Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
czwartek, 16 sierpnia 2018 r.
Strona główna
Końca świata nie będzie PDF Drukuj Email
20.05.2010.

                         Końca świata nie będzie

*Anielę irytują dodatkowe koszty * Ile zapłacimy za „pojednanie” z Rosją?

 *Kalendarz Majów contra szmal *Charyzma Kierdziołka * Co w arendę?...

                              
   („Najwyższy Czas”, 18 maja 2010) Można robić dobrą minę do złej gry, ale i złą minę do dobrej gry. Wściekłość kanclerzyny Merkel, wywołana niemiecką dopłatą do bankrutującej niby Grecji była taką „złością na pokaz” elektoratowi. Owszem – po ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego Niemcom mogło się zdawać, że to już koniec inwestycji niemieckich w polityczny instrument zwany Unią Europejską, że już za niemieckie pieniądze zbudowano dostatecznie sprawny instrument, żeby odzyskać utraconą wskutek przegranej wojny własność w „marchii wschodniej”, zagospodarować wedle własnych korzyści Europę środkowo-wschodnią (do spółki z Rosją), przystąpić do odbudowy własnej niezależnej od NATO armii – a w dalszej perspektywie wstąpić do Rady Bezpieczeństwa ONZ jako szóste mocarstwo. Czy aby te ambicje nie idą nawet dalej? Juźci na moskiewskiej paradzie z okazji Dnia Zwycięstwa obok siebie siedzieli Niemiec, Rosjanin i Chińczyk! Taki ci triumwirat szykuje się za naszego jeszcze pokolenia, taka oś polityczna: Berlin- Moskwa-Pekin. To i nie ma się co dziwić, że Amerykanie porzucili nas w uprzednio powierzonej roli dywersantów wobec strategicznych partnerów: mają poważniejsze problemy. Wojskowi nadto dopowiadają, że Rosjanie znaleźli odpowiedź na reaganowskie „wojny gwiezdne” w postaci rakiet wielogłowicowych, a wsypanie amerykańskiej siatki wywiadowczej w Rosji przez żydowskich zdrajców z pewnością osłabiło potężnie amerykańską czujność.
   Chociaż więc kanclerzyna wścieka się na pokaz o te 30 miliardów euro w gotówce, którymi trzeba póki co zaspokoić wierzycieli Grecji – jest to tylko niespodziewana, dodatkowa inwestycja w UE. W iście ekspresowym tempie równolegle wypłukano z powietrza aż 700 miliardów euro aby „uspokoić rynki finansowe”, to znaczy żeby wierzyciele nie domagali się zbyt nachalnie zwrotu forsy od Hiszpanii, Portugalii, Irlandii czy Włoch – przynajmniej dopóki Niemcy nie zrobią kolejnego kroku w odrabianiu swych powojennych strat. Ot, grając na czas trzeba za ten czas zapłacić niekiedy trochę więcej, niż początkowo planowano.
   Aliści okazuje się, że dla ratowania Grecji nie wystarczy 30 miliardów euro w gotowce – potrzebne jest w dłuższym czasie 110 milardów euro. Kto je wyłoży? A jeśli jeszcze posypią się – mimo 700 miliardów euro wypłukanych z powietrza – inni członkowie UE?... Nie ma co – trzeba będzie przyjąć Rosję do UE, a może i do NATO! Na przeszkodzie stoi Polska, która już „pojednała się” z Niemcami, ale jeszcze nie „pojednała się” z Rosją. Za pojednanie z Niemcami zapłaciliśmy „otwartą” kwestią własności na naszych Ziemiach Zachodnich oraz niemieckim „mecenatem” w UE, który doprowadził nas do stanu wskazującego na spożycie wielu łapówek i do utraty suwerenności. Polskie „pojednanie” z Rosją „otworzy” UE na Rosję, to znaczy: zasobni w surowce Rosjanie wezmą na siebie spłatę części długów członków brukselskiej wspólnoty („A czto u ws? A u nas gaz”), i w ten sposób kupią sobie legalne prawo decydowania o Europie wespół z Niemcami. Te spłatę zresztą przerzucą – na ile się da – na b.demoludy, które znów znajdą się w sytuacji malutkich braci Wielkiego Brata, a nawet dwóch Wielkich Braci.
   Wiele biedna Polska zapłaci, tym razem za „pojednanie” z Rosją?...
   Pewien znajomy pocieszał mnie niedawno:
   -Nie przejmuj się – powiedział – w grudniu tego roku ma nastąpić koniec świata.
Wyjaśnił, że kalendarz Majów kończy się właśnie na grudniu br., nasza Ziemia wejdzie wtedy w jakąś niesłychanie rzadką konstelację kosmiczną, jądro Ziemi rozmagnesuje się, nastąpią wielkie trzęsienia ziemi, gigantyczne erupcje wulkanów, których pył przesłoni Słońce... Już mnie prawie przekonał, gdy w instynktownym, intelektualnym odruchu samoobrony zaproponowałem:
   - Ja ci pożyczę 5 tysięcy złotych do końca grudnia br. Jeśli nastąpi koniec świata, to, oczywiście, nie oddasz mi tej forsy, co zjesz i zakąsisz, to twoje. Ale jeśli koniec świata nie nastąpi – oddasz mi te 5 kawałków, i jeszcze dołożysz drugie tyle. Zgoda?   
   Wiara mojego znajomego w  rychły koniec świata jakby przygasła...
   - No... – odparł – taki koniec świata może trochę potrwać...
   -Ile? – zapytałem – Miesiąc? Rok? Trzy lata czy dłużej?...
   I wspaniałomyślnie przedłużyłem mu termin proponowanej umowy o 5 lat. Niestety, nie zgodził się, chociaż prolongowałem do 10, nawet do 15 lat.  Odzyskałem więc wiarę nie tylko w długie jeszcze istnienie świata, ale i w siłę prawdziwego pieniądza: co tam wypłukane z powietrza 700 miliardów na „stabilizację Unii Europejskiej” - liczy się gotówka. Trzeba tylko zaopatrzyć się w broń i amunicję, żeby nas tak łatwo nie wyabortowali z własności, zanim nie przystąpią do eutanazji milionów golców, co to już oddali wszystko bankierom-lichwiarzom w ramach „odwróconej hipoteki”, żeby przeżyć „do pierwszego”. Pomni greckich i argentyńskich doświadczeń nie będziemy przecież walczyć o swoje pieniądze gołymi rękami z policją osłaniającą lichwiarskie banki?...
   ...Tymczasem p.Janusz Lewandowski, co to pozjadał wiele kolejnych brukselskich rozumów, powiada w pewnym wywiadzie, że nie da się wykluczyć, że i Polska – wraz z innymi d.demoludami - dołoży się do „stabilizowania UE”. Ba, panie komisarzu: chyba nawet głownie „Polska i inne demoludy”, bo i po co nas wciągano do tej UE?
   Świat zatem nie umrze, świat nadal „będzie się męczyć”, jak to powiada pewien Żyd w znanej anegdocie, ale „wspólnota europejska” wyraźnie zdycha. Rosyjski „udziałowiec” nie uratuje jej, on ją raczej przemodeluje na swój strój. U nas też już wielu modeluje się zapobiegawczo. Kandydaturę pana Komorowskiego będzie popierał generał Jaruzelski, a jak on – to i chyba generał Kiszczak także? Nadto poseł Gowin zapewnia, że „Komorowski ma charyzmę”, pewnie mu ją pokazał gdzieś w kuluarach sejmowych. Nam jeszcze nie pokazał, toteż na politycznej scenie komediowej sytuujemy jego charyzmę w okolicach charyzmy „sołtysa Kierdziołka” („Cie, choroba”) z PRL-owskiej audycji radiowej „Podwieczorek przy mikrofonie”. Wprawdzie Komorowski nie jest z chłopów, jest z hrabiów, ale... panie hrabio: co z tą reprywatyzacją? Na razie media doniosły, że hrabia spotkał się w Moskwie z Szymonem Peresem. O czym rozmawiali, nie wiadomo. Czyżby o jakiejś dożywotniej arendzie w ramach modelowania?
   A tu śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej przeobraża się w jakieś potworne urągowisko... Premier Donek, nagrodzony „Karolem Wielkim” (!) i charyzmatyczny hrabia Kierdziołek w roli p,o. prezydenta uprzejmie nawet nie wystąpili do Rosjan o przejęcie śledztwa przez stronę polską, więc w sprawie arendy też chyba uprzejmie ustąpią?
   Wciórności, cie choroba...

                                                         Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »