Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
sobota, 18 sierpnia 2018 r.
Strona główna
Fatalny początek prezydenta-elekta PDF Drukuj Email
14.08.2010.

 

 

                            Fatalny początek prezydenta-elekta                             

                                               

  („Niedziela”, 15 sierpnia 2010) Jak Polska długa i szeroka stoją w miejscach ważnych dla ludności krzyże i kapliczki, stawiane spontanicznie, w odruchu serca, z poczucia wdzięczności, radości, także głębokiego bólu czy żałoby. To elementy naszej kultury – bo kultura nie powstaje odgórnie, nie tworzy się dekretami i zarządzeniami władz, ale powstaje właśnie ze spontaniczności i autentyczności  szczerych ludzkich uczuć. To jest jej fundament- jeśli mowa o autentycznej kulturze, a nie o jej atrapach produkowanych „na zamówienie” władzy. Czy odtąd zaczniemy przenosić te krzyże w „bardziej godne miejsca”? Kto i co określać będzie należytą „godność” nowych miejsc? Jakieś „wspólne komisje mieszane”?...
   Krzyż przy pałacu prezydenckim wyraża właśnie autentyczny ból setek tysięcy Polaków, którzy w dniach żałoby po katastrofie smoleńskiej odwiedzali Warszawę, ustawiali się w długiej kolejce pożegnalnej. Wyraża ich pragnienie: ukojenia w krzyżu.
   Komu ten krzyż przeszkadza?...
   Wygląda na to, że najpierw „zaczął przeszkadzać” prezydentowi-elektowi Bronisławowi Komorowskiemu, który udzielając wywiadu „Gazecie Wyborczej” (czy dla podchlebienia się wpływowym rozmówcom?...) zasugerował „przeniesienie krzyża w godniejsze miejsce”. Czyżby miejsce, wybrane spontanicznie, w poczuciu bolesnej straty przez dziesiątki tysięcy modlących się pod tym krzyżem Polaków – było „mało godne”? Za mało godne?... Czy Bronisław Komorowski i propagandyści z „Gazety Wyborczej” mają jakiś monopol na określanie „najbardziej godnych miejsc” dla krzyża?...Najwyraźniej prezydent-elekt obawia się, że ten krzyż zanadto przypominać będzie kogoś, kogo prezydent –elekt wraz z całą swą formacją polityczną, z Palikotem i Niesiołowskim  na czele, zapiekle, nienawistnie zwalczał – i to jest prawdziwy powód jego niechęci do tego krzyża. Ale osobiste fobie prezydenta-elekta, albo fobie jego politycznej formacji nie powinny obrażać ludzkich uczuć, naszej polskiej tradycji religijnej i obyczaju, naszej autentycznej kultury.
   Krzyż postawili harcerze, ale wyraża on najgłębsze uczucia jakże wielu rozmaity środowisk, społeczności... Nie ma większego znaczenia, kto go postawił, ma znacznie, jak wielu jest drogim symbolem przeżywanego bólu.
   Nie wydaje się więc fortunnym pomysłem, aby o lepszym „godnym miejscu” dla tego krzyża decydowała jakieś trójstronne ciało, złożone z harcerzy, przedstawicieli archidiecezji warszawskiej i kancelarii prezydenta. O właściwej godności miejsca, gdzie ten krzyż teraz stoi, zadecydowali ci, którzy tam byli, gdy go stawiano, którzy tam się modlili i którzy tam będą przychodzić. Dla tych setek tysięcy Polaków to jest właśnie najgodniejsze miejsce i nie widać powodów, by dość samozwańcze jednak decyzje wąskich gremiów miały unieważniać ten autentyczny, głęboki odruch ludzkich serc, przesłaniać go, pomniejszać jego wymowę dla mniej lub bardziej politycznych celów.
   Jakże znamienne jest, że gdy zamierzano przystąpić do usuwania krzyża –odpowiedź tłumu warszawiaków, obserwujących zza barierek co się dzieje „była niemal natychmiastowa. Ludzie zaczęli napierać na barierki, które nie wytrzymały. Strażnicy użyli wobec ludzi gazu łzawiącego” – pisze sprawozdawca „Rzeczpospolitej”...”
   Prezydent-elekt zaczyna swą kadencje fatalnie: od igrania z ludzkimi uczuciami, od konfrontacji z polską tradycją, tym podglebiem autentycznej narodowej kultury. Jego urzędnik, szef kancelarii, obecny  przy próbie usuwania krzyża, powiada obłudnie: „Sytuacja jest na tyle poważna, że nie powinniśmy narażać ani harcerzy, ani księży na to, co tu zdarzyć się może”.
   A co „tu zdarzyć się może”? To władze sprowokowały te tłumy obrońców krzyża. Jeśli nowa władza nie będzie prowokować ludzi, nic się nie zdarzy - ale to jakoś umknęło uwadze szefa kancelarii nowego prezydenta. A przecież to bystry funkcjonariusz, nie od dzisiaj w służbie...
   Jeszcze bardziej konfrontacyjnie zabrzmiały słowa Donalda Tuska, który już „nie wykluczył w przyszłości bardziej twardej akcji sił porządkowych” w tej sprawie... Trudno powiedzieć, czy to w ramach pozowania na „twardego polityka”, gdy we wszystkich innych niemal sprawach państwo rozłazi mu się w rękach, czy także w ramach wdzięczenia się do środowisk, które krzyż w miejscu publicznym zawsze kłuł w oczy, przynajmniej od czasów Bieruta i Bermana, a nawet wcześniej, bo od czasów Komunistycznej Partii Polski, sowieckiej agentury w przedwojennej Polsce.
   Właśnie na mocy najnowszej „ustawy medialnej” środowiska ich ideowych spadkobierców dopuszczone zostaną gremialnie do mediów państwowych, zwanych niekiedy –dla niepoznaki?... – „mediami publicznymi”.
   Jakby pierwszą jaskółką (czy raczej – wroną) tej nadchodzącej zmiany był fakt, że w publicznej TV Info wydarzenia spod krzyża komentowali  na bieżąco w studio pp.Seweryn Blumsztajn z „Gazety Wyborczej” i p. Radosław Markowski, też z kręgu tzw.ludzi rozumnych.
   Stronie rządowo-prezydenckiej, jak zauważamy, zależy niebywale, aby „Kościół” stał się „stroną” tego konfliktu. Czy strona rządowa ma na myśli „Kościół jako ogół wiernych”, czy „kościół hierarchiczny”, tego, oczywiście nie wiem. Postrzegam natomiast, że strona rządowo-prezydencka chciałaby, żeby ktoś inny wyciągał teraz za nią kasztany z ognia, która sama wznieciła.
   To kolejny przejaw nieodpowiedzialności, albo cynicznego wyrachowania polityków Platformy Obywatelskiej.

                                                                      Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »