Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
sobota, 18 sierpnia 2018 r.
Strona główna
W pogoni za europejskością PDF Drukuj Email
22.07.2010.

                        

     W pogoni za „europejskością: uroczyste wkopanie słoika w ziemię

  Pęd do blichtru „europejskości” przybiera formy groteskowe. Kilka lat temu radni miejscy w Łodzi, najwyraźniej ulegając ciągle jeszcze socjalistycznemu pojmowaniu kultury, wymyślili sobie, żeby w roku 2016 Łódź została tzw. Europejską Stolicą Kultury. Brzmi to ładnie – ale co właściwie za tym się kryje? Jak zrobić europejską stolicą kultury (choćby i na jeden rok...) miasto o zaniedbanej niebywale infrastrukturze miejskiej, o wątłych tradycjach kulturalnych, o niskich dochodach napływowej głównie po wojnie bezrolnej ludności wiejskiej, które przez cały okres PRL-owski było dla co ambitniejszych twórców „poczekalnią” na ucieczkę do Warszawy czy Krakowa?...
   W ramach „podgotowki” do tej nowej, tym razem „eurostrojki socjalizma na odcinku kultury” władze miasta fundowały kolejno łodzianom ( lecz z pieniędzy podatkowych, więc jaka to „funda”...) a to koncert publiczny pewnego starzejącego się zagranicznego tenora, któremu zapłacono honorarium w wysokości prawie miliona złotych, a to pewnego kompozytora krajowego, który wziął honorarium nie mniejsze... Nawet w  bogatej Ameryce takie honoraria należałyby do bardzo wysokich, no ale z pieniędzy podatnika nie trudno władzy być hojną i szczodrobliwą. Zwłaszcza, gdy usłużne media „zachwycają się” tym pędem do europejskości... Zapewne takie masowe, publiczne igrzyska na krótką metę przysparzają pewnej popularności władzom, ale nie dają chleba, co w dotkniętej boleśnie bezrobociem Łodzi nie jest bez znaczenia. No a jeśli dają „chleb” – i to z kawiorem -  to tylko tym ściąganym za publiczne pieniądze artystom...
   Dla jasności: wybitni artyści powinni być dobrze opłacani, ale nie wydaje się słuszne, by władze (państwowe czy samorządowe) były od organizowania obywatelom rozrywki. Czy aby nie pobrzmiewa w tych euro-zadęciach niektórych władz samorządowych nieodległe echo „partii jako organizatora życia kulturalnego”?
   Ambicje władz dążących do jednorocznego statusu „europejskiej stolicy kultury” dla Łodzi obrastała tymczasem i innymi kontrowersyjnymi przedsięwzięciami i pomysłami, finansowanymi beztrosko z pieniędzy podatnika, jak „Festiwal 4 kultur”, który zwolna zszedł na psy, czy skompromitowany już projekt budowy gigantycznego Centrum Festiwalowo-Wystawienniczego Camer–Image za... pół miliarda złotych, albo nowa filia Muzeum Sztuki Współczesnej, z jakimś maniakalnym uporem specjalizująca się w propagowaniu tzw.mimimal-art, sztuki minimalnej, którą określić można trafniej  jako „zero” w pretensjach do sztuki. Jakkolwiek silna musi być jeszcze wiara pośród postsocjalistów, że władza swymi  pomysłami „ukulturni” ciemny naród – trudno nie zauważyć, że w tej stolicy europejskiej kultury in spe upadła niedawno księgarnia z ponad 130-letnią tradycją, i że w mieście nie ma na przykład żadnego liczącego się w skali ogólnopolskiej wydawnictwa...
   Wydawałoby się, że nowe władze miasta, liberałowie z PO, będą skłonniejsi do wydatkowania publicznych pieniędzy na cele, które naprawdę służą ogółowi mieszkańców (remonty domów, ulic, komunikacji miejskiej, wodociągów czy zieleni miejskiej etc.) nie są zaś kupowaniem sobie popularności za pozorną „darmochę” publicznych imprez, ale tak naprawdę  bardzo kosztowną dla łódzkiego podatnika.   
   Tymczasem liberałowie z PO, ledwo wzięli w mieście władzę, dali kolejny dowód na swój „łże-liberalizm”, w groteskowej formie. Na dziedzińcu Rady Miejskiej wkopano z przytupem w ziemię, w asyście medialnej i przy błyskach fleszów, słoik z uchwałą radnych, w której zobowiązuję się do dalszych wysiłków w celu ustanowienia Łodzi wspomnianą, jednoroczną europejską stolicą kultury w roku 2016... Można by się z tego pośmiać, wspominając twórczość Sławomira Mrożka, jak z pisanej przez samo życie dobrej komedii, gdyby nie fakt, że w ślad za takimi euro-kultur-ambicjami władz biednego, zaniedbanego, brudnego prowincjonalnego miasta na wschodnich rubieżach Europy pójdą zapewne znów publiczne pieniądze wyrzucane w błoto. Oczywiście nie dlatego, że kultura jest błotem (chociaż owa minimal-art to szczególnie grząskie błocko), ale dlatego, że kultura nie znosi finansowania przez władze bo pod taką administracją staje się na ogół przedłużeniem propagandy albo „polityki kulturalnej”, pretekstem do rozdawania posad, zabieganiem o popularność polityków ( niebywale szczodrych w wydatkowaniu cudzych pieniędzy) – albo wszystkim tym na raz. I to akurat na przykładzie Łodzi dobrze widać.
   Sam pomysł, by co roku jakieś miasto napawało się chwałą „europejskiej stolicy kultury”, tworzonej  przez władzę z publicznych pieniędzy, należy raczej do repertuaru pomysłów politycznych, niż kulturalnych i to jest właśnie bardzo niebezpieczne dla kultury.

                                                                     Marian Miszalski

                                                                     

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »