Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
czwartek, 16 sierpnia 2018 r.
Strona główna
Tajemnicze zniknięcie posła Palikota PDF Drukuj Email
13.05.2010.

                       Tajemnicze zniknięcie posła Palikota

*Słuszna racja redaktora Króla*Klucz do PO* Fachowcy: Dmochowska, Klich...

           *Obetnij sobie emocje! * Za trzydzieści lat, jak dobrze pójdzie...                     

                   

 („Najwyższy Czas”) Marek Król ma racje: nie poleci orzeł w GW-no. Mimo wolności słowa (już niedługo?...) nawet kabaretów politycznych nie ma, tylko jakieś popisy facetów z poczuciem humoru ciężkim jak ołów: exemplum „Szkło kontaktowe”.... A gdzie „Ale plama” Rywińskiego i Piaseckiego?  Najwyraźniej kultura musi osiąść na dnie, żeby się odbić: gdy Polska pozbędzie się PRL-owkiej „resztówki”. To może potrwać dziesiątki lat, ale, wiadomo – nadzieja umiera ostatnia. W tych „smutnych okolicznościach przyrody” – jak mawiał Jan Himilsbach – pora może powrócić do źródła, do pieśni dziadowskiej i kupletów ludowych:

                     „Siekiera, motyka, Tusk, Sobiesiak,

                      Jacek Kuroń - płk Lesiak,

                      Piesiewicz, „koka”, dziwka, dykolt

                       - rany boskie: gdzie Palikot?!”...

  Bo właśnie w ostatnich tygodniach tajemniczo zniknął z mediów jeszcze niedawno tak popularny, wzięty i rozchwytywany poseł Palikot. Przed „repetą gibraltarską” pod Smoleńskiem nie było dnia, żeby nie zlustrowani żurnaliści nie roztrząsali każdego jego pierdnięcia, a teraz, proszę: oficerowie prowadzący ani im pozwolą pokazać Palikota, nawet z daleka...
   Myślę sobie: może znajdę Palikota u Olejnikowej? – ale gdzie tam!... Może u Sekielskiego i Morozowskiego? Też nie.. Co, u diabła? Może u Lisa? Akurat! Może więc u Pochanke? Też nie... Zaczynam się martwić: może u Żakowskiego? Może mu Michnik pozwolił? Nie, u Żakowskiego też go nie ma! Ba, nawet w samej żydowskiej gazecie dla Polaków też go nie ma! Któż to obłożył Palikota takim cenzorskim zapisem? Dlaczego?...
   Jak zawsze, gdy rozwikłujemy zagadki dzisiejszego czerwonego salonu, wszystkich tych bermaniątek, fejginiątek, kapepiątek i „elementów socjalnie bliskich” im – odwołać się musimy do analizy marksistowsko-leninowskiej.
    Podpowiada nam ona, że „mówimy Partia – myślimy Lenin”. To jest klucz do naszej zagadki, do tajemniczej nieobecności posła Palikota tam, gdzie przedtem trudno było nie splunąć, żeby w niego nie trafić.
   Mówimy bowiem Palikot – myślimy Niesiołowski, myślimy Niesiołowski – mówimy Sikorski, mówimy Sikorski – myślimy Komorowski, myślimy Komorowski – mówimy Tusk, mówimy Tusk – myślimy Drzewiecki... Przy takich słusznych skojarzeniach pokazywanie Palikota w mediach uszczuplałoby elektorat Komorowskiemu przed wyborami prezydenckimi i dlatego oficerowie prowadzący „gwiazdy” medialnej politgramoty „zdjęli” im Palikota z wizji i fonii. Także Niesiołowski dozowany jest teraz nader oszczędnie: gdy już musi jako wicemarszałek być pokazany... Tylko w przypadku Komorowskiego (autora słów „Jaki prezydent, taki zamach”) jest już za późno: „Bronek idziesz, Bronek musisz!”...
   Zobaczymy, jak daleko ten „sołtys Kierdziołek” łże-liberałów ujdzie...
   W tych smutnych okolicznościach przyrody, gdy mówimy Palikot a myślimy Niesiołowski, gdy mówimy Niesiołowski a myślimy Tusk, gdy mówimy Tusk a myślimy Drzewiecki, gdy myślimy Drzewiecki a myślimy Komorowski... – i tak dalej – to ogarniamy w zasadzie  całą Platformę Obywatelską.   
...Reasumując: mówimy Palikot – myślimy Platforma Obywatelska. Ach, bądźmy jeszcze bardziej zwięźli: mówimy PO - myślimy Sobiesiak! Myślimy: Rycho!
   Dlatego nie mamy coś ostatnio przyjemności oglądać ani słuchać posła Palikota.
   Oczywiście, wycofano go tylko na czas kampanii wyborczej. Wrychle powróci.
   Na szczęście możemy sobie rekompensować jego nieobecność, sięgając właśnie po metodę leninowską: widząc Komorowskiego – pomyślmy o Palikocie czy Niesiołowskim... No a Komorowskiego będziemy teraz często  widywać.
   Jeszcze nie ostygły zwłoki ofiar „drugiego Gibraltaru”, gdy Komorowski delegował p.Michałowskiego do Kancelarii zmarłego prezydenta: juźci położono łapę  na archiwach „Aneksu” do „Raportu o likwidacji WSI”. Jeszcze nie ostygły zwłoki ofiar, gdy „zaginął” laptop prezydenckiego ministra Aleksandra Szczygły. Jeszcze nie ostygły zwłoki ofiar, gdy Komorowski zaczął przekształcać IPN w Orwellowskie „ministerstwo prawdy”, a wicedyrektor IPN (lekarka z wykształcenia – fachowiec czy politruk?), Dmochowska, wylansowana niegdyś przez fejginięta i bermanięta, ruszyła na gabinet Kurtyki... Najlepiej od razu zrobić szefem IPN Michnika: za rządów Mazowieckiego zdobył już chyba niezbędne doświadczenie w buszowaniu po archiwach i szukaniu haków?
   Tym nerwowym ruchom towarzyszy ton, podawany medialnym agentom przez oficerów prowadzących: żeby, broń Boże, kampanii prezydenckiej „nie towarzyszyły emocje!”...
Jakże to -  mamy więc sobie obciąć emocje? Gdy cała ideologia Platformy Obywatelskiej sprowadzała się do nienawistnego „dożynania watahy”, bez krzty szacunku dla argumentów i prawdy– teraz mielibyśmy wyzbyć się emocji, wyzbyć się najgłębszej pogardy dla poprzebieranych totalniaków?... Ba! Gdy z debaty publicznej usunięto pod rządami PO najważniejsze dla Polski tematy, pozostawiając w niej tematy zastępcze – mielibyśmy, jak durnie, ukontentować się tymi odpadkami?... Właśnie w tej kampanii, kampanii prezydenckiej, już nie czas na żadne debaty, ale na najszczersze emocje. W niej bowiem kumuluje demokracja, którą rządzą  służby, albo - właśnie emocje. Jako że trudno mieć minimalne choćby zaufanie do obecnych służb – trzeba zaufać własnym emocjom.
   Można, oczywiście, zamiast własnym emocjom zaufać „wnukowi swego dziadka”, przyjemniaczkowi Donaldinio, który w sejmowej „debacie” nie był w stanie wiarygodnie wyjaśnić, czemu nie poprosił stronę rosyjską o przejęcie śledztwa przez stronę polską. Podobno byłoby to „nieuprzejme” wobec strony rosyjskiej... Jak to – nieuprzejme? Przecież strona rosyjska gotowa jest nam nieba przychylić (nieba nad Katyniem?), żeby tylko wyjaśnić tę katastrofę... Tusk nawet nie spróbował sprawdzić, jak dalece?...
   Nic też dziwnego, że podczas „debaty” w Sejmie ława rządowa przypominała ławę oskarżonych. Zwłaszcza kierownictwo MON w osobie psychiatry Klicha (taki fachowiec, jak ta lekarka,Dmochowska, w IPN...) sprawiało przygnębiające wrażenie, rzec można - adekwatne do sposobu zarządzania tym ważnym przecież resortem...
   A tu, jakby „z boku”, dwie ciekawe informacje: podpisaliśmy z Rosją aż 30-letnią umowę na dostawy gazu, dokładnie na taki sam okres, jak Ukraina (w zamian za pozostawienie rosyjskiej floty czarnomorskiej). Czy stratedzy z Kremla obrachowali, że w ciągu tych 30 lat opanują ukraińskie „miateżnyje” ciągoty, a z Polski zrobią znów „bliską zagranicę”?
   Są sytuacje, gdy nie ma co dialogować jałowo na tematy zastępcze, i dlatego w ukraińskim parlamencie obserwowaliśmy prawdziwą, szczerą a nie jakąś zastępczą bójkę.
   Nie ma walki o prawdziwe wartości bez szczerych emocji.

                                                              Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »