Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 24 czerwca 2018 r.
Strona główna
Operacja "Repeta" PDF Drukuj Email
22.04.2010.

                 

                  Operacja „Repeta” (opowiadanie political-fiction)

   Gdy do szefa jednego z pionów GRU, Waysla Wasilewicza Dokuczajewa dotarła informacja z Departamentu Polskiego Rozpoznania Europejskiego, że za dwa miesiące przygotowywany jest wyjazd polskiej delegacji na uroczystości katyńskie, z udziałem prezydenta, najważniejszych urzędników jego Kancelarii i najwybitniejszych przedstawicieli parlamentarnej opozycji, będącej zapleczem prezydenta wobec koalicji rządzącej – kazał podać sobie butelkę starego koniaku gruzińskiego i „nie łączyć go z nikim przez trzy godziny, chyba, że będzie coś nadzwyczajnego, co nie może czekać”.
   W istocie, Wasyl Wasilewicz Dokuczajew miał co rozważać...
   Gdy przed kilkoma laty rządy w Rosji obejmował ponownie stary KGB-owski wyjadacz, z prawie dwudziestoletnim stażem w służbach, Płaton Płatonowicz Bladiszczew, zwołał słynną naradę służb specjalnych. Dokuczajew wiedział, że z Bladiszczewem nie ma żartów, mimo pierestrojki, głasnosti i postępów demokratyzacji... Gdy, nie tak dawno, Dokuczajew pracował w komunistycznej jeszcze Polsce generała Jaruzelskiego i Kiszczaka, w ambasadzie, pod przykrywką – zetknął się kiedyś z ciekawym określeniem Bladiszczewa, wówczas jeszcze agenta średniej rangi w innym nieodległym kraju. Jeden z kolegów, pracujących na odcinku niemieckim, przyjaciel Bladiszczewa, określił go w rozmowie z Dokuczajewem jako „ naszego, rosyjskiego kapitana Piotrowskiego”: było to zaraz po zlikwidowaniu pewnego reakcyjnego księdza w Polsce. Ten przyjaciel, wówczas porucznik, powiedział Dokuczajewowi, wówczas majorowi: -Gdyby tego Piotrowskiego nie wyznaczyli wtedy do tej brudnej roboty, gdyby nie przeznaczyli go potem na kozła ofiarnego, zaszedłby wysoko... Kto wie, czy nie zostałby później ministrem w tej całej „niezawisimoj Polszy” po „okrągłym stole”. Nasz Bladiszczew to też bardzo silna osobowość, całą duszą oddana służbom.
    I właśnie na tamtej odprawie ze służbami, gdy Bladiszczew –„silna osobowość” - był już premierem Rosji, pośród innych „wiążących dyrektyw” przekazał i tę, odnoszącą się do Polski: „Dokładać wszelkich starań, by po ich okrągłym stole osłabiać rolę nacjonalistycznej opozycji w Polsce”.
    Dokuczajew był właśnie odpowiedzialny za „odcinek Polski” i stąd brał się dzisiaj jego wielki problem...
    Od swych podwładnych powziął niedawno informację, brzmiącą bardzo wiarygodnie, że za dwa miesiące prezydent Polski, przedstawiciel obozu nacjonalistycznego, wraz z najbliższymi współpracownikami i najwartościowszą kadrą nacjonalistycznej opozycji parlamentarnej, wybiera się do Katynia na „osobne uroczystości polskich nacjonalistów”. Osobne – bo wcześniej premier Bladiszczew zaprosił premiera rządu polskiego, liberalnego euro-oportunistę,  na odrębne „uroczystości pojednania”, aby z tej okazji zaprezentować własną „politykę historyczną” i oddalić od Rosji wszelką możliwą odpowiedzialność za rosyjskie ludobójstwo. A zatem nacjonalistyczny prezydent Polszy przybędzie do Katynia osobno! Nadarzała się wielka okazja...
    Dokuczajew wydał natychmiast stosowane polecenia, bo „zabezpieczyć operacyjnie” te „odwiedziny”, uwzględniając „wszelkie możliwości operacyjne, jakie stwarza dla nas ta wizyta”. I tydzień wcześniej zameldowano mu o tych możliwościach, a wśród nich znalazła się interesująca, acz radykalna propozycja: „Możliwość katastrofy podczas lądowania”.
    Dokuczajew nie był radykałem, zwłaszcza odkąd awansował w służbach i musiał uwzględniać bardziej niż kiedykolwiek „kontekst polityczny”. Teraz nie był już zwykłym „razwiedczykiem” – był „razwiedczykiem-politykiem”.
    Gdyby był „greenhornem” – poprosiłby o nadzwyczajne spotkanie z samym premierem Bladiszczewem i przedłożył sprawę otwarcie: „ Jest okazja, panie premierze, by całą tę nacjonalistyczną opozycję w Polsce poważnie osłabić”.
   Ale Dokuczajew nie był już zwykłym kagiebistą – był już także politykiem.
   Zwracać się z taką propozycją bezpośrednio do premiera Bladiszczewa oznaczałoby wtajemniczać go w operację, więc zarazem czynić go współodpowiedzialnym na wypadek możliwego niepowodzenia, wpadki, kompromitacji...        Tak się nie robi na tym szczeblu. Na tym szczeblu trzeba przede wszystkim prawidłowo odczytywać intencje i życzenia zwierzchności, wstrzelić się w zapotrzebowanie polityczne, a potem... Cóż: zawsze jest ryzyko. Można zebrać pochwały, ordery, awanse – można i zostać zdegradowanym. Oczywiście – zwierzchność będzie bronić do ostatka, będzie motać śledztwo i plątać końce, ale gdyby, jakimś cudem, sprawa wyszła jednak na wierzch, to on, Dokuczajew, byłby jedynym winnym. Kozłem ofiarnym. Dokuczajew aż wzdrygnął się...
    Ale pokusa była niebywale silna. No i ta dyrektywa: „Czynić wszystko, co możliwe, by osłabiać nacjonalistyczną opozycję”. W razie czego można się zasłaniać taką dyrektywą. No bo jak interpretować sformułowanie „Wszystko, co możliwe”?...Jak wszystko, to wszystko... Tak przynajmniej można to rozumieć...
   Dlatego, wpółleżąc na kanapie i popijając zwolna koniak, Dokuczajew rozważał teraz cały kontekst polityczny.
   Amerykanie wycofują się z polityki w Europie, pozostawiając ją obydwu strategicznym partnerom. To sprzyjający nam element polityczny.
    -Niemcy – analizował dalej Dokuczajew – wspierają nas w ograniczaniu amerykańskiej obecności z Europy, chcą przecież odbudować swą Bundeswehrę uwolnioną od NATO-wskiej, więc amerykańskiej kontroli... Chcą zarazem odzyskać gospodarczą i polityczną kontrolę nad swymi wschodnimi ziemiami, jakie utracili po wojnie. Ten polski nacjonalizm stoi na przeszkodzie niemieckim dążeniom...Zatem, jeśli zamach się powiedzie, Niemcy będą po naszej stronie... Amerykanie też nie powinni awanturować się zbytnio: w końcu dali nam i Niemcom wolną rękę w tej części Europu, odkąd wycofali się z projektów tarczy obronnej w Polsce i Czechach... Jeśli premier Bladiszczew tak mocno naciskał na Amerykanów w tej kwestii, będzie chyba zadowolony z mojego przedsięwzięcia... Sojusznicza, niemiecka agentura w Polsce jest silna, zwłaszcza w mediach: będzie więc neutralizować wrzask, jaki się niewątpliwie podniesie... I my też mamy jeszcze co nieco do powiedzenia w polskich mediach, zwłaszcza w pewnej dużej, wpływowej stacji telewizyjnej...

   Ten możliwy „wrzask” niepokoił jednak Dokuczajewa: zarepetować im „mały Katyń” w 70 lat po „dużym Katyniu”, i to w tym samym Katyniu, ach, jakże to szalenie ryzykowane, ale zarazem – jakie wspaniale, jakie pociągające!

   Bo chociaż nie zabraknie głosów, które zaraz oskarżą nas powtórnie – to przecież nie zabraknie i takich, którzy powiedzą: „Nie, to niemożliwie, żeby tak bezczelnie powtórzyli Katyń!”. Zwłaszcza – kalkulował Dokuczajew - w obozie „europejczyków”, gdzie mamy wielu naszych agentów, zwycięży najprawdopodobniej opcja „pojednania ponad przeszłością”, „nie zadrażniania” stosunków z Rosją w nowej międzynarodowej sytuacji... Zwłaszcza, gdyby nasza strona, tuż po mojej akcji, a nawet jeszcze nieco wcześniej, zaczęła okazywać Polaczkom jakąś nadzwyczajną „serdeczność” – stłumilibyśmy ewentualne podejrzenia...

   ...Dokuczajew wahał się. Trzeba by jeszcze upewnić się, w jaki właściwie ton zamierza uderzyć premier Bladiszczew na katyńskim, wcześniejszym spotkaniu z tą polską marionetką w roli premiera. Jednak już sam fakt, że premierowi Bladiszczewowi udało się podzielić uroczystości katyńskie na dwie, osobne odsłony – ułatwiał Dokuczajewowi „odczytanie intencji” swego premiera: podawał mu przecież w ten sposób niemal jak na tacy te drugie obchody, urządzane już wyłącznie przez polskich nacjonalistów!...

                                           * * *

 W następnych dniach Dokuczajew badał i sondował najbliższe otoczenie premiera Bladiszczewa. Dyskretnie rozmawiał z jego kilkoma doradcami, rzecz jasna nie wprost, ale dyplomatycznie, na wysokim poziomie abstrakcji, ale jednak z niezbyt skrywaną intencją: jak właściwie premier ocenia obecnie nacjonalistyczną prezydenturę w Polsce i jej polityczne zaplecze?... Czy w nowej sytuacji międzynarodowej to poważna przeszkoda w realizacji naszych celów strategicznych, czy raczej jedna z tych przeszkód, które mogą jeszcze poczekać?... Czy w najbliższych dniach premier Bladiszczew wykona jakieś gesty „pod Polaczków”?...
   Odpowiedzi doradców premiera Bladiszczewa, równie dyplomatyczne i na równie wysokim poziomie abstrakcyjnych rozważań, były jednak dość jednoznaczne: w Polsce wokół ośrodka prezydenckiego i nacjonalistycznej opozycji buduje się coraz silniejszy obóz polityczny... Ten przyczółek nacjonalizmu umacnia się niebezpiecznie, zyskuje powoli ale systematycznie społeczne poparcie... Jest to raczej tendencja trwała, którą coraz trudniej jest hamować, blokować i powściągać naszej rosyjskiej agenturze wpływów i agenturze sojuszniczej, niemieckiej. Są pewne nadzieje, że w tej nowej sytuacji politycznej w to powściąganie włączy się teraz i agentura amerykańska, ale nie jest to pewne... Nacjonaliści w Polszy mogą wygrać nie tylko zbliżające się wybory prezydenckie, ale, co gorsza, także przyszłe wybory parlamentarne, jeśli ta tendencja będzie się umacniać...
   Dokuczajew już nie wahał się. Zwłaszcza, że jeden z ważniejszych doradców premiera Bladiszczewa dziwnie uśmiechnął się podczas  rozmowy, jakby niechcący, domyślnie zmrużył jedno oko i poklepał Dokuczajewa po plecach, dodając: Nic nie zmieniliście się, towarzyszy Wasylu Wasilewiczu, wiemy, że każda Rosja może na was zawsze liczyć i to w was wysoko cenimy...

                                          ***

 Strona techniczna przedsięwzięcia była znacznie łatwiejsza. Jej punktem centralnym byłoby wprowadzenie w błąd pilota na tym niewielkim, kiepsko wyposażonym technicznie lotnisku, często nawiedzanym przez mgły, otoczonym lasem, z krótkim lądowiskiem, gdzie pilot dużego, ciężkiego „pasażera” zdany jest niemal wyłącznie na wieżę kontrolną... Nu, sztoż – wieża kontrolna może nagle zamilknąć, w najważniejszym momencie... Jest też pewna ciekawa właściwość języka rosyjskiego: można podać wysokość rozwlekając słowo, na przykład „wosiem...diesjat” i bądź tu mądry, Polaczku, czy to „osiem...dziesięć”, czy „osiemdziesiąt”... Można też na drzewach powiesić mylne sygnalizacje, a potem szybko zdjąć...  Ale szczegóły trzeba pozostawić towarzyszom od „techniki”. Oni wiedzą najlepiej: fachowcy pierwszej klasy światowej.

                                          ***

 Uroczystości żałobne były wspaniałe! Bił dzwon Zygmunta, na Wawel, do Krakowa ściągnęli „wybitni przywódcy” z jakże wielu krajów świata. Wychwalali teraz zmarłych, zwanych jeszcze niedawno „kaczystami”, „siewcami nienawiści”, a nawet „faszystami”! Wszyscy współczuli i kochali „Polaczków”, zachęcali ich do „pojednania” i „jedności” z każdym i za wszelką cenę... Ach, niech czują się dowartościowani, dopieszczeni!... Bezpieczni... Gesty niewiele kosztują.
   Potem wszystko powróciło do normy. Budowa gazociągu podbałtyckiego robiła szybkie postępy, strategiczne partnerstwo Berlina i Moskwy umacniało się raźnie, w pozostawianej przez Amerykę środkowoeuropejskiej próżni otwierało się pole dla strefy buforowej pomiędzy obydwoma strategicznymi partnerami. Zapadały dalej wyroki sądowe, przyznające Niemcom własność na obszarach dawnej „marchii wschodniej”, mnożyły się też wyroki „za nadużycia wolności słowa”, tworzące nowe precedensy prawne, pod pstrym, chwiejnym i dziurawym parasolem Traktatu Lizbońskiego. Do Trybunału w Strasburgu dotarło wreszcie powództwo w sprawie zdjęcia krzyża w pewnej szkole na Pomorzu, a w ramach unijnej „deklaracji praskiej” jedna z żydowskich organizacji z przedsiębiorstwa „holocaust” skierowała wniosek o zapłacenie „odszkodowania” przez Polskę. W Instytucie Pamięci Narodowej, pod nowym kierownictwem, wydano publikację „Zbrodnie endeckie przeciw lewicy laickiej”, szeroko chwaloną w „Gazecie Wyborczej”. Rozpoczęły się pierwsze dyskusje, jak mają być przeliczane pensje dotąd złotówkowe na przyszłe pensje w „euro”...

                                        * * *

 ...Jakoś tak w czerwcu Wasyl Wasilewicz Dokuczajew, właściwie nie wiadomo dlaczego ( bo lakonicznie uzasadniono to „długoletnią, nienaganną służbą”) odznaczony został najwyższym odznaczeniem państwowym i awansem do stopnia generał-majora. Wkrótce przeszedł na zasłużoną emeryturę, na której rychło zmarł „na wylew”. Co do nazwisk „kontrolerów z wieży” – dziwnym trafem uszły uwadze opinii publicznej, więc i dalsze ich losy nie zostały poznane.

                                                                      Marian Miszalski

 

 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »