Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

środa, 20 czerwca 2018 r.
Strona główna
Od rzemyczka do koniczka PDF Drukuj Email
30.03.2011.

                                                   Od rzemyczka do koniczka...

                     *Śląsk: kiedy autonomia, kiedy plebiscyt? * Debata o d... Maryni

                     *Koszt społeczny – z palca i sufitu *Nie pij piwa, pij szampana!

     („Najwyższy Czas, 29 marca 2011) Najpierw, nie wiedzieć czemu (bo przecież obywatele są równi wobec prawa) wyodrębniono w konstytucji „mniejszości narodowe” i obdzielono je przywilejami wyborczymi; tak ukonstytuowała się parlamentarna reprezentacja niemieckiej mniejszości narodowej, która bez tego przywileju zapewne w ogóle w parlamencie by nie zaistniała: jakże by zarejestrowała swe komitety wyborcze w kilku co najmniej województwach, co jest warunkiem zarejestrowania listy wyborczej do Sejmu?... Szalenie pobudziło to kandydatów na inne „mniejszości narodowe” i rozpoczęły się sądowe podchody o zarejestrowanie „narodowości śląskiej”. Niemal równolegle powstał Ruch Autonomii Śląska, toteż już tylko kwestią czasu było, kiedy zażąda autonomii Śląska. Teraz RAŚ ma już lokalne przedstawicielstwo w samorządzie, a samo tylko Towarzystwo Społeczno- Kulturalne Niemców na Śląsku Opolskim „wydrukowało 180 tys. ulotek zachęcających do podania narodowości niemieckiej w spisie powszechnym”  rozpoczynającym się 1 kwietnia – informuje prasa. Ostro jadą.

 Autonomia Śląska coraz bliżej: czy najpierw powstanie jakiś „region transgraniczny”, euroregion, dla wzmocnienia Niemców i narodu śląskiego, czy najpierw autonomia, a potem ten region? No a dalej - marszruta prosta: podatki do niemieckiej stolicy tego euroregionu, może jakiś plebiscycik po drodze, i po herbacie.

  Wobec takiej perspektywy „debata” Balcerowicz-Rostowski wyglądała jak rozmowa o przysłowiowej d... Maryni. Zrozumiałem z niej tyle, że p.Balcerowicz wolałby, żeby rząd premiera Tuska pożyczał forsę nadal od OFE (dając im łatwo i przyjemnie zarabiać na chlebek z kawiorem), podczas gdy p.Rostowski wolałby, aby rząd Tuska pożyczał forsę gdzie indziej, dając zarobić komu innemu, chyba za granicą, n’est ce pas? Bo i gdzie indziej?...

Toteż chociaż wydaje się, że p.Balcerowicz optuje za mniejszym złem (abstrahując od tego, czy lobuje dla OFE, czy nie) – to jego słynny geniusz finansowy będzie musiał ustąpić przed lobby potężniejszych lichwiarzy.

 Z forsą na świecie robi się gorąco. Możemy nawet mieć poważne kłopoty z budową dróg i autostrad za unijny szmal, a to dlatego, że UE postawiła  swymi „dyrektywami” ciężkie warunki jego przydziału. Jeden z tych warunków to zmniejszenie śmiertelnych wypadków na drogach o połowę poprzez „realizację unijnego programu” w Polsce, wymagającego zmian „ w prawie o ruchu drogowym, w prawie budowlanym i w prawie o policji”... Powód? Zzabiurczne

urzędasy w UE wyliczyły, że „koszt społeczny jednej śmiertelnej ofiary wypadku drogowego wynosi 1 milion euro”! Ten „koszt społeczny” – co to właściwie za zwierzę?... I ten „milion euro”... Jaką metodą liczony?... Pewien znajomy ekonomista powiedział mi, że taką metodą można wyliczać i „zysk społeczny” z „jednej ofiary  śmiertelnej”, i kto wie, czy nie wyliczyć „zysku społecznego” jeszcze większego...

 (Nawiasem mówiąc: jeżdżę samochodem od ponad 30 lat i we wszystkie niebezpieczne sytuacje, w jakie popadłem - popadłem z własnej winy lub z winy innego kierowcy, nigdy z powodu złej jakości drogi czy złego oznakowania. Właśnie gdy to lekceważyłem – bywało niebezpiecznie...)

 Druga dyrektywa unijna warunkuje przydział unijnego szmalu od „audytu zewnętrznego” konkretnej inwestycji drogowej na okoliczność poszanowania środowiska... Ba! Czy jest w ogóle jakakolwiek inwestycja co do której powiedzieć można, że „szanuje środowisko”? Chyba tylko nasadzanie drzew i krzewów. Chodzi więc o napędzanie, wymuszanie zamówień na „wysokie technologie” w branży „ochrony środowiska” – ma się rozumieć u producentów zagranicznych.

 Widać zatem, że biurokratom z Brukseli idzie o wyśrubowanie warunków przydziału euroszmalu, o grę na zwłokę i podniesienie kosztów tych inwestycji ( na które, obok euroszmalu, i tak musimy dopożyczać za granicą pieniądze!). Taka jest zresztą „filozofia europomocy biednym”. To tak, jakby – zamiast leczyć – powiedzieć biednemu alkoholikowi: Nie pij byle czego za swoje, ja ci pożyczę forsę na wykwintne trunki, procenty odbiorę sobie z  majątku twojej rodziny, a potem wezmę was wszystkich na łaskawy czarny chleb z wodą...

 Co to mówił Milton Friedman? „Wy nie naśladujcie krajów bogatych w tym, co robią teraz, wy róbcie to, co one robiły gdy były biedne”.

 A tymczasem bankrutuje i Portugalia. Media informują, że „młodzi wykształceni z dużych miast” Portugalczycy chętnie emigrują do Brazylii a nawet.. do Angoli, gdzie „lepsze perspektywy” i „większe tempo wzrostu”. I po co było Portugalii członkostwo w Unii Europejskiej?...

 Socjalistyczny rząd podał się do dymisji, bo parlament nie zaakceptował jego planu „cięć budżetowych”. Więc najpierw zadłużyli kraj i obywateli, a na koniec  jeszcze – „cięcia budżetowe”?.... Czort z socjalistami („socjały nudne i ponure (...) podskakiewicze pod kulturę”), ale ciekawe, że na odchodne premierowi wyrwały się takie mniej więcej słowa: „Jeśli mój plan cięć zostanie odrzucony, to będziemy musieli (!) przyjąć pomoc europejską w wysokości 75 miliardów euro i utracić suwerenność”.

 Tym kończy się przyjmowanie „pomocy” na życie ponad stan i futrowanie rodzimych biurokracji. Mechanizm wydaje się prosty: najpierw ta pomoc uzależniona jest od „dopłat własnych”; ale że biedni nie mają forsy na te „dopłaty własne” – muszą pożyczać od międzynarodowych lichwiarzy; gdy pożyczona forsa obrośnie tłustymi procentami i sama tylko obsługa długu grozi bankructwem – szuka się „cięć budżetowych” i oszczędności w kieszeniach obywateli; czasami udaje się ich jeszcze trochę poddoić (Grecja), czasami jednak buntują się nawet w parlamencie (Portugalia); wtedy znajduje się koło ratunkowe dla bankruta, pomoc z Funduszu Rezerwowego, ale nie za darmo, to drogo kosztuje: suwerenność. Niestety, rozmaite mądrale nie wyliczyły jeszcze „kosztów społecznych” utraty suwerenności.

                                                                      Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »