Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

wtorek, 23 października 2018 r.
Strona główna
Uroki życia na kredyt PDF Drukuj Email
19.06.2010.

                                Uroki życia na kredyt  

 *Jaki pan taki kram *Wirtualny szmal uratuje UE ? * Praca po śmierci...

 *Hipoteza hipotezie nie równa * W oczekiwaniu na straszne „sprawdzam”

                                 

(„Najwyższy Czas”,18 czerwca 2010) „Dobry zwyczaj – nie pożyczaj”. Porzekadło sięgające czasów naszych prababek i pradziadków, kiedy, owszem, był kredyt kupiecki, ale przeciętny obywatel nie żył na kredyt. W naszych czasach życie na kredyt upowszechnia się niebezpiecznie i wydaje się, że upowszechnienie to jest zjawiskiem towarzyszącym wypieraniu lepszego pieniądz przez gorszy i, w związku z tym, postępującej inflacji. Pieniądz pogarsza się nieustannie, a zwłaszcza odkąd w 1971 roku prezydent Nixon zniósł w Stanach Zjednoczonych, ostatnim bastionie „prawdziwego pieniądza”, pokrycie dolara w złocie. Odtąd już na całym świecie zapanował tzw. pusty pieniądz, bez żadnego parytetu w żadnym kruszcu. Co do inflacji – musi ona towarzyszyć nieuchronnie „pustemu pieniądzowi”, bo teraz to nie wydobycie i zasoby złota, ale decyzje władz politycznych kreują pieniądz. Stąd też jesteśmy świadkami „wyciągania złota z powietrza”, jak miało to miejsce ostatnio w Stanach Zjednoczonych (wypłukano ok.1,5 biliona dolarów) dla „ratowania przed kryzysem złych kredytów”, czy zupełnie niedawno w Unii Europejskiej, gdzie dla „ratowania przed kryzysem”, rzekomo wywołanym przez Grecję, „wypłukano z powietrza” ekstra ok.700 miliardów euro.
   Tak naprawdę nie chodzi, rzecz jasna, o żadne „ratowanie gospodarek”, ale o  ratowanie interesów złodziejskich banków i zblatowanych z nimi rządzących  demokratycznych „elit politycznych” obiboków; ten wirtualny, gigantyczny pieniądz, znjdywany nagle „jak się patrzy”, ma uspokajać nastroje społeczne i podtrzymywać wiarę w „stabilność gospodarczą”, ale gdy trzeba go znaleźć naprawdę, w znacznie mniejszych ilosciach – to, oczywiście, obkłada się podatkami obywateli. Najlepiej tych, co się jeszcze nie urodzili: ci nie zaprotestują, a urodzą się – już zadłużeni.
   Że przecież pod podszewką „stabilizowania finansów” poprzez tworzenie pieniądza z niczego kryje się obawa banków, iż ktoś wreszcie wypowie straszne słowo „sprawdzam” i ta gigantyczna, światowa piramidka zacznie się walić w gruzy – świadczy najnowsze promocja tzw. odwróconej hipoteki. Jest to też swoista forma kredytu, który nazwać można by „kredytem terminalnym”. Udzielenie zwykłego kredytu opiera się na przeświadczeniu  kredytodawcy, że jednak kredytobiorca będzie w stanie przeżyć kredyt, zachować pracę i ten kredyt spłacić; przejęcie majątku na poczet zaciągniętego długu  jest raczej  wyjątkiem. Przy „odwróconej hipotece”- mamy jakby i odwrotną sytuację: pożyczkodawca już z góry wie, że pożyczkobiorca nie będzie w stanie spłacić pożyczki za życia, więc od razu na jej poczet musi zapisać bankowi swoje mienie... Ten sam strach demokratycznych złodziei podpowiada im wydłużanie czasu pracy, wymaganego dla uzyskania emerytury. Trzeba zmuszać  „obywatela”, by pracował jak najdłużej, bo przecież póki pracuje – konfiskuje się mu prawie połowę zarobków pod pretekstem „przymusowej składki”. Niech tam krowa już zdycha ze starości, byle udoić z niej ten haracz! (Tylko patrzeć, jak opodatkują i nieboszczyków, a podatek „od czaszki” każą płacić rodzinie).   
   Ciekawa logika: „obywatel” ma pracować jak najdłużej, byle wycisnąć z niego ten haracz, ale żeby pracował „jak najdłużej” – trzeba mu wmawiać, że ma „zagwarantowaną” opiekę zdrowotną - stąd  przymus „ubezpieczenia zdrowotnego”; jest ono jednak w praktyce g... warte, bo wiadomo, jaka jest publiczna służba zdrowia na całym świecie; „obywatel” ma więc obowiązkowo pracować „jak najdłużej”, bo „państwo zapewnia mu opiekę zdrowotną”, ale że jest ona „g... warta” – tak naprawdę musi leczyć się za pozostałe pieniądze, jakie zostają mu, gdy już ściągną z niego przymusową „składkę emerytalną” i „przymusowa składkę ubezpieczenia zdrowotnego”... Takiego wyzysku nie znały chyba nawet ustroje zwane dziś przez postępowych historyków „niewolniczymi”...
   Swoisty signum temporis: jaki pieniądz, taka inflacja i takie postępujące zbiednienie ludności. Ale za tym „jaki pieniądz” kryje się przecież nie wolny rynek i normalna przedsiębiorczość, ale popierany przez „pełzający socjalizm” pieniądz coraz bardziej wirtualny, radośnie kreowany przez banki i skumane z nimi elity rządzące, dbałe już tylko o własne kieszenie. Zatem po „kryzysie amerykańskim”, który zagroził pośrednio Unii Europejskiej tak, że „wypłukała z powietrza” pierwsze 700 miliardów euro  - „kryzys grecki” zagroził jej teraz „bezpośrednio” i wypłukać musiała z powietrza kolejne 700 miliardów euro... Gdy wszyscy są zadłużeni po uszy – nie wiadomo, skąd i kiedy padnie to straszne słowo „sprawdzam”. Tym bardziej, że mimo „wypłukania z powietrza” prawie 1,5 biliona dolarów w Ameryce i niemal tyle samo euro w UE – niektórzy ekonomiści powiadają, że to ...dopiero wstęp! Że już wkrótce trzeba będzie wkrótce wypłukać jeszcze więcej, a i to bez gwarancji, że tę światową piramidkę da się podtrzymać. Nie wierzyłbym takim czarnowidzom gdyby nie fakt, że w 1980 roku amerykański ekonomista Murray Rothbard przewidywał kryzys amerykańskich finansów prognozując, że dla ich „ratowania” rząd wraz ze zblatowanymi bankami będzie musiał „wypłukać z powietrza” ok.1,6 biliona dolarów – chyba, że zdecydowałby się poświęcić lichwiarzy. Jako że prognoza tego ekonomisty sprawdziła się niemal co do joty i rząd nie poświęcił ani siebie, ani lichwiarzy – do czarnych prognoz finansowych podchodzę z większym zaufaniem, niż do optymistycznych prognoz „planowanego wzrostu gospodarczego”. Podobnie, jak hipotezę o rosyjskim zamachu na samolot prezydencki traktuję znacznie poważniej, niż wszelkie inne dotychczasowe hipotezy.
   Fakt, że minister finansów (!) p.Rostowski, zadłużony jest najbardziej spośród wszystkich ministrów tego rządziku, a minister Boni (zapomniałem jego ksywy bezpieczniackiej)  jest drugi w kolejce - też ma swoją wymowę... Czy po ewentualnej zmianie rządu obydwaj ci dżentelmeni podpiszą z jakimś bankiem umowę o „odwróconej hipotece”? Jak informuje prasa, p.Rostowski miałby co zastawić: nieruchomości o wartości co najmniej 3,5 miliona złotych. Ciekawe, w jaki sposób skromny wykładowca ekonomii skromnych szkół angielskich doszedł do takiego majątku... Z panem Boni gorzej: jakby skazany już był na posady rządowe.. Mówią „dobry zwyczaj –nie pożyczaj”, mówią też: „jaki pan - taki kram”.

                                                                 Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »