Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 10 grudnia 2018 r.
Strona główna
Jałowa debata i jej podteksty PDF Drukuj Email
13.04.2011.

                                              Jałowa debata i jej podteksty

 Odtrąbiona z przytupem telewizyjna „debata” między Balcerowiczem, nadzorcą tzw. „transformacji ustrojowej” a obecnym ministrem finansów, Rostowskim, okazała się znacznie przereklamowanym politycznym show. Prowadzącym ją dziennikarzom nie udało się – mimo niewątpliwych wysiłków red.Mosza – nadać jej charakteru debaty zrozumiałej dla przeciętnego odbiorcy telewizyjnego, a obydwaj dyskutanci byli jak najdalsi od jasnego i precyzyjnego przedstawienia dyskutowanych spraw, nawet – swych własnych stanowisk. W zasadzie podczas godzinnej debaty powtórzyli jedynie to, co o sporze wokół OFE powiedziano i napisano już wcześniej, najczęściej zresztą także unikając sedna sprawy. Wydaje się, że tylko telewizja „Trwam” w swych programach naprawdę przybliżała masowemu odbiorcy sedno sporu.

 Minister Rostowski powtarzał tedy, że ta część pieniędzy, za którą Otwarte Fundusze Emerytalne kupują obligacje Skarbu Państwa i które Skarb Państwa później wykupuje płacąc stosowny procent Otwartym Funduszom Emerytalnym – to kosztowne przelewanie z pustego w próżne, którego jedynym skutkiem jest zwiększanie zadłużenia państwa. Stąd rządowa propozycja, by zmniejszyć pulę pieniędzy będącą w dyspozycji OFE, a zwłaszcza tę jej część, za którą mogą kupować wspomniane obligacje Skarbu Państwa.

 Co prawda, to prawda, chociaż nie cała: kupując obligacje Skarbu Państwa, wykupywane następnie przez Skarb Państwa z procentem – Otwarte Fundusze Emerytalne zarabiają pieniądze nie kiwnąwszy nawet palcem w bucie, chociaż za swe usługi pobierają od przyszłych emerytów całkiem pokaźną prowizję...Z niej żyją – bardzo dostatnio... - liczni „menadżerowie” i kadry biurokracji, obsługujące OFE. Co do zakupów akcji przedsiębiorstw giełdowych – sukcesy OFE są tu znacznie mniejsze i mętniejsze... Bardzo mętne!

 Minister Rostowski starannie unikał jednak odpowiedzi na pytanie: od kogo rząd Tuska pożyczać będzie odtąd te pieniądze, jeśli nie – jak dotąd – od OFE? Bo nic nam nie wiadomo o wiarygodnych oszczędnościach rządowych, przeciwnie, opinię publiczną zbulwersował ostatnio fakt, że pod rządami Platformy Obywatelskiej i PSL biurokracja państwowa wzrosła o ponad 60 tysięcy urzędników!... Dowiadujemy się też, że na wiadomość o planowanej przez rząd 10 procentowej redukcji kadrowej – rozmaite resorty szybciutko zwiększyły zatrudnienie o nowych, młodych pracowników – których potem zwolniły niby dla wykonania owej nakazanej redukcji... Czyżby biurokracja „wycwaniła się” tak, że żadna rzeczywista redukcja jej nie dotknie? Czy może rząd Tuska nieudolnie lub tylko pozornie zabrał się do tej reformy?...

 Podczas debaty Balcerowicz z kolei bronił tezy, że Otwarte Fundusze Emerytalne to zaczyn wiekopomnej „reformy ubezpieczeń społecznych”, podjętej na podstawie doświadczeń innych krajów. Jak zwykle – grzeszył co najmniej brakiem skromności. Bo pieniądze ściągane na OFE ściągane są   dokładnie tą samą metodą, co na ZUS  - przymusem podatkowym – a nadto leżąc na „kontach” OFE wcale nie są własnością przyszłego emeryta: wystarczy się o tym przekonać próbując je stamtąd podjąć... Owa „reforma ubezpieczeń”, wprowadzająca OFE nie była więc ani wiekopomna, ani nawet nie była żadną reformą: była tylko powierzchowną kosmetyką istniejącego wcześniej socjalistycznego systemu. Ten system polegał i nadal polega na tym, że pod przymusem zabiera się pracującemu obywatelowi pieniądze pod pretekstem wypłacania przyszłej emerytury, ale „uszczęśliwiony” w ten sposób pracownik nie wie nawet, kiedy i ile tych pieniędzy dostanie – i czy w ogóle dostanie: bo któż to wie, co będzie za 10, 20 lub 30 lat?...

 Debata między Balcerowiczem o Rostowskim przypominała zatem jałowy merytorycznie spór, który ma jednak drugie i trzecie dno, nie ukazane, rzecz jasna, w debacie. Na „drugim dnie” jest to spór o to, czy z nie uszczuplonych pieniędzy OFE żyć będzie dostatnio (prowizja za obsługę!) zawiadująca nimi wąska grupa interesu – czy, jeśli zwycięży stanowisko rządu Tuska, pieniądze te posłużą rządowi do udawania przed Brukselą, że „zmniejsza dług i deficyt budżetowy”. „Trzecie dno” tego sporu jest jeszcze ciekawsze: obydwaj dyskutanci zgadzali się, że rząd ma nadal zadłużać Polskę, przy czym Balcerowicz wskazywał na OFE jako nadal dobre źródło nowych pożyczek, podczas gdy minister Rostowski był przeciwny temu akurat pożyczkodawcy, dyskretnie jednak milcząc w temacie: jeśli rząd ma nadal pożyczać, ale już nie od OFE – to od kogo?...Od Banku Morgana, czy może Rothschilda?...

 Szkoda, że prowadzący debatę dziennikarze publicznej TV nie dopytali o to drugie i trzecie dno sporu, kontentując się jego najbardziej powierzchownym aspektem.

 Ale czas upłynął i Tusk przeforsował swoje. Znaczy się: podlizuje się Brukseli w nadziei, że gdy podliże się wystarczająco – nie będzie musiał żyć ani z ZUS-owskiej, ani OFE-skiej emerytury, ino z synekury, jaką mu (z pieniędzy podatnika) brukselscy biurokraci załatwią?...

                                                          Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »