Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

piątek, 14 grudnia 2018 r.
Strona główna
Demokracja cromwellowska PDF Drukuj Email
20.10.2010.

                                           Demokracja cromwellowska

        *Pralnie brudnych intencji  *Jak zajść daleko... *Come back Minca i Bermana?

          *Wołki na bagnach *Emerytura jako łaska rządowa *Gdzie jest Peter? *

   Są pralnie brudnych pieniędzy, są i pralnie brudnych intencji. W pralniach brudnych pieniędzy legalizuje się szmal pochodzący z przestępstw. W pralniach brudnych intencji legalizuje się spodziewane zyski z władzy stemplem „dobra wspólnego”. W systemach demokratycznych role pralni brudnych intencji pełnią nierzadko partie polityczne i ich programy. W dzisiejszej Polsce do pralni brudnych intencji zaliczam na przykład SLD, PSL, PD i PO.

   „Najdalej zajdzie ten, kto nie wie dokąd idzie” – powiedzieć miał angielski dyktator Oliver Cromwell. To samo mogłaby powiedzieć pewna nie uświadomiona panienka, która zaszła w ciążę, co jest najlepszym dowodem, że jeśli dwoje mówi to samo, to nie koniecznie mówią o tym samym. Ba! Zdarza się, że nawet nie dwoje, ale jeden mówi dwa razy to samo, ale mówi o czymś zupełnie innym.

   Donald Tusk nie raz, nie dwa tokował do „młodych wykształconych a z dużych miast” o liberalnej gospodarce, a tu, patrzcie państwo: rząd, poza podwyżkami podatków, przygotowuje dwie socjalistyczne ustawy, których nie powstydziłby się twórca „ekonomii socjalizmu”, Hilary Minc.

   Pierwsza z tych ustaw ma zabronić emerytom pracy „na etacie”, pod rygorem „zawieszenia emerytury”, już od nowego roku. Jak gdyby emerytura była jakąś łaskawą darowizną od rządu Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej, którą to „łaskę pańską” rząd Tuska i jego pralnia brudnych intencji mogą w każdej chwili „zawiesić”. Druga ma objąć tych, co skorzystali z wcześniejszego przejścia na emeryturę, i  skasować im to przejście, co byłoby rażącym pogwałceniem zasady „lex retro non agit” („prawo nie działa wstecz”). Zasadę te pogwałcono wcześniej wobec b.funkcjonariuszy „aparatu komunistycznej represji”, ale jest przecież różnica: większość dzisiejszych emerytów nie pracowała przecież w zbrodniczej UB...

 Jak to pisał poeta: „Tak wylazła z archanioła stara reakcyjna świnia”...Tak wyłazi z łże-liberałów przepierających swe brudne intencje w PO socjalistyczna mentalność. No ale cóż: „Nie ma takiej niegodziwości, jakiej nie popełniłby rząd, któremu brakuje pieniędzy”...Są jednak rządy, które aż takich niegodziwości nie popełniają. Minister Rostowski, którego resort przygotowuje obydwie ustawy, i który podobno studiował w Anglii -  powinien wiedzieć, że Małgorzata Thatcher nie uważała emerytur za rządowy ochłap. No i gdzieżby jaki prawdziwy liberał dyktował pracodawcom, kogo mają zatrudniać! Bo są liberałowie prawdziwi i nieprawdziwi, podobnie jak są prawdziwi Polacy, i nieprawdziwi (TVN i „GW” należą się w tej kwestii małe korepetycje: prawdziwi to ci, którzy nie przewerbowali się na inną stronę).Co do min.Rostowskiego: media informują, że jego 23 letnia córka została...doradcą u kolesia Sikorskiego, w ministerstwie spraw zagranicznych. Ciekawe, komu i względem czego „doradza” świeżo upieczona magister...

 Ale „revenons a nos moutons”, wróćmy do naszych baranów.

 Gdy więc PO sięga do klasyka Minca, basiści z TVN i gazety żydowskiej sięgają po bermanowskie wzorce w propagandzie. Najpierw wkładają Kaczyńskiemu w usta słowa, których nie wypowiedział, potem ich „autorytety oralne” komentują ten „fakt prasowy” w tonie najwyższego oburzenia... Redachtor Wołek przodkuje.

   „Wygnała Jagna wołki na bagna, wygnał i Wojtek. Wołki na bagnie, Wojtek na Jagnie, całkiem bez portek”... Wprawdzie sprawa szybko się wydała i propagandyści zostali „całkiem bez portek”, ale to im nie pierwszyzna. Gdy padnie rozkaz – zdejmą nie tylko portki. Nawiasem mówiąc, ciekawe: kiedyś komentowano nienawistnie to, co Kaczyński mówił; teraz jeszcze bardziej zaciekle komentują już nawet to, czego nie powiedział...

 Nie wiedzą, dokąd idą, więc daleko zajdą w tym totalniactwie...

 Tymczasem handlarze dopalaczami odgrażają się, że pójdą do niezawisłych sądów i powygrywają odszkodowania. W medialnej wrzawie, jaka towarzyszyła przez kilka dni „ostrej reakcji rządu” nie padło, o dziwo, ani razu nazwisko autorów poprzedniej ustawy, która dopalacze traktowała jako artykuły nie spożywcze, ale „kolekcjonerskie”... Chętnie przecież dowiedzielibyśmy się, kto tę ustawę przygotowywał, kto wprowadził do niej te „artykuły kolekcjonerskie” i wiele wziął za to pod stołem?

 Pewien dżentelmen „z branży” wyznał mi szczerze, że taki kramik z dopalaczami potrafił utargować dziennie 10 tysięcy złotych, co daje ćwierć miliona miesięcznie. Zaintrygowany, spytałem:

 - To musi być cholerny napływ konkurencji do tej branży, gdy ona tak intratna?

 -Wcale nie – odparł.

- Czyżby zatem wchodzących na rynek nowych kramarzy odwiedzali dresiarze, grożąc demolką ich konkurencyjnych sklepików? – ciekawiłem się dalej.

 - Też nie, jest gorzej – odparł.

 - Jakże to: gorzej?

 - Takich konkurentów odwiedzają liczne i częste kontrole, które, jak wiadomo, doczepić się mogą do byle czego. Grzywny skuteczniej odstraszają konkurencję, niż dresiarze.

 -A czy te kontrole nawiedzają także sklepiki zasiedziałych już branżystów dopalaczowych?

 - A, właśnie że nie. Wygląda na to, że ci zasiedziali mają znakomite układy z kontrolerami i nasyłają te kontrole na konkurentów spoza układu.

  Wygląda na to, że w ramach strojki eurokołchoza nie tylko nasila się dojenie obywateli z forsy, ale i zaostrza się walka frakcyjna miedzy „okrągłostołowcami”. Hm. Może Olejnikowa, „Stokrotka”, albo Wołek (czy p.Redachtor poddał się  aby dobrowolnej lustracji?) wkrótce zainteresują się obecnym losem Petera Vogla-Filipczyńskiego? Jak to właściwie z nim jest: ciągle siedzi w areszcie wydobywczym? Już wyszedł? Wrócił do Szwajcarii? Przyjęli go nazad do banku? Ciągle opiekuje się tymi samymi kontami?... No i te konta: aby nie zginął tam komu znów jakiś milionik dolarów?...

 To są znacznie ciekawsze sprawy, niż dopalacze i podejrzewam, że więcej trupów padło na tle tych kont, niż od brania dopalaczy.

 A tu raport NIK pokazuje, że nie zwrócone właścicielom, zrabowane dekretami bierutowskimi majątki niszczeją, a rząd proponuje teraz tym właścicielom... kupno zrabowanej własności po cenach rynkowych! Całkiem jak ów złodziej, co to kradnie samochód a potem proponuje wykup. Gorzej, bo złodziej na ogół nie żąda ceny rynkowej. I tak dobrze, że „liberalny” rząd jeszcze nie przymusza tych właścicieli do kupna. No ale Cromwell miał rację: kto nie wie dokąd idzie, może zajść daleko.

 Jak daleko zajdą łże- liberałowie w kontynuacji PRL? Po „katastrofie smoleńskiej” – droga wolna... Droga do nikąd.                                                    

                                                                     Marian Miszalski

                                                    

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »