Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 16 grudnia 2018 r.
Strona główna
Powrót doradców PDF Drukuj Email
02.07.2010.

 

                              Powrót doradców...

 („Niedziela”,3 lipc2010) „Wybierz swój dobrobyt z Olechowskim” – nawoływał w swej kampanii były TW „Must”, ale uzyskał poparcie zaledwie 1,6 procent wyborców (ok.130 tysięcy głosów), jeszcze mniej od Pawlaka, od którego najwyraźniej polska wieś odwróciła się bardziej, niż plecami. Ciekawe: sam Olechowski jest bardzo zamożny i jego osobisty „dobrobyt” może imponować: czemu nie zaimponował?... Chyba z dwóch powodów: po pierwsze – bo dobrobyt b.agentów komunistycznych służb niezbyt nam imponuje, po wtóre – bo przecież prezydent w Polsce ma nader skromny wpływ na poziom życia obywateli. Rząd – i owszem, ale nie prezydent. Toteż Andrzej Olechowski przejdzie do historii Polski nie jako prezydent, ale jako autor słynnej maksymy politycznej, którą wyraził u schyłku lat 90. na pewnym forum dyskusyjnym mówiąc, że „lepiej o sobie współdecydować, niż decydować”. Dyskusja dotyczyła akcesu Polski do UE. W 2003 roku, po zmasowanym ataku medialno-propagandowym na społeczeństwo, większość zdezorientowanych obywateli wypowiedziała się w referendum za akcesem do UE, chyba nie tyle godząc się z oryginalną maksymą Olechowskiego (bo i kto osobiście wolałby o sobie tylko „współdecydować”, niż decydować!...),co licząc na pieniądze, jakie Bruksela obiecywała tym, co zachcą już tylko o sobie „współdecydować” . Wyglądało to, trzeba przyznać, na udaną próbę skorumpowania społeczeństwa polskiego: zrezygnujcie z samodzielności decydowania o sobie, a za to dostaniecie „unijne pieniądze”... I tak też się stało, to znaczy – niezupełnie. Bo teraz, gdy już nie tylko wybraliśmy „współdecydowanie o sobie” zamiast decydowania, ale i przypieczętowaliśmy to Traktatem Lizbońskim, likwidującym suwerenność państwa polskiego – okazuje się, że obiecanych pieniędzy jest tyle, co kot napłakał, a będzie jeszcze mniej. Podczas niedawnej dyskusji w Sejmie jedna z posłanek żaliła się, że tzw. wykorzystanie środków unijnych jest tak nikłe, że już chyba więcej wpłaciliśmy do Brukseli tytułem corocznej składki, niż z niej realnie dostaliśmy. Już kilka lat temu niemiecki kanclerz Schroeder zwierzył się w przypływie szczerości niemieckim dziennikarzom, że „co innego obiecać, a co innego realnie dać”, bo można tak śrubować warunki udzielania „unijnej pomocy”, że potencjalni jej beneficjenci nigdy ich nie spełnią... Toteż i ostatnio mniej słyszymy o „unijnych miliardach” – więcej o tym, że trzeba będzie... wesprzeć Brukselę w jej „walce z kryzysem”. Ano, jak się zwał, tak się zwał, wygląda na to, że biorąc „środki unijne”, skromne i obwarowane coraz trudniejszymi warunkami do spełniania – będziemy wspomagać Brukselę już nie tylko  składką (ok.3,5 miliarda euro rocznie), ale i dodatkowymi „środkami” na „walkę z kryzysem”. Tak kończy się wybór „współdecydowania o sobie” zamiast twardego obstawania przy samostanowieniu...
   Zresztą – wcale się nie kończy! Właśnie na mocy „współdecydowania” ministrowi Sikorskiemu w ministerstwie spraw zagranicznych przydany został „reprezentant” niemieckiego ministerstwa spraw zagranicznych! Tak bardzo „pojednaliśmy się” już widocznie z Niemcami, że podwładny niemieckiej minister ds.relacji z Polską, pani Kornelii Pieper, będzie „doradzał” polskiemu ministrowi spraw zagranicznych. Ta Kornelia Pieper wyraziła niedawno opinię, że Polska pod prezydenturą Jarosława Kaczyńskiego zjedzie na „pobocze Europy”, a pod prezydentura Komorowskiego, ho,ho, znajdzie się aż w jej „głównym nurcie”. Innymi słowy mówiąc: Polska bardziej narodowo-patriotyczna to – zdaniem niemieckiej minister – Polska do usunięcia „na pobocze”, a Polska bardziej kosmopolityczna – no, niech tam sobie spływa i cieszy się, że w „głównym nurcie”... Nie ulega wątpliwości, że jej podwładny, reprezentant w polskim ministerstwie spraw zagranicznych, tak właśnie będzie ustawiał ministra Sikorskiego: żebyśmy raczej „spływali”, współdecydując już tylko o sobie, z niemieckim reprezentantem w polskim rządzie – niż upierali się przy swojej tożsamości narodowej i państwowej suwerenności.
   Gdy już jeden ze strategicznych partnerów, Niemcy, mają swego „doradcę” w rządzie Tuska, u boku ministra Sikorskiego – tylko patrzeć, jak i drugi ze strategicznych partnerów, Rosja, w ramach, tym razem „pojednania polsko-rosyjskiego” (patrz „Gazeta Wyborcza” i jej najnowsza propaganda) wstawi tam także swojego doradcę.       Jeszcze nie tak dawno, bo za PRL, przy każdym polskim pułku był rosyjski „doradca”...Czy wkrótce będziemy mieli doradców i niemieckich, i rosyjskich, i to znacznie wyżej ulokowanych , niż dawni sowieccy razwiedczycy, bo aż w rządzie Donalda Tuska i podległych mu organach?...

                                                                 Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »