej, pozakonstytucyjnej władzy, zdolne paraliżować działalność organów państwa i naginać do swych własnych interesów. Ośrodki te – powstałe na bazie komunistycznych służb specjalnych „pod okrągłym stołem”- okrzepły z braku dekomunizacji i lustracji, wykorzystując złodziejską prywatyzację, która w transformacji wg. Balcerowicza zastąpiła pożądaną reprywatyzację (uprzednie oddanie własności tym Polakom, których komuniści okradli). Wpływy tych pozakonstytucyjnych ośrodków władzy dwukrotnie próbowały przełamać ugrupowania patriotyczne – rząd Jana Olszewskiego, a potem – Jarosława Kaczyńskiego – ale bezskutecznie.
    Rządy Platformy Obywatelskiej i PSL to okres rażącego lenistwa politycznego, zaniechania reform państwa, okres wyłącznego skoncentrowania się na zewnętrznych znamionach władzy, na walce z PiS-em (słynne „Dorżnąć watahę” ministra Sikorskiego...), na „propagandzie sukcesu”, podobnej do propagandowych technik innej partii z minionego okresu, też skłonnej „dożynać” wszelką polityczną opozycję. Definiując  treść ponad dwuletnich rządów Platformy Obywatelskiej można powiedzieć, że jest to przede wszystkim odwdzięczanie się tym siłom „spod okrągłego stołu”, które pomagały Platformie Obywatelskiej w ostatnich wyborach.
   Sam Tusk, prężący muskuły w programach Lisa czy Olejnikowej, jest polityczną „wydmuszką”: medialny wizerunek nie zastąpi jednak faktu, że to polityk mierny i miałki. Kreowany medialnie wizerunek „ważnego polityka” potrzebny jest dla zachowania spójności w Platformie Obywatelskiej, targanej wewnętrznymi konfliktamii, walką o władzę i koteryjne interesy; taki  wizerunek potrzebny jest także dla przykrycia wewnętrznych brudów przed opinią publiczną. Mieści się zresztą doskonale  w praktyce działań PO, których najmocniejszą stroną jest polityczny cynizm i propagandowy tupet.
   Ci, którym Platforma Obywatelska odwdzięcza się swoimi rządami, nie pozwolili (na razie?) Tuskowi na synekuralny „odpoczynek” w Pałacu Prezydenckim. Zapewne powiedzieli mu: Jeszcze nie teraz. Musisz jeszcze „poodwdzięczać się” nam jako premier... Na razie – żeby jakoś uzasadnić swe polityczne trwanie – Tusk zapowiedział „program naprawy finansów”. Raz jeszcze: polityczny cynizm i propagandowy tupet. Wicepremier Pawlak był niebywale zdumiony: nic nie słyszał o takim programie, nie znają go i inni ministrowie... Bardzo prawdopodobne zatem, że ten „plan” powstał w głowie Tuska w drodze na konferencję prasową lub nieco wcześniej, jako uzasadnienie swego trwania na stanowisku premiera. Bo, jak słychać, najpierw ma być „debata” nad „planem”, potem „konsultacje”, potem przyjęcie „planu konkretnego”... Akurat wystarczy na propagandowe „paliwo” na pozostałe dwa lata?
   Jest przecież jeden konkret: na końcu tego „planu” ma być zastąpienie złotówki – walutą euro. Mgliste, iluzoryczne i wewnętrznie sprzeczne założenia tego planu każą podejrzewać, że chodzi w nim głównie o to właśnie, byśmy po jego wdrożeniu „zarabiali jak w Polsce” (kilka razy mniej niż zarabiają obywatele w UE) ale płacili w sklepach „po cenach unijnych” – bo takie będą konsekwencje przyjęcia „euro” i pozbycia się narodowej waluty.
   Wtedy o finansach Polski decydowałby już wyłącznie Europejskie Bank Centralny z siedzibą we Frankfurcie, emitent „euro”, a kapitał kompradorski kolesiów spod „okrągłego stołu” i „zza kulis Magdalenki” byłby jedynym beneficjentem „planu Tuska”.
   Bez Tuska jako premiera, „wodzusia” wykreowanego medialnie na główną „twarz” Platformy Obywatelskiej – partia ta rozpadłaby się najprawdopodobniej pod naporem wewnętrznych sprzeczności i konfliktu interesów. Czy zatem jego polityczni promotorzy i sponsorzy mogli dłużej tolerować prezydenckie ciągoty złotoustego Tuska, „pierwszej gwiazdy” politycznego show-businessu? Oczywiście, nie. Musi zatem pozostać premierem, pilnować dalej partyjniackich interesów i odwdzięczać się swym politycznym „wierzycielom”.

                                                                                  Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »