Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
poniedziałek, 10 grudnia 2018 r.
Strona główna
Jakie malżeństwo PDF Drukuj Email
10.03.2010.

                     Oddać cesarzowi co cesarskie...   

 *Jakie małżeństwo, takie dziedziczenie * Użytkuj wieczyście w Łodzi!

    *Dyrektywa Nerona a polityka brukselska * Kosiński i Kapuściński

                           

 („Najwyższy Czas”, 10 marca 2010)Tak zwany Trybunał Praw Człowieka i Obywatela ze Strasburga zwolna odsłania swe prawdziwe oblicze: ideologicznej agendy propagującej polityczną poprawność, neomarksizm. Po ataku na krzyże w miejscach publicznych propagandyści ze Strasburga uderzyli tym razem w rodzinę uznając „dziedziczenie homoseksualistów”.  Jeśli „małżeństwem” nie jest już związek kobiety z mężczyzna, to i za „rodzinę” i „dziedziczenie” można podstawić, co się chce. Żeby tylko nie skończyło się tak, że i przymusowy związek „człowieka i obywatela” z władzą uznany zostanie za powód do „dziedziczenia” państwa po zmarłym „człowieku i obywatelu”, na równi z rodziną...

 Nawet sprawy już idą w tym kierunku.

 Państwo zadłuża się bezprzytomnie, a państwo naśladują samorządy, bo przecież biurokracja każdego szczebla wyznaje zasadę Króla-Słońce: po nas choćby potop. Właśnie gmina Łódź podniosła łódzkim „człowiekom i obywatelom” podatek za „wieczyste użytkowanie”: podwyżka waha się od...1000 do 3000 procent! No tak: gdy z jednej strony spółka Camerimage domaga się tłustego wyfutrowania jej z budżetu miasta, a z drugiej strony „kibice ŁKS” (czytaj: prywatna spółka) domagają się tłustego wyfutrowania podupadłego klubu pieniędzmi z tegoż budżetu i wartościowymi terenami – każdy sposób na wyciągnięcie zwykłym „człowiekom i obywatelom” pieniędzy z kieszeni jest dobry i mile widziany przez „samorządowców”. Coś i im z tego kapnie: kto robi w błocie, ten się ubłoci, ale kto robi przy złocie...

 Gdy „człowiekom i obywatelom” zabraknie pieniędzy na opłacanie swej własności albo użytkowania wieczystego – majątek przejmą urzędnicy, to jasne. Łódzkie media informują tymczasem, że prezydent Kropiwnicki na odchodne dał premie swym współpracownikom. Hm. Jeśli użytkują coś „wieczyście” – pewnie przyda się im ten szmal.

 Cesarz Neron, łupiąc podatkami i konfiskatami rzymskich „człowieków i obywateli” mawiał: „Postępujmy tak, żeby nikt nic nie miał”. Był więc prekursorem socjalizmu, który – jak widać – kontynuować może się w historii, pętać się w jej meandrach, w różnych maskach i przebraniach: także w przebraniu „demokratycznego państwa prawa” uznającego jurysdykcję Trybunału w Strasburgu.

 Cesarzem Neronem, a zwłaszcza jego polityką finansową, mało kto się dziś zajmuje, tylko show –business szukając „żertwy” próbuje od czasu do czasu rehabilitować jego „artystyczną duszę” i „liberalną obyczajowość”. Większe ostatnio zainteresowanie innym cesarzem, a właściwie – „Cesarzem”, a dokładniej – autorem „Cesarza”. Więcej ostatnio o „Cesarzu” i jego autorze, niż o samym cesarzu Abisynii, potem Etiopii - Hajle Selassie.

 Był to polityk wybitny, który po włoskiej agresji na Abisynię dzielił losy polskiego rządu emigracyjnego w Londynie, po wojnie odzyskał władzę, przeprowadził stopniowe, rozsądne reformy polityczne, ale przede wszystkim – przeciwstawiał się sowieckiej penetracji Trzeciego Świata. Fakt, że cesarz Hajle Selassie doceniał koptyjski kościół chrześcijański w swym kraju musiał dodatkowo rozwścieczać sowieciarzy. Już w 1960 roku komuniści przy pomocy zwerbowanej na miejscu agentury – obiecując zdrajcom pomoc militarną i finansową w przypadku udanego przedsięwzięcia – zorganizowali zamach stanu, korzystając z nieobecności cesarza, wizytującego Amerykę Południową. Ale niewielki wzrostem lecz dzielny sercem Hajle Selassie nie stchórzył; chociaż stolica była już w rękach sowieckich agenciaków – powrócił do kraju i w oparciu o wierne sobie garnizony odbił Addis Abebę. Ratujących się ucieczką puczystów wydawała w ręce legalnych władz ludność chłopska (niektórych sama linczowała na miejscu!). Warto pamiętać, że i „Che” Guevarrę pomogła schwytać w Boliwii ludność chłopska, której nie podobał się rewolucyjny terror i idea kołchozów...

 Nieudany zamach z roku 1960 sprawił, że Sowieci darzyli cesarza Hajle Selassie szczególną nienawiścią – tym bardziej, że jako wpływowy w Trzecim Świecie polityk skutecznie powstrzymywał na forum Organizacji Jedności Afrykańskiej sowieckie „ruchy narodowo-wyzwoleńcze”. Jeśli dodamy, że Etiopia leży w strategicznym miejscu – nad Morzem Czerwonym i Zatoką Adeńską, jakże ważnym naftowym szlakiem komunikacyjnym – stanie się jasne, że kolejny zamach stanu, w roku 1974, Sowieci przygotowali dużo  staranniej: udał się. Hajle Selassie uwięziono i zamordowano. Nastała dla Etiopii krwawa łaźnia, którą zgotował ludności (zwłaszcza chłopskiej) płk Mengistu Miriam, przy pomocy sowieckich doradców i kubańskich „ochotników”. Ocenia się, że wymordował ok.1,5 miliona Etiopczyków, więc można go porównać z Pol-Potem. Najpierw upaństwowił dosłownie wszystko: ziemię, przedsiębiorstwa, domy, mieszkania... W istocie: nikt już nic nie miał. Zachodnia „postępowa opinia publiczna” i jej słynni „intelektualiści” sympatyzowali wówczas z Moskwą, więc i zamordowanie Hajle Selassie oraz ludobójstwo płk Mengistu „połknęli” bez zmrużenia oka... Ale w 2007 roku zbiegłego wcześniej za granicę płk Mengistu osądzono w Etiopii i skazano zaocznie na karę śmierci za zbrodnię ludobójstwa.

 Właśnie w 1978 roku, podczas apogeum ludobójstwa w Etiopii, ukazała się (co za dziwny zbieg okoliczności...) książka Kapuścińskiego „Cesarz”, przedstawiająca obalonego i zamordowanego Hajle Selassie jako reakcyjnego zacofańca i wstecznika, ciemiężyciela własnego narodu... Żaden to reportaż, ani literatura faktu: to propagandowa bajęda oparta na relacjach anonimowych „członków dworu cesarza”, ale, zdaje się, że tak naprawdę - oparta na relacjach sowieckich agentów... Ukazująca się akurat w 1978 roku książka Kapuścińskiego „przykrywała” – mówiąc językiem tajnych służb – dokonywane właśnie w Etiopii  ludobójstwo przez komunistę, sowieckiego agenta, płk Mengistu... Zaraz też książka ta zaczęła ukazywać się „w całym świecie”...

 Wcześniejsza książka Kapuścińskiego, „Chrystus z karabinem” – to  propaganda „teologii wyzwolenia” (ten Guevarra jako „Chrystus”!...), a z kolei książka „Gdyby cała Afryka...” Otóż Guevarra był autorem koncepcji politycznej „rozpalenia tysiąca Wietnamów w Trzecim Świecie”, sam próbował „rozpalić nowy Wietnam” w Boliwii -  więc gdyby cała Afryka „zapaliła” choćby ze sto „Wietnamów” – sowiecka polityka „eksportu socjalizmu” miałaby się lepiej... No więc: „Gdyby cała Afryka”...

 Czy można więc dziwić się, że książki Kapuścińskiego były w tamtych latach nadymane i propagowane przez lewicowy „demi-monde” jako „wybitne reportaże”, jako „literatura faktu”?...

 Cesarz Hajle Selassie był wybitnym politykiem Trzeciego Świata – to oczywiste.

 Ale kim był Kapuściński?...

 Kimkolwiek by nie był, na pewno nie jest „cesarzem reportażu” – raczej „cysorzem politgramoty”, bliższym piosence Tadeusza Chyły („Cysorz to ma klawe życie”). Słychać, że był także „Żydem z Pińska” i jak wielu innych zręcznie wpasował się w jeden „etap”, potem – w „etap nowy”, podczas gdy rasowe kadzidło okadzało go nieustannie, okadzając do dziś. Nie wiem, czy to prawda – trzeba by pójść głębiej, niż Domosławski, ale czy warto?

 No ale lekceważenie czytelnika mści się wcześniej czy później: nie byłbym zdziwiony, gdyby za lat kilka, gdy impet tego nadymania wytraci swą dynamikę, książki Kapuścińskiego podzieliły los książek np.Jerzego Kosińskiego (Lewinkopfa), w swoim czasie też „wybitnego pisarza”... Kosiński i Kapuściński „w jednym stali domku”: ich „metody pisarskie” są do siebie dość podobne.

 Trzeba oddawać cesarzom, co cesarskie...

                                                          Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »