Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

środa, 15 sierpnia 2018 r.
Strona główna
Skandaliczna demokracja ciemniaków? PDF Drukuj Email
11.03.2011.

                                              Skandaliczna demokracja ciemniaków?

                               *Bruksela w ciąży *Seksualizacja polityki * Syndrom parobka

    Najciemniej, wiadomo, pod latarnią: Belgia od 9 miesięcy nie ma rządu. Mimo to samoloty latają, metro kursuje, ludzie pracują, restauracje są pełne, domy stoją, mosty się nie walą, ani ślady żadnej epidemii, poza zarazą biurokratyczną emanującą z gmachów unijnych i postępująca drożyzną... Znajomy polski Żyd, trzymający w Brukseli sklep powiedział mi niedawno: „Likwiduję interes i przenoszę się do Londynu, bo tu już nie można wytrzymać”...

 Zatem – może nie to, że „najciemniej pod latarnią”, ale przeciwnie: najwidniej?  Gdyby tak, krok po kroku, urlopować rząd w Holandii...Luksemburgu...Danii... Potem w nieco większych krajach... Nie to, żeby zaraz likwidować, uchowaj Boże! Ale po próbnym  okresie bezrządu, amputując zgangrenowane rządowe agendy, programy, komisje – reaktywować już nie tyle rozdęte Rządziska, Rządzicha, Rządowiska - co jakieś małe, skromne rządziki? Od zarządzania podatkami, wojskiem, policją, sądownictwem, dyplomacją – i w zasadzie wystarczy?... Czyżby wreszcie w Brukseli zaświtał jakiś promyczek nadziei – ex Bruxela lux? Coś dobrego urodzi nawet Bruksela?...

 Niestety, porzućmy przedwczesne złudzenia. Bowiem „my rządzimy światem, a nami kobiety”. Co zaś rządzi kobietami?

  Żony i kochanki belgijskich polityków skrzykują się właśnie do strajku seksualnego:

 - Poskąpimy wam swych wdzięków – grożą mężom, partnerom i kochankom – jeśli zaraz nie powołacie rządu, nie tam jakiegoś rządziku, ale wielkiego rządu małej Belgii, jak za dawnych dobrych lat!

 No tak: posady rządowe mężów przekładają się na futra żon, egzotyczne wakacje, nowe nieruchomości, żonine biznesy i biznesiki, karmione z podatkowego dydka... A jeszcze ta demokratyczna zawiść, jak ją diagnozował Tocqueville: Ponieważ demokracja – powiadał -  zasadza się na micie równości, stąd porównywanie się staje się pasją zdemokratyzowanych do cna obywateli, a demokracja podszyta jest zawiścią.

 Jeśli zwykła, tocquevillowska demokracja klasyczna podszyta była już zawiścią, to dzisiejsza demokracja totalna zasadza się wręcz na zawiści. Czy na tej płaszczyźnie psychologicznej totalna demokracja nie styka się aby z komunizmem?...Czy totalniackie, demokratyczne „elyty” nie hołdują aby tym samym niskim instynktom, co  podszczuwany „pod komuną” do zawiści bezinteresownej – lud? Ach, ach! Czyżby Kisielowa „skandaliczna dyktatura ciemniaków” ustąpiła miejsca nie mniej „skandalicznej demokracji ciemniaków”?...

 W tym przeczuciu utwierdza mnie opublikowany na łamach „Rzepy” list kilkudziesięciu warszawskich intelektualistów ( „W obronie prawdy” – rozrósł się już do kilkuset nazwisk!), i to wcale nie powycinanych z „Gazety Wyborczej”, w którym piszą oni m.in.: „Ci, których media wylansowały na elity –to nie jest żadna elita”. Krótko, treściwie, zgodnie z dość powszechnym odczuciem. Święta prawda: to nie jest żadna elita, to przebierańcy. Inna rzecz, że ma racje prof. Zdzisław Krasnodębski gdy powiada, że ten protest to trochę spóźniony refleks samoobronny.

 Najważniejsza jest przecież właściwa diagnoza intelektualna: demokracja na naszych oczach przeobraża się w demokracje totalną, w pretensjach do ustalania zasad moralnych i etycznych, a klasyczny kapitalizm rugowany jest przez rozmaite formy krypto-socjalizmu: taki twór musi degenerować się w skandaliczną dyktaturę demokratów, demokratycznych ciemniaków.

 Tymczasem dostęp ciemniaków do demokratycznej „elyty” ulega dalszemu ułatwieniu dzięki zapisom o parytetach na listach wyborczych.

 Znany przedwojenny warszawski facecjonista, Franz Fischer powiedział kiedyś, że w Polsce trzeba rozstrzelać 100 tysięcy aferzystów, żeby skończyć z korupcją.

 -Skąd weźmiesz, Franiu, 100 tysięcy aferzystów? – ktoś spytał.

 -Dobierzemy z uczciwych – odparł.

 Niestety, na listy parytetowe nie tyle będzie się dobierać wedle „uczciwości”, czy „kompetencji”, co wedle płci, a nawet – orientacji seksualnej: SLD już zapowiada, że na swoich listach umieści „działacza gejowskiego”! No tak, od czegoś trzeba zacząć: na parytety dla pozostałych kategorii dewiantów przyjdzie kolej.

 „Skandaliczni demokraci” przypominają coraz bardziej komunistyczną siuchtę przy władzy, a ich elity schodzą na psy. Ale i na najniższym poziomie umysłowym możliwa jest swoista „polityka”: gdy Clinton dobierał się do Lewińskiej, ścierając puszek niewinności z jej obfitych kształtów w godzinach pracy urzędującego prezydenta – demokraci  stanęli murem w obronie odruchów płciowych Clintona. Ale już włoski premier Berlusconi, który przecież „ani w godzinach pracy, ani z nieletnią” – jest obiektem ciężkiego artyleryjskiego ostrzału propagandowego. „Gdy Clinton macać – to dobra polityka, gdy Berlusconi – to zła”. To są problemy skandalicznych demokracji ciemniaków.

 Gdy demokracja totalizuje się, schodząc na poziom płci i instynktów – takie będą demokratyczne „elyty” i takie ich problemy, jakie postępowe media wylansują, bo zachodzi między nimi  sprzężenie zwrotne. Nazwałbym je „syndromem parobka” doglądającego stada. Władza parobka nad stadem nie przestaje być władzą, chociaż parobek nie należy do żadnej elity: zwyczajnie najął go ekonom, bo tak kazał dziedzic. Lecz któż jest  tym „ekonomem” w naszej młodej demokracji totalnej?...

 Wygląda na to, że kadrę ekonomską w Polsce stanowią b.kadry WSI i SB, co to podzieliły między swe „rodziny” polską gospodarkę na „intraty folwarczne”: folwark hurtu spożywczego, folwark produkcji zbrojeniowej, folwark przemysłu chemicznego, folwark metalurgiczny, folwark farmaceutyczny... – i tak dalej.

 No dobrze, a gdzie są prawdziwi dziedzice? Kim są?

 Ba! Dziś prawdziwych dziedziców już nie ma... Ich miejsce zajęli zapewne po części właściciele kont szwajcarskich, których nazwisk nie możemy się doprosić od naszych służb specjalnych, a po części – obce rządy i finansujące nasz dług publiczny (do czasu) „zagraniczne banki”.

 W tej sytuacji „wakacje rządowe” w Polsce, na wzór belgijski, są ze wszechmiar pożądane: sęk w tym, żeby trwały jak najdłużej, aby demokratyczne elity parobczańskie, oderwane od bieżącego uganiania się za stadem, jego strzyżeniem i goleniem, mogły się trochę ucywilizować. Odsunięcie od władzy szalenie wzmacnia intelekt i morale demokratycznych „elyt”.

 

                                                                    Marian Miszalski

 

 

  

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »