Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
czwartek, 16 sierpnia 2018 r.
Strona główna
Powiedz, dziecię PDF Drukuj Email
17.03.2010.

                   Powiedz, dziecię: kto najcwańszy jest na świecie?

   * Eurodylematy: jaksię wzajemnie oszwabic... *Obrona grecka

   * Wzgardzona szczerość Schroedera... *Ormiaszka na premiera!

 

   („Najwyższy Czas”, 17 kwietnia 2010) Podobno „jeden Żyd oszuka dziesięciu jankesów, jeden Grek – dziesięciu Żydów, a jeden Ormianin – dziesięciu Greków” – taką przypowiastkę usłyszałem kiedyś od pewnego Niemca. Potem słyszałem ją jeszcze z ust pewnego Anglika, ale w jego wersji to Grek był najbardziej cwany.
    Cwani Grecy pełną garścią brali z UE pieniądze, ale – jak się okazuje – wydatkowali je całkiem niezgodnie z unijnymi dyrektywami, sporządzali zasię „kreatywne” raporty dla Brukseli. Teraz Bruksela (mówimy Bruksela – myślimy Berlin) naciska na Ateny, by „cięły wydatki”, „likwidowały deficyt”, „oszczędzały”, „zaciskały pasa”, ale Ateny mają i swoje racje: toż to doprowadzi do rozruchów, strajków, może nawet do politycznego przewrotu... Już stanęła prawie cała Grecja! Możecie nas, oczywiście, wyrzucić z UE – powiadają Ateny - ale czy to nie uruchomi aby łańcuszka?...
   Toteż zdaje się, że ta międzynarodowa afera skończy się tak, jak skończył się „kryzys w Ameryce”, a i w samej UE, wywołany przez opiekuńczość państwa, a rozdęty przez finansowych spekulantów: koszty przerzuci się na Bogu ducha winnych unijnych podatników. Rząd grecki będzie udawał „zaciskanie pasa”, a tak naprawdę pasa zaciśnie się unijnym podatnikom. Słychać nawet, że mają to być podatnicy raczej z biedniejszych krajów UE, niż z bogatszych – co potwierdza „trynd monachijski” (z ostatniej konferencji unijnej w Monachium), gdzie w stosunkach UE-Rosja proponowano powrót do podziału na „starych” i „nowych” członków UE: starym Rosja miałaby gwarantować „pełne bezpieczeństwo”, a „nowym” – jakieś inne... Jakieś „pełne bezpieczeństwo inaczej”.
   Zastanawiam się, czy nie moglibyśmy i my powtórzyć  tego wariantu „obrony greckiej”. Lecz czy nie jest za późno? Za późno, ba... Czy naszych polityków stać na grecką chytrość? – oto jest pytanie.
   Dług publiczny zbliża się do 700 miliardów złotych, deficyt budżetowy skoczył powyżej 50 miliardów. Nie jest dobrze. Z 270 miliardów złotych, jakie w latach 2007-2014 przeznaczono niby dla Polski w „ unijnych środkach pomocowych” – wykorzystaliśmy raptem...7 procent, 18 miliardów. Nie bez kozery kanclerz Schroeder, pytany kiedyś przez niemieckich dziennikarzy: czy Niemcy stać na takie pomocowe obietnice? -  odparł, że co innego obiecywać, a co innego dawać. Ta pomoc unijna obwarowana jest nie tylko wyśrubowanymi warunkami, ale udzielana jest w praktyce tak, by nie godziła w przemysłową konkurencyjność niemiecką (niemieckie stocznie dostały pomoc unijną, a polskie nie dostały). Co więcej – niemieccy politycy muszą czerpać skądś pewność, że polscy politycy są mniej cwani od Greków.  Czy są mniej cwani, by tak rzec, sami z siebie, czy dlatego, że zachęcani „podstolnym” jurgieltem do „gapiostwa” – to już inna sprawa, ale wykorzystanie unijnych funduszy ledwo w 7 procentach daje wiele do myślenia. Pan Jan Filip Staniłko z Instytutu Sobieskiego i „Arcanów”   twierdzi na łamach „Rzepy” , że tylko „od stycznia do listopada 2009 roku Polska dała Europie o 14,5 miliarda więcej euro, niż od niej uzyskała, a rok wcześniej – o 25,3 miliarda”.
   A jak to wygląda od początku naszego członkostwa w UE?...
   Teoretycznie moglibyśmy powtórzyć wariant grecki, chociaż niby jest teraz zupełnie spalony; jeszcze nie jest: nie po to wciągano nas do UE, żeby wyrzucać przed ostatecznym wydojeniem, które najwyraźniej zaprojektowano do roku 2017 (koniec obowiązywania „mechanizmu z Joaniny”). Ale wymagałoby to więcej odwagi i charakteru, a mniej safandulstwa i  sprzedajności od naszych polityków.
   Potężne demonstracje i strajki w Grecji pokazują, że  Ateny unikną jednak lub odwleką („ad calendas graecas” właśnie?) to zaciskanie pasa, te oszczędności budżetowe etc., a Berlin nie zaryzykuje „destabilizacji politycznej” w Grecji i bankructwa „członka UE”. Europodatnicy raz jeszcze zapłacą – tym razem chytrym Grekom.
   Sytuacja, jak z owej anegdoty o Aronku, co to wałęsał się w godzinach lekcyjnych po szkolnym dziedzińcu.
   -Czemuś to, Aronek, nie na lekcjach? – spytał dyrektor.
   -To wszystko przez brak logiki, panie dyrektorze.
   - Jak to? 
   - Ano ja zepsułem powietrze w klasie i nauczyciel wyrzucił mnie za drzwi. Teraz oni tam siedzą w smrodzie, a ja chodzę po świeżym powietrzu. Gdzie tu logika?
   Pewien polski emigrant w Grecji powiedział mi, że Grecy dopuścili do siebie tylko dwie sieci zagranicznych supermarketów (bodajże jedną niemiecką i jedną francuską) tłumacząc Brukseli, że miedzy takimi sieciami nie zauważyli w innych krajach unijnych widocznej konkurencji cenowej, więc w Grecji dwie sieci zagraniczne w zupełności wystarczą dla ustanowienia międzynarodowej konkurencji. Poza tym – tłumaczył mi mój rozmówca – jak tu się daje łapówki, to można robić dobre interesy...
   W Polsce już nawet „za łapówkami” trudno robić interesy: wprawdzie „regulacje rynku” postępują niemal z każdą nową ustawą (uprzednio zatwierdzaną przez Brukselę), co stwarza nową, wspaniałą przestrzeń dla łapownictwa - ale zarazem namnożyło się tyle rozmaitych służb specjalnych, „walczących z korupcją” – że ani wiesz, komu dać i jak, żeby nie wpaść. 
  Niestety, nie sprzyja to wolnemu rynkowi, a tylko „biznesmanom spod okrągłego stołu”, którzy na tyle się już skumali, że wiedzą, komu można dać bezpiecznie (swojemu, po pionie bezpieczniackim)  i umacniają prawno-policyjną palisadę wokół enklawy swego kompradorskiego kapitalizmu.
   Co do reszty... Właśnie Państwowa Inspekcja Pracy poinformowała, że w 60 procentach kontrolowanych przez nią firm „nie płaci się lub nie płaci terminowo” pensji zatrudnianym pracownikom. W zderzeniu z tym długiem publicznym, tym deficytem budżetowym, tą rosnącą drożyzną i przekraczającym już 13 procent bezrobociem – nie wydaje się, byśmy przeszli kałużę kryzysu suchą stopą: raczej wszystko jeszcze przed nami!
  Może by wziąć do rządu, najlepiej na premiera, jakiego cwanego Greka albo Ormiaszkę? Bo to mieliśmy niedawno rząd, niby też cwany, bo żydowski, „z jednym Syryjczykiem”, ale widać, co narobił. Tak, tak: i dzisiaj nie Jana Bieleckiego, nie Michała Boniego nam trzeba – ale Greka, najlepiej z ormiańskimi korzeniami, albo odwrotnie: Ormianina z greckimi.
    A niby mówią, że pochodzenie nie jest ważne. Nie jest ważne? Weźmy premiera Berlusconiego: jako Włochowi bliżej mu pochodzeniem do Grecji, niż Tuskowi, toteż w odpowiedzi na orzeczenie Trybunału Praw Człowieka nakazujące zdjąć krzyż we włoskiej szkole cały jego rząd oświadczył zgodnie, że choćby ten Trybunał się us...ł – krzyże we włoskich szkołach zdejmowane nie będą. Zwracam uwagę, że uznanie jurysdykcji Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu wynika z ratyfikowanej Deklaracji Kopenhaskiej przez wszystkich członków Rady Europy, a ta ratyfikacja jest nawet warunkiem członkostwa w Radzie Europy! Odmawiając oficjalnie wykonania orzeczenia Trybunału rząd włoski wypowiedział więc (de facto) tę Deklarację, zatem Włochy powinny zostać natychmiast wyrzucone z Rady Europy. Ale nie zostały: chytry Włoch (czy aby nie greko-ormianin?...) to przewidział, bo „dopóki doją, lub mają choćby nadzieję na dojenie –  krzywdy nie zrobią”. Tusk też mógł to przewidzieć, ale... gdzie Kaszuby – a gdzie Grecja, Armenia... Gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie Bruksela... Gdzie te polityczne cwaniaki...  

                                                       Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »