Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
wtorek, 16 stycznia 2018 r.
Strona główna
Lobby żydowskie a walka na lewicy PDF Drukuj Email
15.01.2012.

                                                  Lobby żydowskie a walka na lewicy

                          * Kto kieruje Kwaśniewskim?* Palikot pogania,Miller zwleka

                                 *Zręby kompromisu * Polityka PO wzmacnia lewicę                             

  („Najwyższy Czas”, 11 stycznia 2012) Lewica zwiera szeregi. Odkąd w jej szeregach są ostentacyjni pederaści powiedzieć można, że zwiera także pośladki. Jak przewidywaliśmy, rolę „jednoczyciela ponad podziałami” powierzono Kwaśniewskiemu. Ale, ale... – kto jemu tę rolę powierzył?... Ani się dowiesz. Aj, czy aby nie wypełnia zlecenia żydowskiego lobby politycznego, Partii Demokratycznej?

 Kwaśniewski zatem  już „rozmawiał” i z Palikotem, i z Millerem, i tylko jakoś nie ujawnił, z kim rozmawiał w Partii Demokratycznej: to dyskretne milczenie wskazuje właśnie, skąd bierze się „jednoczycielska” inspiracja. Bo połączyć się – to frajer, ale, kto będzie kierował tym nowym folksfrontem? Nowy historyczny kompromis  „Żydów” z „chamami”, proszę bardzo, nawet wzbogacony o „pożytecznych idiotów”, „młodych wykształconych z dużych miast” i „płeciów trzeciej orientacji” z Ruchu Palikota, lecz pod czyją batutą?

 Ze skąpych wypowiedzi Kwaśniewskiego, Palikota i Millera wyłania się jednak już dość jasna taktyka rozproszonych dziś lewic.

 Palikot prze zatem do szybkiego kongresu zjednoczeniowego, już w maju, licząc zapewne, że jego Ruchu-ruchu („raz po...., raz po brzuchu”) nie wytraci jeszcze do wiosny dynamiki, a SLD – jeszcze nie otrząśnie się z wyborczej porażki. Miller, odwrotnie: gra na czas. O żadnym połączeniu – powiada – ani o żadnym wspólnym kongresie na razie mowy nie ma, każda z lewic ma na razie „zachowywać własną tożsamość”. Miller podkreśla przy tym, nie bez racji, że Ruchu-ruchu Palikota zasiliło więcej aktywistów z PO, niż z SLD i że poparło Palikota więcej dotychczasowych wyborców z PO, niż z SLD. To jasne: SLD to zwarta grupa interesów połączona niechlubną przeszłością, co cementuje grupę, ale zarazem izoluje ją  – a PO to w dużej części nowi „pożyteczni idioci”, jak to ujmował tow.Lenin , albo, jak uprzejmiej pisał poeta: „dzieci pijane we mgle”. Co do lobby żydowskiego – na razie zachowuje wymowne milczenie, ale poparcie udzielane przez gazetę żydowską dla Ruchu-ruchu Palikota wiele wyjaśnia; a jak komu mało, to Kalisz (rywal Millera) dopowiada, że i dla Partii Demokratycznej musi znaleźć się „godne miejsce” w połączonej lewicy... A jakież miejsce w połączonej lewicy jest godniejsze „ludzi rozumnych”, niż kierownicze?

 W świetle tych wypowiedzi nie będzie szybkiego zjednoczenia, będzie na razie „współpraca polityczna w niektórych kwestiach”, ale jeśli w przyszłości zjednoczenie – to chyba pod kierownictwem  lobby żydowskiego?

 Bo pewien kompromis już znaleziono i warto mu się przyjrzeć.

 Miller powiada, że w wyborach do parlamentu europejskiego, za trzy lata, na wspólnych ewentualnie listach lewicy może się znaleźć miejsce dla „ekspertów i fachowców” z Partii Demokratów, więc z lobby żydowskiego. To ciekawy trop, etap projektowanego kompromisu.

 Polegałby on chyba na tym, że finansowe synekury w europerlamencie lewica oddałaby aktywistom lobby żydowskiego z Partii Demokratów („eksperci”, „fachowcy” – wiadomo: „ludzie rozumni”...). Na tych posadach mogliby póki co urabiać euroopinię ( to w końcu pierwszorzędni politrucy!) w europarlamencie po linii lewicy i lobby żydowskiego, a wspierani „zaciągiem geremkowskim” w MSZ i przez kancelarię Komorowskiego -  kontrolować politykę zagraniczną na miejscu; natomiast kierowanie lewicą w kraju spoczywałoby w rękach „chamów” postnatolińskich. Tak rysuje się obecnie wstępny kompromis, jakby pierwszy krok w kierunku ewentualnego zjednoczenia lewicy.

 Czy taka pozycja wyjściowa umożliwiłaby z czasem lobby żydowskiemu wzięcie pod siebie całej tej „zjednoczonej lewicy”? Zważywszy na rosnące uzależnienie Polski i postępującą utratę suwerenności – jest to więcej niż prawdopodobne. Zwłaszcza, że niezależnie od tego wstępnego kompromisu lobby żydowskie może liczyć na stałe wsparcie pałacu prezydenckiego, a i Ruchu-ruchu Palikota wcześniej czy później sięgnie do żydowskiej „rezerwy kadrowej”. Bo do jakiej innej?...

 Wydaje się wszakże, że największą rolę w jednoczeniu lewicy odgrywa Platforma Obywatelska. Tak naprawdę jest ona formacją socjaldemokratyczną, która zablokowała swymi rządami liberalizację gospodarki i umocniła krępujący ją biurokratyczny gorset. Toteż polityka PO musi skutkować – i skutkuje – drożyzną, inflacją i bezrobociem, co z kolei zwiększa sferę biedy i sprzyja postawom roszczeniowym, hodowanym przez demagogów lewicy. Polityka PO tworzy nader korzystny klimat dla radykalizacji lewicy, która – tak millerowska, jak palikotowa -  zachęcana jest polityką Platformy do licytowania się swą radykalnością. Lewica SLD-owska nie przelicytuje jednak radykalnością Ruchu-ruchu Palikota, gdyż lewica SLD-owska zbyt wiele się nakradła i jest zbyt zamożna, by ryzykowała swój majątek – a pamiętajmy, że nikt tak nie kocha pieniędzy, jak nuworysze... Co innego zbieranina z Ruchu-ruchu: ci nie mają nic do stracenia, wszystko do zyskania.

 Na razie do roli arbitra, rozsądzającego spory lewicy millerowskiej i palikotowej przymierza się właśnie lobby żydowskie w osobie delegata-pośrednika Kwaśniewskiego– a z pozycji arbitra bardzo łatwo już owładnąć całą lewicą. Zwłaszcza gdyby zabrakło („wypadki chodzą po ludziach”...) sztandarowych postaci w SLD i w Ruchu-ruchu, których nie jest aż tak wiele: raptem Miller i filozof z Biłgoraja.

 W tej sytuacji nie będzie zbyt ryzykowne stwierdzenie, że póty SLD – póki Millera. Właściwie cały los SLD zawisł na Millerze.

 „Pan musi być bardzo ostrożny”... – radził przed wojną młodemu Stefanowi Kisielewskemu pewien pedagog. Andrzej Lepper, który pomógł Millerowi w trudnych chwilach i wziął go na listę „Samoobrony” , nie był chyba bardzo ostrożny?...

 Ale i nie da się wykluczyć, że Miller markuje tylko „ratowanie SLD”, a tak naprawdę siły wyższe wyznaczyły mu rolę cierpliwego i zręcznego likwidatora SLD, tak, by likwidacja dokonywała się bez bólu, wywlekania „zaszłości” i skandali, z zachowaniem twarzy. W tej roli może z powodzeniem doczekać politycznego „wycugu”, zwłaszcza, że ćwiczył tę rolę jako czeladnik u Jaruzelskiego, przy likwidacji PZPR. Wydaje się jednak, że nawet zejście SLD ze sceny politycznej i całkowite owładnięcie lewicą przez lobby żydowskie nie zlikwiduje trwałego, wewnętrznego podziału, jaki w bogatych odsłonach trawi w Polsce lewicę od czasów Komunistycznej Partii Polski po dzień dzisiejszy. Tego garbu lewica w Polsce nie pozbędzie się w dającej się przewidzieć przyszłości, tej kuli u nogi nie odrzuci. Zjednoczona czy rozproszona - pozostanie więc garbata i kulawa.

 ...Ledwo skończyłem ten tekst w ostatnim dniu 2011 roku, gdy red. Mazurek w „Rzepie” poinformował, że „resztówka Unii Wolności ma się połączyć z Palikotem”. Szybko to idzie!

                                                                     Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »