Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

wtorek, 23 października 2018 r.
Strona główna
Dyplomaci źle wychowani? PDF Drukuj Email
27.08.2011.

                                                      Dyplomaci źle wychowani?

  Kiedyś służba w dyplomacji kojarzyła się przynajmniej z dobrymi manierami. Ale „gdzie socjalizm, postawi nogę, tam trawa nie rośnie”, więc za PRL-u zdarzyły się różne nominacje: pewien PRL-owski dyplomata, bodajże w Szwecji, gdy przysłano po niego karetę by zawiozła go na uroczystość złożenia listów uwierzytelniających, zasiadł, bardzo demokratycznie, na „koźle” obok stangreta... Wpadki dyplomatyczne zdarzały się i gdzie indziej: pewien świeżo mianowany ambasador Francji, przed wojną, nie wytrzymał napięcia i popuścił w spodnie podczas podobnej audiencji, co premier Arystydes Briand miał skomentować sarkastycznie, uogólniając przy okazji swój sąd na temat francuskiej dyplomacji:  „Z kim ja mam pracować? Niewiele od nich wymagam, a i tak nie mogę się nawet doprosić, żeby nie s...li w gacie”.

  Chociaż nominacje ambasadorskie rożnymi chadzają drogami ( a jeszcze co kraj, to obyczaj: w Stanach Zjednoczonych ambasador nie musi wywodzić się ze służby dyplomatycznej, jak chociażby we Francji) – dotąd przestrzegana była stara, dobra zasada, że ambasador nie wtrąca się w wewnętrzne sprawy kraju, w którym reprezentuje kraj własny. W Polsce po roku 1989 pamiętam przypadek, gdy ambasador Stanów Zjednoczonych gardłował za pewną szemraną spółką oszustów zza Oceanu, która chciała w Łodzi budować hotel, nie śmierdząc groszem... Wydawałoby się, że to incydent, ale właśnie media informują, że aż 13 ambasadorów różnych państw ( USA, Wielkiej Brytanii, Holandii, Norwegii, Estonii, Austrii, Belgii. Niemiec, Hiszpanii, Kanady, Danii i Szwajcarii) napisało „list poparcia” dla „środowisk gejowskich”, które organizowały w Pradze paradę homoseksualistów, co skrytykował ostro doradca prezydenta Vaclava Klausa. Lewicowe i żydowskie media chciały zaraz rozsmarować na miazgę owego doradcę, żądając od prezydenta jego publicznego potępienia, ale prezydent Klaus nie tylko nie potępił go, ale pochwalił. To właśnie spowodowało ów politycznie poprawny, więc neo-marksistwski z ducha (upiora?) wspólny „list popierający” zboczeńców podpisany przez 13 ambasadorów.

 Wedle starej, dobrej zasady – ambasadorowie powinni milczeć w wewnętrznych sprawach krajów, gdzie pełnia swe funkcje. Co innego zagraniczne rządy: w ramach uprawianej polityki mogą chwalić albo krytykować to, co dzieje się u innych. Ale postępująca szybko totalizacja zachodnich demokracji prostytuuje wyraźnie i służby dyplomatyczne.

 Trudno powiedzieć, czy autorzy owego listu, to jacyś źle wychowani dyplomaci, czy taka dyplomacja schodzi po prostu na psy, zaprzęgając dyplomatów do roli partyjniacko-propagandowych naganiaczy w krajach, w których są gośćmi, czy mamy do czyniena z jednym i drugim objawem jednocześnie. Jednak stanowisko zarówno prezydenta Vaclava Klausa, jak i całego czeskiego MSZ, „zbulwersowanych interwencją” tych dyplomatów jest godne dostrzeżenia i naśladownictwa. Przydałoby się może wsparcie dla czeskiej  postawy politycznej ze strony polskiego prezydenta i polskiego MSZ, ale - gdzież tam o tym marzyć: Sikorski to nie Anna Fotyga, a co do hrabiego prezydenta „Bula” Komorowskiego to już w ogóle szkoda gadać!...

 Nawiasem mówiąc: cóż właściwie stałoby się, gdyby Czechy zdecydowały wydalić tych 13 źle wychowanych dyplomatów? Polityka żadnego z ich macierzystych krajów nie uległaby z tego powodu żadnej zmianie, a stosowna nauczka byłaby ostrzeniem na przyszłość: żeby ambasadorowie znali swe miejsce w polityce, no i żeby powszechne dobre obyczajnie przegrywały z takim czy innym politycznym lobby. Bo jeśli nawet dyplomaci grzeszą szewskimi manierami, to czego właściwie wymagać od „młodych kształconych” z przedmieść Londynu czy Birmingham, którzy też gdzieś mają dobre obyczaje?...

 „Ryba  śmierdzi od głowy”, jak skądinąd słusznie zauważył kiedyś tow.Wiesław w jakimś przebłysku więdnącej „myśli postępowej”.

                                                            Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »