Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

piątek, 19 października 2018 r.
Strona główna
Powraca stara idea:jakoś przetrwać PDF Drukuj Email
09.12.2010.

                                              Powraca stara idea: jakoś przetrwać     

                          * Bicie piany dla śmietany * Lucida intervalla młodej demokracji

                               * Na co spekulować? * Poznajemy najbliższych przyjaciół...

  („Najwyższy Czas”,8 grudnia 2010) Ubijając pianę na spodziewaną śmietanę -  frondyści pisowscy dają do zrozumienia, że „prawdziwa linia” PiS to umiarkowana linia ś.p.Lecha Kaczyńskiego, a „radykalna” linia Jarosława jest jakąś uzurpacją... Jednak  to Lech Kaczyński wygrywając wybory prezydenckie powiedział pod adresem brata: „Panie Prezesie, melduję wykonanie zadania”.

   Prawdziwą linią PiS, patrząc wstecz, było dążenie do zlikwidowania lub przynajmniej znacznego ograniczenia dwuwładzy w Polsce, polegającej na tym, że obok konstytucyjnych organów władzy istnieje też pozakonstytucyjny ośrodek władzy. Kiedy minister Janusz Kaczmarek błądził po hotelu „Mariott” w poszukiwaniu p.Krauzego – na chwile ujrzeliśmy, jak się rzeczy mają naprawdę... Bo jak się rzeczy mają naprawdę - oglądamy w rzadkich chwilach, jakby w jakich „lucida intervalla” pośród wszechogarniających recytacji propagandowych i nadmiaru scenicznych dekoracji. Gdy w Sejmie poseł Świtoń zarzucił po raz pierwszy publicznie agenturalność „Bolkowi”... Gdy pamiętnej nocy czerwcowej obalono rząd Jana Olszewskiego, a Pawlak „czyścił sobie UOP”... Gdy Kwaśniewski straszył, że jeśli ktoś raz jeszcze wspomni o lewych pieniądzach to popamięta...To są te niezapomniane chwile, gdy widać, co jest grane naprawdę, kto rządzi, no, powiedzmy- współrządzi naszą „młodą demokracją”.

 Upadek rządu Jarosława Kaczyńskiego był  porażką zamysłu, by przynajmniej tę dwuwładzę zlikwidować lub ograniczyć. Ten zamysł, gdyby został zrealizowany, nie uczyniłby automatycznie z Polski silnego państwa: jednak wzmocniłby konstytucyjną władzę państwową. Byłby może zaczynem silnego państwa? Czy takie wzmocnione państwo posłużyłoby gospodarczemu rozwojowi – to inna sprawa: może tak, może nie. Ale likwidacja obecnej dwuwładzy byłaby korzystna, bo trudno o rudymentarną praworządność w tak rozdartym państwie.

  Gdy „ośrodek prezydenckiego” in corpore poległ pod Smoleńskiem, realizacja tego zamysłu oddaliła się ad calendas graecas. Jednocześnie proces akcesji do UE, przybity ratyfikowanym Traktatem Lizbońskim, prowadzi wprost do sytuacji, w której jeszcze zanim udało się zlikwidować ów pookrągłostołowy, pozakonstytucyjny ośródek władzy –prawowita, konstytucyjna władza zastępowana jest władzą berlińską („brukselską”), w dodatku związaną strategicznym partnerstwem z Moskwą.

  Powstaje zupełnie inna rzeczywistość polityczna, w której hierarchia realnej władzy w Polsce wyglądać będzie tak: na szczycie Berlin jako „Bruksela”, ściśle kooperujący z Moskwą, niżej -  konstytucyjne władze polskie podporządkowane podwójnie: i Berlinowi, i nieformalnemu, pozakonstytucyjnemu ośrodkowi władzy, a jeszcze niżej –  moralna już tylko  władza, ów „rząd dusz”, sprawowany w imię tradycyjnych wartości przez autentyczne, jeszcze narodowe autorytety nad jeszcze nie wynarodowionymi Polakami.

 Jest to sytuacja przypominająca już nie tyle czasy przedrozbiorowe, co rozbiorowe – gdy nadzieje na „własne państwo” wiązano z jakimś wielkim, przełomowym wydarzeniem politycznym w skali Europy. Piłsudski wyspekulował wtedy słusznie, że będzie nim wielka wojna europejska i dobrze przygotował się na tę ewentualność nie bawiąc się w „demokrację” i partie polityczne, ale tworząc siłę zbrojną, podstawę swej dyktatury.

 Spekulując dzisiaj uparcie na „silne, samodzielne państwo” spekulować trzeba zatem także na jakiś „przełom”, który raz jeszcze stworzy szansę. Ale to nie wystarcza: trzeba być przygotowanym do takiego wyspekulowanego przełomu znacznie lepiej, niż do „przełomu” w roku 1981. Są dzisiaj ku temu lepsze warunki, niż 30 lat wstecz.

 Tak czy owak – czasy rozbiorowe naznaczyła idea trwania i przetrwania, a Liga Polska powstała jeszcze w latach 90. XIX wieku, wyprzedzając o jakieś 20 lat moment europejskiego przełomu z roku 1914. Chyba i dzisiaj, w innej sytuacji, idea przetrwania staje się zwolna znów ideą przewodnią...

 Sytuację Polski pogarsza i ten fakt, że polityka amerykańska wpędziła się w taki zaułek, iż bez współpracy NATO-Rosja rządzący demokraci nie wyobrażają sobie ani bezpiecznej przyszłości Ameryki, ani utrzymania jej wpływów w świecie. Czy to tylko subiektywizm demokratów, czy i republikanie, mimo różnic, podzielają tę ocenę? Rosja kuje więc żelazo, póki gorące i wykuwa sobie, jak widać, całkiem silną pozycję jak na wczorajszego proszalnika, którego „transformację” Bill  Clinton wsparł wówczas nieopatrznie 70 miliardami dolarów.

 W tych „okolicznościach przyrody” rząd Tuska akomoduje pospiesznie do nowego „realu”: w ekspresowym tempie wyrychtował projekt ustawy o powołaniu Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia... Szybko to idzie!... Gdy w projekcie nowej konstytucji autorstwa Komorowskiego pojawia się kopia „gierkowskich zapisów” z roku 1976, tym razem wasalizujących Warszawę wobec „Brukseli” – nie dziwi ta próba reaktywacji TPPR w wersji zmodyfikowanej. Nie mam nic przeciwko dialogowi i pojednaniu – czemu jednak ma to organizować rząd? Czy Kowalski nie może dialogować i jednać się z Kuzniecowem samodzielnie?

Jaki będzie budżet tego nowego TPPR, jaki tryb nominacji agentów „dialogu i porozumienia”? Wiele posad dla partyjnego zaplecza?

 Na odcinku rosyjskim rząd Tuska odrabia więc opóźnienia wobec postępu w stosunkach polsko-niemieckich – przypomnijmy, że w polskim MSZ mamy już niemieckiego rezydenta. I chociaż Rosja nie jest jeszcze w UE i „zaledwie” współpracuje dopiero z NATO – sprawy postępują tak szybko, że i rosyjski rezydent pojawi się chyba wkrótce jako druga niańka przy ministru Radosławu? Co dwie niańki, to nie jedna – podział sfer niańczenia tego wymaga. Gdyby tak jeszcze p.Szewacha Weissa włączyć jakoś w strukturę MSZ  jako trzecią niańkę – nasza polityka zagraniczna nabrałaby pierwszorzędnych cech płciowych, pardon, oczywiście – światowych. Zwłaszcza, że „Polska jest najbliższym sojusznikiem Izraela” – jak ku naszemu wielkiemu zdziwieniu obwieszcza izraelski generał Eitan Dangot, goszczący w Polsce, którego w Anglii zawleczono by pod sąd pod zarzutem zbrodni wojennych na ludności cywilnej jako „kata Palestyny”.

 Światowości nabiera także polityka naszych samorządów. Krzysztof Bielecki w wywiadzie dla „Finacial Times” powiada, że dług samorządów zaciągnięty dla „prefinansowania i dofinansowania inwestycji unijnych” sięga już 1,2 proc, PKB! „Samorządy pożyczają jak szalone...” – dodaje.

  Cóż, „ryba śmierdzi od głowy” –  powiedział tow.Wiesław, który najczęściej się mylił, ale i on miewał  swe lucida intervalla.

 Do skarbnicy politycznych mądrości dorzućmy zatem i tę: Nieważne, kto pożycza szmal – ważne, kto będzie musiał spłacać pożyczki...

 

                                                     Marian Miszalski

 

 

 

 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »