Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

czwartek, 18 stycznia 2018 r.
Strona główna
Tomasz Turowski jako zwornik? PDF Drukuj Email
03.02.2011.

                              Tomasz Turowski jako zwornik?

 Wraz z ujawnieniem przeszłości Tomasza Turowskiego, zastępcy ambasadora Polski w Rosji, „kierownika politycznego” ambasady (cóż to za funkcja?...) i oddelegowanego przez ministra Sikorskiego do „przygotowania wizyty prezydenta Kac zyńskiego w Smoleńsku” – hipoteza o zamachu w Smoleńsku doznaje nie tylko wzmocnienia, ale i uszczegółowienia.

  Trudno przyjąć, że kierownictwa służb wywiadu i kontrwywiadu nie wiedziały, kim był Tomasz Turowski i że podejmując prace w dyplomacji, na początku lat 90., złożył fałszywe oświadczenie lustracyjne (nawiasem mówiąc – przyjął go do dyplomacji Geremek, którego teczka powinna być co prędzej ujawniona opinii publicznej, zamiast zalegać w zbiorze zastrzeżonym IPN). Jeśli służby wiedziały, to – milcząc - działały na szkodę interesów państwa, gdyż tolerowały sytuacje, w której kłamca lustracyjny mógł być szantażowany przez tych, którzy znali jego przeszłość. Jeśli natomiast „nielegał 9596” wiedział, że służby wiedzą o jego przeszłości ale nie informują kolejnych ministrów spraw zagranicznych  - to znaczy, że służby te miały w postaci Tomasza Turowskiego swojego agenta...we własnym rządzie, któremu formalnie podlegają... Jakież straszliwe, groźne „qui pro quo”! Nie sposób nawet wyobrazić sobie, żeby ten cenny agent nie miał w swej bogatej, PRL-owskiej przeszłości kontaktów z KGB czy GRU. Nie można wiec wykluczyć, że był agentem podwójnym. 

 Wiadomo, że PiS chciał „rozbić układ” lub przynajmniej ograniczyć wpływy  b.komunistycznych służb na życie państwowe.  Wiedza ośrodka prezydenckiego względem utajnionego do dzisiaj „Aneksu do raportu o likwidacji WSI” musiała być potężną bronią w rękach Lecha Kaczyńskiego i jego otoczenia – skwapliwość, z jaką Komorowski sięgnął po ten „Aneks” zanim jeszcze stwierdzono urzędowo zgon prezydenta Kaczyńskiego wskazuje, jak bardzo kamaryli b. komunistycznych bezpieczniaków zależało, by dowiedzieć się, co wie Lech Kaczyński i jego otoczenie... Jest zatem sprawą oczywistą, że przynajmniej części b.komunistycznych funkcjonariuszy WSI bardzo zależało na wyeliminowaniu całego ośrodka prezydenckiego wraz z zagrażającą im wiedzą, jaka posiadł.

 W ten sposób, przyjmując hipotezę o zamachu, trop zamachu smoleńskiego prowadziłby do części krajowych bezpieczniaków z WSI, żywotnie zainteresowanych, by nikt już nigdy nie zechciał „rozwalać” ich układu: stąd wyszła inicjatywa.

 Pewien znany i wiarygodny polityk powiedział nie tak dawno (co wzbudziło prawdziwą histerię w salonie...), że 5 ministrów spraw zagranicznych po roku 1989 było agentami PRL-owskich służb... Rodzi się więc, tak na marginesie, pytanie: ilu jeszcze b.agentów komunistycznych służb naprzyjmował Geremek do polskiej dyplomacji? Ilu przyjęli pozostali agenci w randze ministrów spraw zagranicznych?...

 Jeśli i ci ministrowie byli agentami b.komunistycznych służb – to mamy sytuację, w której kolejne rządy (poza wierzgającym przeciw ościeniowi rządem Jana Olszewskiego i Jarosława Kaczyńskiego) nie prowadziły żadnej poważnej polityki zagranicznej, ale akomodowały do  „polityki własnej”  tejże kamaryli, co do której nie były nawet w stanie sprawdzić, czy i w jakiej mierze przewerbowała się, i na która stronę...

 Jeśli więc inicjatywa zamachu smoleńskiego wyszła z Polski, od części b.komunistycznych WSI, znajdując pomoc techniczną po stronie rosyjskiej – to rola Tomasza Turowskiego, jako tolerowanego w dyplomacji od 20 lat kłamcy lustracyjnego, podatnego na wszelki możliwy szantaż, a obdarzonego przez ministra Sikorskiego zadaniem „przygotowania wizyty smoleńskiej” (!) powinna być szczególnie starannie zbadana przez Prokuraturę (zwłaszcza – „niezależną”...). Przesłuchany być powinien nie tylko sam kłamca lustracyjny, ale i minister Sikorski, b.ministrowie Bartoszewski i Cimoszewicz, przynajmniej na okoliczność, w jaki sposób sprawdzali personel dyplomatyczny pod kątem bezpieczeństwa państwa. Czyżby poprzestawali tylko na żmudnej i długotrwałej pracy IPN, nie korzystając ze służb? Czy wiedzieli, udając, że nie wiedzą? Jeśli tak – to dlaczego? Czy służby zataiły przed nimi te wiedzę?...

 Nie tylko więc nad ministrem Klichem „ciężkie chmury wiszą”. Jeszcze cięższe zbierają się nad ministrem Sikorskim, a co do samego ministerstwa spraw zagranicznych – warto zadać pytanie: czy pozostający tam „zaciąg geremkowski” liczy jeszcze wielu Tomaszów? Kogo właściwie wstawiał tam – i czym kierując się – Geremek, którego prawdziwy życiorys tonie w mrokach zbioru zastrzeżonego IPN?

 Rzecz jasna – dopóki przy władzy będą „okrągłostołowcy” oficjalnie niewiele się dowiemy. Tomasza Turowskiego nie zaprosi raczej na swe przesłuchanie wstępno-sondujące Monika Olejnik (chyba sama znalazła się teraz w „kropce”), nie spodziewam się też, żeby wystąpił u Sekielskiego i Mrozowskiego...To dziwne – bo kluczowa postać, obarczona „przygotowaniem wizyty prezydenckiej” zapadła, jak kamień w wodę. Czy prokurator generalny przewiduje jego przesłuchania? Chyba nie „powiesi się sam”, w dodatku na klamce od drzwi i na sznurze od odkurzacza (we własnym domu można pozwolić sobie na większy komfort samobójstwa...), jak Grzegorz Michniewicz, dyrektor generalny kancelarii Tuska?...

 I tak hipoteza o zamachu wzmacnia się i konkretyzuje; brzmi ona: inicjatywa wyszła z Polski, od części b.komunistycznych WSI, zagrożonych wiedzą, jaką posiadł ośrodek prezydencki na jej temat; zamach dokonany został przy technicznym wsparciu strony rosyjskiej,  przy świadomym i celowym „skandalicznym” przygotowanie wizyty prezydenckiej w Smoleńsku, za które to urągowisko odpowiada politycznie, poza premierem Tuskiem, minister Sikorski, a konkretniej – wspomniany kłamca lustracyjny, przez 20 lat tolerowany w strukturach tegoż MSZ za wiedzą i zgodą tejże części służb, inicjatora zamachu.

 Hipoteza ta potwierdzałaby smutną konstatację, że poza dwoma rządami, Jana Olszewskiego i Jarosława Kaczyńskiego – próbującymi mniej lub bardziej udolnie wyrwać kraj z pazernych, chciwych szponów „starej bezpieki” – kolejne rządy popadają w coraz większe uzależnienie, które przybrało już niemal postać ustrojową - systemu państwowego III Rzeczpospolitej.

 Będziemy więc karmieni rozmaitymi kompromisami politycznymi, jako substytutami wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, jako substytutami prawdy: wiadomo, w demokracji prawdę ustala się przez głosowanie, negocjacje i kompromis...

 Na szczęście zawsze powiedzieć możemy tym, którzy chcą nas oszukać to, co na filmie Coppoli „Ojciec chrzestny” mówi młody Corleone do zaprzańca i zakały rodziny: „Nie obrażaj mojej inteligencji”.

 Ludzka inteligencja nie da się przecież zadekretować przy żadnym okrągłym stole, ani nie poddaje się żadnym autorytetom moralnym, w przeciwieństwie do pół lub ćwierć inteligencji, która przestaje „kojarzyć” tam, gdzie powinna zaczynać.

                                                             Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »