Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

czwartek, 18 stycznia 2018 r.
Strona główna
A tu noga ugrzęzła... PDF Drukuj Email
24.03.2010.

                                    A tu noga ugrzęzła...

 * Testujemy kandydatów* Konstytucja a Traktat: „nie da rady, oba samce” *

 * Tylko bez obrazy naszej inteligencji! * Czy spłata długu musi nastąpić?

                                    

 („Najwyższy Czas”, 23 marca 2010)  „A tu noga ugrzęzła, drzazga w bucie uwięzła, bo ma dziurę w podeszwie mój pretendent na męża” – śpiewała pięknie Ewa Demarczyk wiersz Tuwima: „Grande Valse Brillante”, „Wielki, olśniewający walc”, za który dostała w Sopocie nagrodę główną – której by nie dostała, gdyby Kisielewski i Waldorff nie zaszantażowali jury, że jak nie przyzna jej tej nagrody, to opuszczą w diabłu jury na znak protestu. Rzec można: błogosławiony szantaż!... Przynajmniej mieliśmy po wojnie jedną prawdziwie wielką piosenkarkę. Niestety, rzadko można jej dziś słuchać w mediach publicznych, których „misją” na niwie rozrywki jest raczej popularyzacja chłamu i tandety: „Kaźka miała fajny biust”...
   „Dziurę w podeszwie” mają dziś natomiast niemal wszyscy „pretendenci na mężów stanu”, kandydujący na urząd prezydenta. Za wyjątkiem Janusza Korwina-Mikke – wszyscy opowiadali się zarówno za akcesem Polski do UE, jak za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego – więc za likwidacją suwerenności państwa polskiego. Nic też dziwnego, że w rozpoczętej już kampanii wyborczej ci „pretendenci” bredzą duby smalone na temat swej „prezydentury”, jej „nowego stylu”, „charakteru” itp. -  starannie omijając kwestię zasadniczą: jak zamierzają pogodzić konstytucyjny zapis, iż „prezydent stoi na straży suwerenności państwa polskiego” – z ratyfikowanym Traktatem Lizbońskim, suwerenność tę likwidującym?
   Zachęcam zatem gorąco wszystkich uczestników przedwyborczych spotkań z pretendentami na „mężów stanu”, by zadawali to pytanie tym pretendentom z „dziurą w podeszwie”: wspiera mnie red.Mazurek, który zachęca w „Rzepie” do solidnego testowania polityków, bo – jak pisze – inaczej znów zrobią z nas durniów.  W filmie „Ojciec chrzestny”  Franciszka Coppoli grający Michała Corleone Aluś Pacino powiada do swego siostrzeńca, zdrajcy, mętnie tłumaczącego się ze swego zaprzaństwa: „Nie obrażaj mojej inteligencji”... Otóż to! Jeśli „pretendenci na mężów” obrażają naszą inteligencje plecionymi bzdurami o „nowym stylu” swej prezydentury, jej nowym „ujęciu”, „wydźwięku”, „barwie” etc. – trzeba im odpowiadać jędrnym rusycyzmem: Poszli won!
   ...Tymczasem Grecja uczuliła przynajmniej niektórych naszych „komentatorów” i „publicystów” – dotąd uporczywie milczących w swej  śmierdzącej, koncesjonowanej  „niezależności” – na polski problem zadłużenia. Nie w kij dmuchał: 700 miliardów długu publicznego, narastającego z każdą sekundą o kilkaset złotych (wedle niektórych szacunków jest on znacznie większy!), 50 miliardów deficytu budżetowego, plus olbrzymie, też narastające lawinowo zadłużenie samorządów – już ok.40 miliardów złotych; ano -rzykład idzie z góry - „ryba śmierdzi od głowy”.
   Więc dług jak się patrzy. Toteż  red. Konrad Krasuski z tejże „Rzepy” przepytuje eksperta Stefana Majora (szefa globalnego zespołu analityków rynku długu w brytyjskim banku HSBC):
   - Większość rządów finansuje się przez emisje obligacji. Kiedy te pożyczone pieniądze będą spłacone?
   A ekspert odpowiada: Czy rzeczywiście wierzy pan, że spłata musi nastąpić?...
   Jakiż to kolejny, ciekawy temat do testowania pretendentów na „mężów stanu”! Czy sądzą, że taka spłata musi jednak kiedyś nastąpić – czy też podzielają opinię „eksperta”, sugerująca, że nic podobnego?...
   Jeśli „ekspert” ma rację – mielibyśmy do czynienia z niebywale radosną sytuacją: można zaciągać długi, bo żadna spłata nie musi nastąpić! Toż to prawdziwa rewolucja w finansach, w ekonomii, ba – w całej dotychczasowej cywilizacji pieniądza: spłata długu nie musi nastąpić!
   Wprawdzie bez obrazy własnej inteligencji należy sobie zadać pytanie, kto w takim razie pożycza te pieniądze i w jakim celu, jeśli wie, że „spłata długu nie musi nastąpić”? Czy to jakiś lichwiarz-idiota? Chyba nie. Więc może nie pożycza żadnych „pieniędzy”, tylko jakieś bezwartościowe papiery? To już bardziej możliwe, ale na co w takim razie liczy? Na jaki zysk? Na same tylko odsetki, ale w bardziej konkretnych walorach? Jakich? Może w nieruchomościach? O już chyba prędzej w nieruchomościach, bo przecież nie w tych bezwartościowych papierach, które nam pożycza... Psiakrew: z czego popłacimy kiedyś te długi, albo chociaż te odsetki od nich? Jacyś Niemcy zaproponowali Grekom, żeby spłacili swe długi kilkoma greckimi wyspami, no ale my mamy tylko wyspę Wolin. Mało... Dopłacimy Śląskiem i Gdańskiem? Szczecińskiem?... Trzeba o to koniecznie pytać polityków, posłów, senatorów, zwłaszcza pretendentów na prezydenta. Chyba mają na ten temat jakieś własne przemyślenia?...
   Oczywiście – długi można prolongować: zaciągać nowe, żeby spłacać stare. Jednostce łatwiej: w końcu umrze, więc albo komornik zajmie majątek, albo – jeśli dłużnik przed śmiercią szczęśliwie zdąży wszystko przepić – wierzyciel straci. Ale państwo przecież umrzeć nie może – albo więc narastający dług spłacać będą kolejne pokolenia, wpychane w postępującą nędzę, albo zacznie się zajmowanie majątku. Najpierw państwowego, potem prywatnego, obywatelskiego... Co by, dajmy na to, pretendent Olechowski proponował: włożyć ten garb na nas i na nasze dzieci – czy raczej oddać od razu ten Śląsk, Gdańsk czy szczecińskie?... A co o tym sądzi kandydat Komorowski? Nałęcz?... Wybitny socjalista niemiecki, Adof Hitler, który zapożyczył Niemcy u lichwiarzy, wybrał ciekawe rozwiązanie: kasował swych lichwiarzy! Ale czy minister Klich ma, powiedzmy, wystarczająco dużo czołgów, żeby skasować przynajmniej ten czy inny zagraniczny bank? Chyba nie. Nie jest dobrze.  A co o takim rozwiązaniu sądzi pretendent Szmajdziński, albo pretendent Dorn? Co do pretendenta Szmajdzińskiego – lewica komunistyczna jeszcze nie tak dawno dążyła do stanowczej likwidacji imperialistycznych wierzycieli, ale nie wiadomo, czy pretendent jeszcze o tym pamięta. Co do pretendenta Dorna – plecie o jakimś „dekalogu prezydentury”, ale przecież niech nie obraża naszej inteligencji: Dekalogu to każdy powinien przestrzegać, bez względu na to, czy jest, czy nie jest prezydentem... Chodzi o to, kto i z czego będzie spłacać te długi.
   Jest jeszcze jeden sposób na spłatę: kazać obywatelom pracować dłużej, na przykład do 70,75 albo i 80 lat, a w tym czasie rabować ich „przymusową składką emerytalną” powiększoną z dzisiejszych 45 - do 65 , 70 czy 80 procent każdej pensji! Być może obietnica takiego „pakietu ustaw” uspokoiłaby wierzycieli – przynajmniej o czasu, aż diabli zaczną brać gospodarkę opartą na takim „modelu socjalnym”, oznaczającym niewolnictwo gorsze niż w starożytnym Rzymie. Wtedy upomną się o konkretniejsze formy zapłaty, i wszystko wskazuje, że od tych nieruchomości, od tego majątku trwałego, od tego Śląska czy Pomorza nie uciekniemy...
   Jak widać – nie brakuje poważnych pytań do „poważnych pretendentów”. Potrzebna tylko odwaga, by je zadawać publicznie i uważnie wsłuchiwać się potem w odpowiedzi: czy aby nie będą obrażać naszej inteligencji. Bo jak będą, to sprawa jasna: Poszli won!

                                                                  Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »