Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

wtorek, 23 października 2018 r.
Strona główna
Czy Tusk ulegnie geszefciarzom? PDF Drukuj Email
02.07.2010.

                          Czy Tusk ulegnie geszefciarzom ?

   David Lynch, drobniejsza płotka z amerykańskiego show-businessu, konkretnie z branży filmowej, napisał w tych dniach list do premiera Tuska, a treść tego listu poznał dziwnym trafem p.Jacek Cieślak, który zaraz wypichcił w „Rzeczpospolitej” stosowne uzasadnienie jego żądań i opatrzył swe wypociny tytułem (z grubej rury):„Analfabetyzm kulturowy”. Z tekstu  Cieślaka wynika, że kto nie jest za sfinansowaniem łódzkiego geszeftu Lyncha i Żydowicza z pieniędzy publicznych – ten jest „analfabetą kulturowym”! Czyżby p.Cieślak też należał do siuchty, lobującej za budową w biednej, zaniedbanej Łodzi tzw. Centrum wystawienniczo-festiwalowego Camerimage, potiomkinowskiej inwestycji za 500 milionów złotych, z publicznych pieniędzy?...
   W ramach tego kuriozalnego pomysłu, noszącego znamiona wykrojenia sobie przez grupkę cwaniaków dożywotnich synekur za publiczne pieniądze, poprzednie władze Łodzi pozwoliły fundacji założonej przez Marka Żydowicza i Lyncha kupić za śmiesznie niską kwotę (4 tysięcy złotych!) atrakcyjny budynek starej elektrowni w centrum miasta wraz z działką! Tam Lynch miał sobie urządzić własne studio filmowe... Gdy jednak okazało się, że autorzy tego pomysłu winszują sobie także (apetyt rośnie w miarę jedzenia...) projektu architektonicznego za ponad 10 milionów dolarów, miarka przebrała się. W Łodzi zawrzało, a ów pół miliardowy, dęty medialnie projekt, wzięty został wreszcie pod lupę. Okazało się, że nie ma nawet żadnego wiarygodnego biznesplanu  tej wielkiej półmiliardowej inwestycji, co to miała być finansowana  i z kasy miasta, i z budżetu ministerstwa kultury jako „koło zamachowe rozwoju Łodzi”! Bliższe przyjrzenie się projektowi „Centrum festiwalowo-konferencyjnemu Camerimage” pokazuje jednak, że to nie żadne „koło zamachowe” rozwoju Łodzi, ale raczej „koło ratunkowe” dla cwaniaków, wyspecjalizowanych z życia za publiczne pieniądze. Toteż nowe władze Łodzi, w tym młodzi działacze PO, jeszcze nieskorumpowani, rozwiązali na razie umowę z fundacją Lyncha i Żydowicza dotyczącą cennej działki i starej elektrowni (zgodnie z zawartą w niej klauzulą), a decyzję w sprawie realizacji potiomkinowskiej inwestycji za pół miliarda złotych radni łódzcy zawiesili do jesieni.
   Zapewne dlatego, tracąc grunt pod nogami, p.Lynch (czy nie z inicjatywy p.Żydowicza?...) napisał list do premiera Tuska. W swym liście ów Lynch domaga się od premiera Tuska, by zaangażował się w jego prywatny geszeft w Łodzi i w tym celu wywarł presje na łódzkich działaczy Platformy Obywatelskiej, którzy zastopowali jego interes.
    W liście do premiera Tuska Lynch nalega, by Tusk „sprawdził, czy działania podejmowane w Łodzi są zgodne ze strategią Pańskiej partii”. Najwyraźniej dla Lyncha jest oczywiste, że strategia Platformy Obywatelskiej to strategia przekazywania majątku publicznego prywatnym geszefciarzom. Co więcej – Lynch pisze tak, jakby był politycznym zwierzchnikiem Tuska i polecał mu „sprawdzić działanie partyjnych ogniw terenowych” w Łodzi...
   Cieślak, który w „Rzeczpospolitej” lobuje za interesem Lyncha i Żydowicza, dźgając przeciwników tej hucpy  epitetem „analfabetów kulturowych”, odsłania swym tekstem mimowolnie kulisy. Pisze, trzepiąc swą politycznie poprawną mantrę, że Łódź, rządzona przez „skłóconych funkcjonariuszy lokalnej Platformy Obywatelskiej niszczy dorobek ostatnich dwóch dekad, odstręczając od współpracy artystów światowego formatu, zniechęca polskich kuratorów i menadżerów kultury” i temu podobne głupstwa. Ale prawdą są jedynie ci „skłóceni  funkcjonariusze lokalnej Platformy Obywatelskiej ” w Łodzi. Właśnie partyjnego  zdyscyplinowania tych lokalnych polityków PO, którzy przeciwni są łódzkiemu „wielkiemu geszeftowi stulecia”, budowie „Centrum festiwalowo-wystawiennicze Camerimage” za pół miliarda pieniędzy podatnika, z ekstra „przyległościami” dla p. Żydowicza i Lyncha -  domaga się ów Lynch w liście do premiera Tuska...
   Czy Tusk, „rad staratsja”, zacznie dyscyplinować?...
   Sprawa stała się już w Łodzi bardzo głośna.  Już tam żadne zadymy medialno-lobbystyczne nikomu w Łodzi nie przesłaniają faktu, że oto w tym biednym, zaniedbanym mieście, z przestarzałą infrastrukturą miejską i tysiącem poważnych problemów komunalnych, forsowana jest gigantyczna inwestycja  „Centrum festiwalowo-wystawiennicze Camerimage”, bez żadnego wiarygodnego biznesplanu i rozsądnego ekonomicznego uzasadnienia, i że w cieniu tej inwestycji i w blasku tego wielkiego, publicznego szmalu, jakiego wymagałaby, próbuje wykroić sobie własny, dożywotni interes fundacja Lyncha i Żydowicza.
   Ten pan Żydowicz, do niedawna w randze doradcy b.prezydenta Kropiwnickiego, więc opłacany z pieniędzy miasta, od dawna już „straszy” władze miasta, że jeśli nie będą spełniać jego fanaberii – zabierze z Łodzi festiwalik „Camerimage”, z którego organizacji żyje. W tym też celu – widać, razem i z p.Cieślakiem... – próbuje wmawiać opinii publicznej, że ten festiwalik to jakiś bardzo ważny festiwal, o „randze światowej”... Na tym patencie dla ćwierćinteligentów jedzie od dawna... Aliści strachy te niewiele są warte: jakoś żadne inne miasto w Polsce nie chce wziąć na swe utrzymanie tego festiwaliku!... I słusznie: nie od tego są władze samorządowe, żeby zajmowały się finansowaniem show-businessu, jego promocji i reklamy tudzież kręcących się wokół macherów. A że nikt nie chce tego festiwaliku – więc i p,.Żydowicz powoli spuszcza z tonu: już teraz nie chce wynosić się z Łodzi, chociaż jeszcze niedawno organizował skandaliczną klakę na sesji miejskiej rady narodowej i szantażował „przeniesieniem” swego festiwaliku gdzie indziej. Więc cały ten szantaż to dęty balon. Czy zatem młodym, uczciwym – chcemy wierzyć - politykom z Platformy Obywatelskiej w Łodzi starczy odwagi cywilnej, by bronić publicznych pieniędzy przed wyrzucaniem w błoto, lub wrzucaniem ich do prywatnych kieszeni? Czy przeciwstawią się ewentualnym naciskom  Tuska, pobudzonego prywatnym listem Lyncha z Ameryki, który domaga się sprawdzenia, jak linia tuskowej partii realizowana jest na odcinku jego prywatnego geszeftu w Łodzi?...
   Przed laty zaśmierdła i wybuchła w Łodzi analogiczna sprawa, acz o mniejszym wymiarze finansowym: pewna żydowska spółeczka cwaniaków z Ameryki, też nie śmierdząca groszem, próbowała mimo to „wejść w spółkę”  władzami Łodzi. Miasto miało „tylko” wnieść do tej spółki atrakcyjną, bardzo drogą działkę w centrum miasta jako aport, a spółka zza Oceanu – pieniądze na budowę hotelu. Gdy miasto wniosło już do tej spółki swój cenny aport   dopiero wtedy, pod zastaw tego cennego aportu, wydrwigrosze zza Oceanu pobrali kredyt bankowy dla swojej gołej spółki. Wypłacali sobie sowite wynagrodzenia za „zarządzanie budową hotelu”, bo nawet na wybudowanie hotelu nie staczało im tych pobranych na kredyt pieniędzy...Gdy wszystko wyszło na jaw,  zrobiła się fest afera, a dla jej przykrycia przedstawiciel ambasady amerykańskiej naciskał na władze miasta, by poszły na rękę żydowskim geszefciarzom zza Oceanu...Czy w ślad za listem Lyncha do Tuska pójdzie i teraz jakaś interwencja z ambasady amerykańskiej? Czy nowe władze Łodzi pozwolą się potraktować jak fagasi p.Lyncha i Żydowicza?...
   Na łamach „Rzeczpospolitej” p.Cieślak wyzywa przeciwników łódzkiego „geszeftu stulecia” od „analfabetów kulturowych”. Jestem jednym z wielu dziesiątków tysięcy łodzian przeciwnych temu geszeftowi. Nie wiem, kim jest p.Cieślak, ale sądząc po jego tekście - do „luminatów kultury” nie należy... To już bardziej chyba do tej siuchty, forsującej  prywatny interes za publiczne pieniądze? Ale można ją podciągnąć co najwyżej pod swoistą „subkulturkę sitwy”.
   Odwleczenie kluczowych decyzji w tej sprawie do jesieni to gra na zwłokę. Ale  sprawa za daleko już zaszła, jest zbyt głośna, żeby do jesieni „przyschła”. Przeciwnie: to dopiero będzie wielki test na nowe władze Łodzi!

                                                                  Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »