Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 22 października 2018 r.
Strona główna
Przy nodze i między nogami PDF Drukuj Email
13.05.2010.

                      Przy nodze i między nogami

    *Czas zmiatania? *Dawnych wspomnień czar... *Tajemnice kokpitu  

      

  („Najwyższy Czas”, 12 czerwca 2010) Na czas kampanii prowadzący wzięli na krótką smycz Palikota i Niesiołowskiego, którzy teraz chodzą „przy nodze”, przy nodze Komorowskiego, a Palikot chyba nawet między nogami, bo w ogóle go nie widać... Między nogami – to chyba właściwe dla niego miejsce? Niesiołowski tymczasem zapowiada półgębkiem, że „ruch obywatelski zmiecie Kaczyńskiego”. Trudno powiedzieć, czy nawiązuje w ten sposób  do „ruchu wachowszczyzny” („kto nie z Mieciem tego zmieciem”), bo chyba nie do „Ruchu”? Nie da się jednak wykluczyć, że tym „zmiataniem” Niesiołowski nawiązuje dziś do „Międzynarodówki”: „Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata”...; niechęć Platformy Obywatelskiej do IPN, prawdy, jej śladów w archiwach jest w końcu widoczna i rywalizować może jedynie z niechęcią „michniowszczyzny”, bermaniątek i fejginiątek. I Niesiołowski między prorokami!...
   Ale – pażiwiom, uwidim – zobaczymy, kto tam kogo i kiedy będzie zmiatał...Byle tylko wyrok sądowy w sprawie z powództwa NBP nie zmiótł wicemarszałka wraz z jego pałacem w Mrodze, pod Łodzią!
   Ale ja mam do Niesiołowskiego pewien sentyment. Wynika on stąd, że  przeprowadziłem z nim w 1992 roku wywiad-rzekę, który ukazał się w książce pt. „Z więzienia do Sejmu. Niesiołowski” (Zakład wydawniczy Liber, Łódź,1992) W tym wywiadzie tak wypowiadał się o środowisku politycznym Marka Edelmana, więc „michnikowszczyzny”: „Także już wtedy widoczna była u nich ta tendencja, by zmonopolizować władzę. Ten monolit, który potem rozbił Wałęsa i Kaczyński (...) on rodził się już wtedy. I już wtedy chciał zgnieść inne opcje czy nurty polityczne”.
    W innym miejscu Niesiołowski zwierzył mi się: „Poza tym widzę coś nieuczciwego w tym, że pewne środowiska – zwłaszcza związane z Unią Demokratyczną –ganią głośno „polski nacjonalizm”, rozumiany jako przywiązanie Polaków do polskiej tradycji, że postrzegają to jako „zagrożenie dla tolerancji” – a jednocześnie te same środowiska bardzo gorąco popierają wszystkie inne nacjonalizmy, zwłaszcza litewski, ukraiński, białoruski (...) Ja uważam, że bycie mniejszością narodową nie powinno rodzić żadnych przywilejów prawnych, nie powinno być w żaden sposób nagradzane prawnie (...)

Albo taka opinia sprzed 18 lat obecnego wicemarszałka:  „Proszę pamiętać, że część opozycji (i to wcale nie reprezentatywna dla całej opozycji!) zasiadła do rozmów w Magdalence, do „okrągłego stołu” w czasie, gdy w Rosji komunizm jeszcze nie upadł (...) warszawska lewicowa opozycja, która przywłaszczyła sobie miejsce przy okrągłym stole w Magdalence, była kompletnie nie przygotowana! Miało to – i ma nadal – ogromne konsekwencje dla Polski. Tymczasem oni zostali jedynymi beneficjantami Magdalenki – od razu otrzymali własną gazetę, „Gazetę Wyborcza”, ministerstwa (...) I za to zmonopolizowanie władzy – wespół z komunistami – są odpowiedzialni, bo wykorzystali ten monopol bez litości, bezwzględnie, tylko dla siebie (...)”.
   Czy jeszcze  taka: „Ja widzę różnicę między demokracjami tak: czy wartości chrześcijańskie będą obecne w życiu publicznym i w prawie – czy nie będą. Czy w Polsce, tak, jak to jest dziś w Stanach Zjednoczonych, Bóg obecny będzie w szkole, urzędzie, sądzie czy parlamencie – czy też Polska dołączy do tych demokracji europejskich, które zlaicyzowały się i w których państwo niechętne jest religii, a zasady chrześcijańskie nie mają wpływu na życie publiczno-prawne? Jestem optymistą z natury i myślę, że Polska nie stanie się (...) krajem elit laickich, które upodobniają się do sekt (...)”
   Jak widać – w 1992 roku pewne opinie Niesiołowskiego były trafne.
   Kiedy pytałem go, jakie partie zaliczyłby do ideowych? – odparł: „Na pewno Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, Unię Polityki Realnej (...) także Kongres Liberalno-Demokratyczny może się wykreować na partię ideową. Dziś jest jednak bezideową grupą ludzi przylepionych do Unii Demokratycznej (...)”.
   Dziś Niesiołowski jest członkiem PO, b.Kongresu Liberalno-Demoratycznego, zapewne poznał lepiej jej nalane i chętne ciało partyjne, a i partyjniackiego „ducha ideowości”. Duch partyjniacki, w przeciwieństwie do Ducha, nie flat ubi vult, tylko dyma tam, gdzie synekura, prywata, korzyść.  Ciekawe, czy Niesiołowski uważa dzisiaj, że Kongres jako PO „wykreował się na partię ideową”? Czy nie jest już do nikogo „przylepiona”?...Do b.WSI na przykład? I co z tą „bezideową grupą ludzi” – już nabrali idei? W siebie, czy tylko w usta?...
   Ale nie mam ochoty przeprowadzać z Niesiołowskim drugiego wywiadu-rzeki: dzisiaj nie brak mu okazji do wypowiadania się, a jak się wypowiada  – „to widać, to słychać, to czuć”. Chętniej dowiedziałbym się, co myślą sobie „Rycho”, „Zbycho” czy „Miro”, albo posłanka Sawicka. To już wolałbym dzisiaj z nimi przeprowadzać wywiady-rzeki bo wygląda mi na to, że mają w polityce do powiedzenia więcej, niż wicemarszałek Niesiołowski.
   Cóż: nie każda skorupka trąci na starość tym, czym za młodu nasiąknęła. Bywa, że później nasiąka czymś innym mocniej. Życie bywa skomplikowane. Powiadano przed wojną, że „kto za młodu nie był socjalistą, ten na starość zostanie łajdakiem”, ale dzisiaj już wiemy, że wielu młodych socjalistów na starość zostało  właśnie łajdakami, a bywają i młodzi konserwatyści, którzy na starość podobnie kończą, jak na przykład pewien hrabia z Wrocławia... I tylko dymek z papierosa...
   ...No a kto kogo zmiecie, z kim do spółki, w jaki sposób, jakim ruchem, czy znów pod Smoleńskiem, czy gdzie indziej?... – to już  przekonamy się.
   Kiedy słyszę jednak te buńczuczne proroctwa starzejącego się wicemarszałka – myślę sobie melancholijnie: tak, tak, rozum z wiekiem nie przychodzi, a „paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy”.
   Tym bardziej kusi dawnych wspomnień czar...
   A tu z konferencji prasowej Akredytowanego p. Edmunda Klicha dowiadujemy się, że zapisy rozmów pilotów prezydenckiego samolotu z ostatniej fazy lotu nie zostaną upublicznione, pozostaną „tajemnicą państwową”! Jasne: dobrze zaplątać węzeł, a końce do wody, w smoleńskie bagna... Podobno dlatego, że  - jak wyjaśnił Akredytowany - „piloci w trakcie lotu, wiedząc nawet, że są nagrywani, prowadzą też rozmowy prywatne, których nie wolno ujawniać”...
   Wiadomo: w ostatniej fazie lotu, podchodząc do lądowania we mgle, piloci nie mają nic innego do roboty, jak tylko opowiadają sobie intymne szczegóły z życia... – słusznie więc ich rozmowy w kokpicie rząd Tuska i Putina ochroni przed naszym wścibstwem, przed „polskim piekłem” i oszołomami lansującymi hipotezę o zamachu... Jaki rząd – takie tajemnice. Najlepiej byłoby utajnić skład samego rządu, czego zresztą jesteśmy dość bliscy: bo kto naprawdę rządzi tandemem Tusk-Komorowski? Powiedzieć, że „nierząd” - byłoby uprzejmością.

 

                                                                  Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »