Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 16 grudnia 2018 r.
Strona główna
Śladami Meyera Rotschilda... PDF Drukuj Email
02.01.2012.

                                          Śladami Meyera Rothschilda...

                  *Łapówki dla rządów? *Automat, czy głosowanie?*Bank poza wszelką kontrolą 

  Merkel i Sarkozy zaproponowali „ratowanie strefy euro”, czyli pogłębienie niemieckiej dominacji w Europie poprzez wypłukiwanie suwerenności innych państw. Francja, ze swym deficytem budżetowym i długiem publicznym gra na opóźnienie własnej gospodarczej zapaści tak, by wcześniej „skurczyły się” gospodarki innych państw europejskich; próbuje ugrać co nieco u boku Niemiec na tej zwłoce. (Tymczasem decyzja o budowie szybkiej linii kolejowej mającej połączyć „pribałtykę” – przez Polskę- z Niemcami wskazuje na szybkie konsumowanie przez Berlin strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego;  linia ta- nawiasem mówiąc - biegnie tak przez Polskę, że odcina Polskę północno-zachodnią od pozostałej części...)

 Przyjrzyjmy się bliżej uzgodnieniom, mającym  zmienić Traktat Lizboński. Pierwsza zmiana to „automatyczna kara” dla każdego kraju członkowskiego za przekroczenie 3 proc. deficytu budżetowego w stosunku do PKB . Nie jest jednak jasne, co ma oznaczać drugie finansowe wykroczenie - „naruszenie złotej reguły”. Za „złotą regułę” przyjmuje się w ekonomii finansowanie deficytem budżetowym tylko długofalowych wydatków inwestycyjnych państwa, podczas gdy bieżące wydatki budżetowe powinny być finansowane z bieżących wpływów. Istnieją ogromne możliwości oszukańczo-interpretacyjne tego, co jest „długofalową inwestycją”, a co tylko „bieżącymi wydatkami”. Jeśli na przykład potraktować wydatki na publiczną oświatę lub zdrowie jako „inwestycje długofalowe” – można w ramach tej „inwestycji” zaciągać imponujący dług publiczny... O tym, czy „złota reguła” została w danym kraju naruszona, czy nie – miałyby odtąd decydować...  krajowe trybunały konstytucyjne państw członkowskich. Przy tego rodzaju nieprecyzyjnych sformułowaniach, podatnych na interpretacyjne manipulacje, nietrudno sobie wyobrazić, że krajowe trybunały konstytucyjne (naszpikowane agenturą lokalną jak sztufada słoniną) wyrokować będą zawsze na korzyść rządów: „Ach, o żadnym złamaniu złotej reguły mowy nie ma”... W ten sposób lokalne rządy będą mogły nadal zadłużać podległą sobie ludność tubylczą: to jest ta „łapówka”, którą Merkel i Sarkozy proponują lokalnym rządom, by je przekupić i skaptować do swego pomysłu. Innymi słowy – postępujące zadłużenie będzie ukrywane w „długofalowych inwestycjach”, a trybunały konstytucyjne będą poświadczać to oszustwo orzeczeniami, iż „złota reguła nie została złamana”... Pytanie zatem brzmi: czy „złota reguła” zastąpić ma, czy uzupełnić obecną łamaną „barierę” 60 proc. długu publicznego względem PKB?

 Ale, uwaga: wbrew zapowiedziom, że kara za przekroczenie 3-procentowego wobec PKB deficytu budżetowego ma spadać „automatycznie” - okazuje się, że wcale nie automatycznie, ale „kwalifikowaną większością głosów”. Zatem decyzja nie będzie wcale „automatyczna” i ekonomiczna, ale całkiem i au fond polityczna!

 Dowiadujemy się nadto, że kraje, które przystąpią do „nowego traktatu”  

 – „muszą powstrzymać się od oceny, pozytywnej czy negatywnej, działań Europejskiego Banku Centralnego”! Tego jeszcze w historii „europejskiej demokracji” nie było, to jest clou programu: powstrzymać się od wszelkiej krytyki EBC! Wszystko już jasne... Ten Europejski Bank Centralny, z siedzibą we Frankfurcie nad Menem, jest emitentem euro i od dawna przedmiotem wyłącznej, zajadłej politycznej rywalizacji Niemiec i Francji. Wszystko wskazuje, że z tego Europejskiego Banku Centralnego Niemcy i Francja uczynić chcą wyjętego spod wszelkiej kontroli („ocen negatywnych i pozytywnych”) emitenta pustego euro wedle potrzeb rządów Niemiec i Francji – a zarazem dystrybutora tego „pieniądza” pomiędzy poszczególne baraki eurokołchozu. A wszystko to pod szyldem, jakoby Europejski Bank Centralny był „niezależny politycznie”!

  Zważywszy, że Europejski Bank Centralny ma stanąć ponad wszelką „pozytywną czy negatywną oceną”, całkiem jak Biuro Polityczne KPZR, przyjrzyjmy się tej instytucji. Chociaż 99 procent zapisów jej statutu podkreślać ma niby niezależność EBC od „polityki”, to jednak w Traktacie z Maastricht znajdujemy drobny punkcik, który wszystko wyjaśnia. Otóż celem tego „niezależnego” banku jest: „ wspomaganie ogólnej polityki gospodarczej UE”.    

 Niby zatem „niezależny”  bank, ale... musi wspierać  polityczny projekt: strojki eurokołchozu. To jego główny i jedyny cel. Jakże więc ten Bank może być „niezależny” od polityki?

 Jego pierwszym prezesem był niejaki Wilhelm Duisenberg, Holender, podobnie jak nasz minister Skubiszewski odznaczony przez...Niemców Orderem Zasługi dla Republiki Federalnej Niemiec! Pewnie zasługa podobna, jak zasługa Skubiszewskiego...Drugim prezesem był Francuz, Jean-Claude Trichet. O dziwo – też odznaczony przez Niemców, ale dla odmiany Nagrodą Karola Wielkiego. Chyba łatwo było go „odznaczyć” zważywszy, że wcześniej, jako prezes Banque de France (należącego do systemu EBC!) nie zauważył, jak kontrolowany bank Credit Lyonnais „wyprowadził” Bóg wie dokąd 130 miliardów franków zanim zbankrutował. O tym, że „najwyższe moce” czuwały nad tym złodziejskim  bankructwem wymownie świadczy fakt, iż wnet archiwa bankruta spłonęły „doszczętnie”, i to jednocześnie: i w Paryżu i w Hawrze! (To  dobry przykład roboty służb specjalnych, świadczący zarazem, jak bardzo i rząd francuski sprzężony był z  tym złodziejstwem...) Obecnie trzecim z kolei prezesem tego EBC, produkującego pusty pieniądz wedle potrzeb rządów Niemiec i i Francji, jest Włoch, Mario Draghi, ale o którym powiadają – co za przypadek... – że jest „bardziej niemiecki niż Niemiec”. Wcześniej, do 2006 roku, był prezesem Banco d’Italia (też w systemie EBC!) i, oczywiście, też nie zauważał nadciągającego kryzysu. Może dlatego właśnie, że był „bardziej niemiecki, niż Niemiec”?... Wprawdzie nie został jeszcze odznaczony ani Orderem Zasługi dla Niemiec, ani Nagrodą Karola Wielkiego, ale wszystko jeszcze przed nim, zważywszy ambitne zadanie, jakie mu właśnie wyznaczono, tak  ambitne, że  ponad „wszelkimi ocenami, tak pozytywnymi, jak negatywnymi”... Dodajmy, że prezesurę swą zawdzięcza poparciu rządów Niemiec i Francji, a nie – Włoch, Irlandii, Portugalii czy Grecji... I ten Europejski Bank Centralny, instrument niemiecko-francuski, Niemcy i Francja wyjmują teraz spod wszelkiej oceny „tak pozytywnej, jak negatywnej”, żeby za jego parawanem i za parawanem jego nie podpisanych nawet bank-knotów „euro” eksploatować eurokołchoz: wszak kto ma władzę nad emisją pieniądza, ten ma władzę nad inflacją i nad podatkami. Jak to mawiał stary Meyer Rothschild: „Dopóki jestem w stanie kontrolować emisję pieniądza w danym kraju, nie dbam o to, kto w nim stanowi prawo”...

. 

                                                             Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »