Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
sobota, 18 sierpnia 2018 r.
Strona główna
Kto w Polsce morduje? PDF Drukuj Email
20.10.2011.

                                                  Kto w Polsce morduje?

               *Demokracja górą! * A co tam w Sztumie, kumie? *Spiskujemy teoretycznie                              

                     *Plotka prawdę ci powie... *Kara śmierci pozakodeksowa * Dialog trwa...                          

    Mamy więc kolejny, znaczący „urobek” naszego demokratycznego państwa prawa! Chodzi mi o egzekucję w sztumskim więzieniu ( w przeddzień „Święta Demokracji”, w przeddzień wyborów!), którego naczelnik zabił w celi  „złodzieja”, który miał tam odsiadkę do ...2030 roku!(Jaki to złodziej w Polsce odsiaduje takie wyroki za „kradzieże”, hę?...) Obszerny komentarz tego wydarzenia wydaje mi się bardziej pouczający, niż komentowanie wyborów, gdzie zresztą frekwencja – poniżej połowy uprawnionych – była niższa od frekwencji sprzed 4 lat aż o 6 procent. Wszędzie postęp! ...

 Nie ma kary śmierci, więc wydawałoby się, że najbardziej bezpieczny w naszym demokratycznym państwie prawa powinien czuć się więzień z wieloletnim wyrokiem: przynajmniej kilkanaście lat pełnego bezpieczeństwa życia i zdrowia. Ale przecież kara śmierci istnieje, tyle, że nie w kodeksie karnym (sama historia znoszenia w Polsce po roku1989 kary śmierci w to historia pure sense kryminalna...) Kara śmierci istnieje, by tak rzec –„pozakodeksowo”, o czym przekonują nas przypadki Jaroszewiczów, Fonkiewicza, Papały, Dębskiego, Sekuły, słynne już „samobójstwa” w celach najważniejszych świadków w najpoważniejszych sprawach, także zgony takich postaci, jak szef kancelarii Tuska, czy Lepper. Ba! Nawet katastrofę smoleńską usiłowano nam przedstawiać w wiadomych merdiach jako niemal samobójstwo pilotów i gen.Błasika...Tyle tego, że nie sposób zastanowić się wreszcie: jak liczna musi być ekipa, która dokonuje tych pozakodeksowych egzekucji i kto też może wchodzić w jej skład?

 Jesteśmy w okolicach kloaki naszego demokratycznego państwa prawa, więc może pachnieć nieprzyjemnie...

 Jedna z bardziej przekonywujących tez powiada, że do tych egzekucji dobierani są niekiedy więźniowie odsiadujący wieloletnie wyroki, podczas gdy agentura ulokowana w więzieniu, pośród funkcjonariuszy, zabezpiecza im dostęp do celi skazanego, dostarcza środki, organizuje logistykę egzekucji. Wedle tej samej tezy – niektórzy wieloletni więźniowie zwalniani są do wykonania egzekucji na zewnątrz, a potem powracają z „przepustki”. Rzecz jasna, wymaga to współdziałania z naczalstwem więziennym i stąd, wedle tej tezy,  każdy naczelnik więzienia w państwie także demokratycznym musi być na usługach służb.

 Ale po ostatnich spektakularnych „egzekucjach w celi” najważniejszych świadków w sprawie Olewnika -  przeciętny personel więzienny postawiony został do pionu, jeden drugiemu patrzy na ręce, bo nikt nie chce stracić pracy, zostać kozłem ofiarnym pod zarzutem „zaniedbania” czy „niedopełnienia obowiązków”. W takich okolicznościach wzmożonej czujności zorganizowanie egzekucji w celi staje się trudne, nawet dla służb. Nadmierna rozbudowa „osłony” grozi wsypą, przeciekiem, nieostrożnością, rosnącym ryzykiem popełnienia błędu. Tymczasem egzekucja pozakodeksową – wymaga metod absolutnie pewnych. To są właśnie te „morderstwa doskonale”, których podobno nie ma...

 I oto załóżmy, całkiem hipotetycznie, ma się rozumieć, że Andrzeja Leppera  zabił jakiś więzień z długoletnim wyrokiem, cichcem dowieziony na uprzednio przygotowane logistycznie miejsce zbrodni, a potem odwieziony nazad do więzienia. Gdyby taki więzień uchodził w dodatku w więzieniu za inwalidę czy niepełnosprawnego, korzystającego często ze specjalistycznych lekarskich wizyt poza więzieniem, odsuwałoby to od niego podejrzenia, przynajmniej medialne... Nie trudno sobie wyobrazić, że taki więzień, świadom wagi sprawy, jaką mu powierzono, mógłby potem eskalować swe żądania, dotyczące więziennego socjalu, dalszych warunków odbywania kary, może nawet i inne żądania, wykraczające poza więzienną rzeczywistość... Taki więzień mógłby – zwłaszcza teraz, świadom „wzmożonej czujności” przeciętnego personelu więziennego po wspomnianych, spektakularnych „samobójstwach” w celach -  poczuć się na tyle bezpieczny, żeby stawiać bezczelnie żądania nowych przywilejów i korzyści, innych, niż wcześniej ugadane. Wystarczający powód, żeby i na niego zapadał pozakodeksowy wyrok śmierci. Ale nawet  wtedy, gdyby nasz cichy kat, poza wszelkim podejrzeniem, nie sięgał po tego rodzaju szantaż – póki jego życia, póty jego zleceniodawcy nie czują się bezpieczni. Lepiej i jego  skazać pozakodeksowo na śmierć i  egzekucję co prędzej wykonać (klasyka mafijna i klasyka służb). No tak, ale jak wykonać - gdy właśnie po ostatnich głośnych „samobójstwach w celi” stało się to trudniejsze?...

 W takich trudnych, poważnych sytuacjach, gdy czas przynagla do zacierania śladów (A bo to wiadomo było, kto wygra wybory?...) – metoda „na wydrę” wydaje się najskuteczniejsza. Na przykład: jakiś naczelnik więzienia (na którego jest hak, albo w ramach „poświęcenia się dla dobra służb”, w przyszłości wynagrodzonego, idzie oficjalnie do cel, morduje niewygodnego już dżentelmena – a służby preparują mu obronę, wcześniej uzgodnioną wedle opracowanego scenariusza. Dla niepoznaki nawet nie używa pistoletu służbowego – rżnie konwencjonalnie nożem!...

 Spiskowa teoria funkcjonowania mechanizmu demokratycznego państwa prawa, w którym oficjalnie zniesiono karę śmierci? He,he... Czy raczej: „gra operacyjna” jedna z wielu, cicha, podskórna praktyka także „demokratycznych” państw?...

 I to charakterystyczne milczenie merdiów: ani się dowiesz, kto zacz ten więzień, kto zacz  ten naczelnik... Taki piękny, sensacyjny temat, nad którym miliony czytelników pochyliłyby się z daleko większym zainteresowaniem , niż nad powyborczymi słupkami lub programami Lisa czy Olejnikowej na kupę... Ileż nam takie pozakodeksowe egzekucje mówią o „demokratycznym państwie prawa” – przecież nieskończenie więcej, niż wszystkie te słupki i całe to powyborcze bicie piany. Toteż mniej mnie interesuje skład nowego „gabinetu Tuska” (raczej: „służbówki Tuska”...), bardziej zasię pytanie: czy prawdę głosi  stugębna plotka, że ten zamordowany więzień mógł być zabójcą Leppera?...

 Całkiem jak za PRL: „prelegent mówił o wyższości socjalistycznego planowania nad dzikim kapitalizmem, a chłopi pytali, dlaczego w GS-ie nie ma gwoździ”... Ten „dialog” trwa, nie ustał ani na chwilę.

 Tymczasem proces zabójcy działacza PiS w Łodzi dziwnie odwleka się, a inna stugębna plotka głosi, że zabójca ma wcześniej umrzeć w celi „na raka”. Był precedens: Jack Ruby (prawdziwe nazwisko: Rubenstein) , zabójca Harveya Lee Oswalda, pomówionego o zabójstwo prezydenta Kennedy’ego zmarł w celi na raka. Powiadają, że Lepper coś wiedział o amerykańskich więźniach przetrzymywanych w Polsce... Amerykanizujemy się?

                                                                 Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »