Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
wtorek, 21 sierpnia 2018 r.
Strona główna
Drobny rewanż za drobne świństwo? PDF Drukuj Email
21.12.2011.

                            Drobny rewanż za drobne świństwo?

 („Głos Katolicki”, Paryż, 12 grudnia 2011) Już myślałem, że „Grom” odbije swego patron, gen.Gromosława Czempińskiego z aresztu wydobywczego „niezależnej prokuratury”, ale wystarczyła piękna  kaucja – podobno 1 milion złotych! – i nasz „amerykański bohater” (drugi Pułaski, psiakrew...) wyszedł na wolność. Jakoś nie dosłyszałem, kto wyłożył forsę na tę kaucję... W każdym razie „na biednego nie trafiło”.

 Prywatyzacja „Stoenu” to sprawa sprzed 9 lat... Coś długo „niezależna prokuratura” zbierała swe dowody, ale możliwe przecież, że dostała je całkiem niedawno. To bardziej prawdopodobne.

 Jeśli możemy sobie wyobrazić, że nasz bohater, wielbiony przez Amerykanów, nie mógł oprzeć się ich wdzięczności i przewerbował się w końcu – będziemy mogli wyobrazić sobie  także, że nie musiało to ucieszyć ani naszych braci niemieckich, ani naszych braci rosyjskich. Jakby nie było – od dawna wspólnie pracują politycznie nad wypchnięciem Ameryki z Europy, a i historyczne resentymenty też nie są bez znaczenia: to dzięki włączeniu się Ameryki do wojny III Rzesza niemiecka (pierwsza unia europejska...) padła na pysk, a znów dzięki prezydentowi  Reaganowi Rosjanom rozpadło się imperium. Jeśli w dodatku prawdą jest, że nasz bohater jako szef UOP ostrzegał premiera Oleksego przed Ałganowem... Ho,ho! Takich rzeczy się nie zapomina...

 Nasz „amerykański bohater” – co więcej – musiał narazić się niemieckim sponsorom Donalda Tuska gdy ujawnił – czy to z nieostrożności, czy przeciwnie, w ramach nowych zadań – że służby inspirowały powołanie Platformy Obywatelskiej. W ten sposób dyskredytował PO, która nazywana jest przez niektórych mądrych ludzi „stronnictwem pruskim”. Takich rzeczy też się nie zapomina...

 Wygląda na to, że sponsorzy stronnictwa pruskiego odczekali do wyborów, a wygrawszy – odwinęli się z przytupem.

 Trudno wyobrazić sobie, by tak doświadczony „razwiedczyk” jak nasz „amerykański bohater” przyjmował jakieś gratyfikacje nie zadbawszy o bezpieczeństwo. Nikt w końcu nie przyjmuje forsy w świetle kamer, a co dopiero „amerykański bohater”, b. razwiedczyk, generał tajnych służb... Jeśli ktoś sypnął naszego bohatera – to pewnie ci, którzy tej gratyfikacji kiedyś mu udzielili ( a „Stoen” kupiła przecież firma niemiecka...). Jest to logiczna hipoteza: „Ty nam tak, to my ci tak!”.

 Rzecz jasna – włos z głowy naszemu „amerykańskiemu bohaterowi” nie spadnie, jak nie spadł Mazurowi, temu „od Papały”. Nielegalny lobbing? Owszem, może powiedzieć: „Brałem pieniądze za prezentowanie racji i argumentów, przemawiających za sprzedażą „Stoenu” czy tam udziałów LOT-u. No i co z tego? To nie była żadna łapówka, bo to nie ja podejmowałem decyzję”... I co na to „niezawisły sąd? Jaki paragraf znajdzie? Żaden, a jeśli nawet – to niezbyt surowy.

 Chyba, że bezwzględny Niemiec dostarczył dowodu, iż nasz „amerykański bohater” odpalił dolę  decydentowi, ówczesnemu ministrowi skarbu, albo komuś jeszcze wyżej. Mocno w to wątpię: takiego dowodu jako narzędzia szantażu bezwzględny Niemiec nie udostępniłby polskiej prokuraturze, sam spożytkowałby go lepiej...

 Skończy się więc tylko kompromitacją naszego „amerykańskiego bohatera” w oczach części opinii publicznej, czymś na kształt poważnego ostrzeżenia i podcięcia finansowych skrzydeł, zgrania mu zaufania, jakim tu czy tam się cieszył, dzięki czemu zarabiał na cygaro, szklaneczkę whisky i paliwo do mercedesa. No ale – „na biednego nie trafiło”, a poza tym – taki fachowiec zawsze znajdzie zajęcie. Jeśli je w ogóle straci...

 Ale sprawa naszego „amerykańskiego bohatera” wpisuje się i w inny kontekst: przesilenia, ku któremu zmierza projekt polityczny zwany Unią Europejską. To przesilenie przybierze postać albo rozpadu projektu ( w sferze euro pozostaną Niemcy, Francja – aż sama zbankrutuje? – i Benelux), albo, przeciwnie, postać wzmocnienia niemieckiej kontroli politycznej nad obszarem UE. Niemiecki projekt poddawania budżetów krajów unijnych ścisłej kontroli, wspierany póki co przez Francję to właściwie projekt całkowicie  niemieckiej już Europy, w której siła Francji spoczywać  będzie na głowicach atomowych, których nie mają jeszcze Niemcy, ale wobec Niemiec słaba to siła, jako że wojna nuklearna w Europie zachodniej wymyka się najbujniejszej nawet wyobraźni politycznej.

 Mimo niektórych optymistycznych komentarzy, wieszczących śmierć strefy euro i rozpad UE – sądzę pesymistycznie, że jednak Niemcy i ich francuski „paputczik” narzucą UE swoje rozwiązanie. Ocenę te opieram na stopniu degeneracji demokracji zachodnich jako samodzielnych systemów państwowych, nacechowanych Traktatem Lizbońskim. Inna to rzecz, jak długo Europa unijna znosić będzie twardą niemiecką hegemonię realizowaną tym razem miękkimi środkami. A cierpliwości i metodyki Niemcom odmówić nie sposób. Jeśli zważyć nadto, że w Rosji  (z którą zawsze mogą pohandlować granicą stref wpływów...) znajdują strategicznego partnera – niemiecka Unia Europejska z wielkim prawdopodobieństwem wyłoni się z obecnego unijnego przesilenia.

 W okresie takich przesileń służby są aktywizowane, więc czyszczenie i polskiego gruntu z wpływów sił niekoniecznie zachwyconych perspektywą UE pod wyłącznie niemiecką ręką nie dziwi. I to jest chyba też kontekst afery naszego „amerykańskiego bohatera”.

 A poza tym ta sensacja „przykrywa” – podobnie jak kolejna odsłona afer w PZPN – postępującą w kraju drożyznę, bezrobocie i społeczne niezadowolenie.

                                                     Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »