Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

piątek, 14 grudnia 2018 r.
Strona główna
Na przednówku politycznym PDF Drukuj Email
18.04.2010.

                 Na przednówku politycznym

 *Co to jest „skrajny przypadek”? * Izolacjonizm w warunkach globalizmu...

 *Lobby żydowskie – oficjalną agenturą? * Tusk jako struś „real-polityki”

 

 („Najwyższy Czas”, 20 marca 2010)  Chyba nie należy przywiązywać nadmiernej wagi do deklarowanych przez Amerykę „sojuszy” i „strategii militarnych” pamiętając o doraźnej i praktycznej amerykańskiej dyrektywie: „Czy to nasz sukinsyn, czy cudzy?” – nie mniej jednak każda deklarowana „strategia” o czymś świadczy. Właśnie ekipa Obamy ogłosiła nową strategię: „użycie broni atomowej przez Amerykę nastąpi tylko w skrajnym przypadku”. Jeszcze za rządów Busha jr. obowiązywała inna strategia: Ameryka użyje broni jądrowej wszędzie na świecie, gdy uzna to za „niezbędne dla obrony Ameryki”. Czym różni się „skrajny przypadek”  od  „niezbędnego dla obrony Ameryki”?
   Nową strategię potraktować można jako szczególny przypadek strategii starej, jako skrajne zawężenie strategii starej. Niewątpliwie najbardziej „skrajny przypadek” z możliwych to taki, w którym Ameryka zostanie zaatakowana, ale już nie byle gdzie, gdzieś tam w szerokim świecie, lecz tylko – największa skrajność z możliwych– na własnym terytorium! Tak można zdefiniować prawdziwie „skrajny przypadek”. Zatem nowa strategia Obamy oznaczałaby wycofanie się Ameryki z silnej reakcji w całym świecie. Oznaczałaby coś na kształt powrotu do izolacjonizmu w warunkach globalizacji.    
   Jeśli zderzyć z tą nową strategią najnowszy pakt  „Start II” z Rosją o redukcji ładunków nuklearnych i rezygnację z budowy „tarczy obronnej” – mamy mocną zapowiedź amerykańskiej rejterady. Być może rejterada ta jest skutkiem głębokich i żmudnych przemyśleń amerykańskich startegosów („i myśleli miesiąc cały aż im j... posiwiały”),ale bardziej prawdopodobne, że te przemyślenia są skutkiem kontrofensywy rosyjskiej. Po pierwsze: Rosja znalazła odpowiedź na amerykańskie „wojny gwiezdne” (niszczenie rosyjskich rakiet atomowych  k r ó t k o  po starcie) -  w postaci rosyjskich rakiet wielogłowicowych (które  wcześniej jeszcze, bo  t u ż  po starcie rozszczepiają się na wiele mniejszych); po wtóre: w ostatnich latach amerykański wywiad został – z udziałem szpiegów izraelskich – sprzedany wywiadowi rosyjskiemu, a tego nie da się odbudować w kilka lat...; po trzecie – kosztowne uwikłanie w Irak, po czwarte – „walka z terroryzmem” w Afganistanie i gdzie indziej (gdy nie da się wykluczyć, że ów „terroryzm” wspiera tak Izrael, jak Rosja – każdy w swym własnym interesie: Izrael – bo to pretekst do wikłania Ameryki w antyarabską politykę, Rosja – bo tak czy owak osłabia Amerykę na dłuższą metę). Niewesoła sytuacja...
   Znamienne jest przy tym wszystkim, że  Amerykański Instytut Badania Polityki Bliskowschodniej wystąpił ostatnio do Departamentu Sprawiedliwości o oficjalne uznanie czołowej lobbystycznej organizacji żydowskiej w Ameryce, Amerykańsko-Izraelskiego Komitetu Spraw Publicznych (AIPAC), za izraelską agenturę. Był już w najnowszej historii Ameryki podobny precedens prawny: jako agentów sowieckich rejestrowano w swoim czasie członków Amerykańskiej Partii Komunistycznej (nawiasem mówiąc: w tym wielu Żydów). Samo zarejestrowanie w charakterze agenta nie rodzi na gruncie prawa amerykańskiego żadnych sankcji karnych – do tego potrzebne są dowody szpiegostwa. Takie prawne uznanie za obcą agenturę niweczy jednak w oczach opinii publicznej nimb „partii politycznej” czy „organizacji niezależnej”, otaczający daną strukturę. Ta najnowsza inicjatywa „agenturalizacji” AIPAC zrodziła się wprawdzie na tle konfliktu amerykańskiego rządu z rządem Izraela w związku z planowaną rozbudową żydowskich osiedli w Jerozolimie – ale radykalizm tej inicjatywy jak na obecne warunki amerykańskie zastanawia: czy jest to aby jedyne tło tej śmiałej akcji polityczno-prawnej? Czyżby rodziło się jakieś przewartościowanie amerykańskiej polityki względem Izraela i świata arabskiego? Jak Pan Bóg dopuści to i z kija wypuści, a co dopiero z ekipy Baraka Obamy...
   „Pażiwiom-uwidim”, jak ostrożnie mawiają Rosjanie, których premier spotkał się właśnie w Katyniu z premierem Tuskiem. Tusk w swym wystąpieniu ani razu nie użył słowa „ludobójstwo”. A przecież właśnie przed tą kwalifikacją zbrodni katyńskiej bronią się władze rosyjskie i ta kwalifikacja jest jedyną poważną przeszkodą do „pojednania” – cokolwiek znaczyłoby to słowo w polityce. Tusk jednak znów schował głowę w piasek, a wystawił... – czy raczej nadstawił co innego. Ano, i tak można robić politykę, ale co to za polityka...
   „Łatwiej przeżyć śmierć ojca, niż utratę ojcowizny”... Śmierć „ojca ojczyzny”, strasznego Stalina, Rosjanie jakoś przeżyją, zwłaszcza, że zwalono na niego całą odpowiedzialność za komunizm, tym samym uwalniając od odpowiedzialności dziesiątki tysięcy „staliniątek” mniejszych i „cały żywioł drobniejszego płazu”. Jeszcze tam ten i ów tęskni za „Słońcem narodów”, ale miliony dawnych komunistów są w gruncie rzeczy zadowolone: im większe, bardziej totalne potępienie samego Stalina ( a i to nie, bo ledwo anonimowego „stalinizmu”) -  tym więcej bezkarności dla nich samych jako wielkich, średnich i małych pomagierów. (Denazyfikować to można było pobite Niemcy, ale przecież nie wolno dekomunizować  zwycięskiej Rosji...) Więc czort z utratą „ojca” - gorzej, gdyby przyszło naruszyć „ojcowiznę” i płacić odszkodowania z majątku państwa, którym władają dziś – co tu dużo mówić -  służby. KGB-iści nie po to owładnęli tym majątkiem, żeby z niego płacić jakieś odszkodowania za ludobójstwo, tworząc, o zgrozo, niebezpieczny precedens: już tam chętni ustawialiby się w długiej,kostownej kolejce narodów!... Toteż katyńskie wystąpienie premiera Putina adresowane było nie tyle do nas, Polaków -  ile do własnego zaplecza politycznego, dzięki któremu sprawuje władzę: głównie do służb rosyjskich, nie zlustrowanych spadkobierców NKWD. I temu właściwemu zapleczu swej władzy premier Putin powiedział to, co zaplecze to chciało usłyszeć: że nie będzie prawnej kwalifikacji zbrodni katyńskiej jako ludobójstwa ( w domyśle: i innych podobnych, popełnionych pod władzą sowiecką), że trzeba wreszcie przestać żyć historią i już tylko „budować przyszłość”, w której to przyszłości nie będzie już miejsca na jątrzące, reakcyjne kwestie skruchy, zadośćuczynienia, poszukiwania winnych, rozliczeń,  odszkodowań...Jakże pomylili się ci „obserwatorzy”, co to spodziewali się choćby słówka „przeprosin”! Bo i, prawdę powiedziawszy, przecież nie o te „przeprosiny” chodzi: chodzi o to, czy władze obecnej  Rosji jako prawnej następczyni Rosji sowieckiej traktują Polskę jako naród pełnowartościowy, wobec którego - z racji popełnionego ludobójstwa – mają zobowiązania prawne, czy też uważają, że takie zobowiązania mogą mieć na przykład Niemcy wobec Żydów, ale Rosja wobec Polaków – już nie. Stawiałoby to nas, co tu dużo mówić, w pozycji nie tylko narodu, ale i państwa „mniej wartościowego”, z wszelkimi możliwymi konsekwencjami.
   W kontekście amerykańskiej „cofki w izolacjonizm” wygląda na to, że Europa środkowa przechodzi w ręce strategicznych partnerów, Berlina i Moskwy. Czy w czerwcu, w Moskwie, obwieszczone to zostanie nam bardziej oficjalnie?

                                                     Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »