Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

wtorek, 16 stycznia 2018 r.
Strona główna
Czas nie wszystko zmienia PDF Drukuj Email
23.02.2012.

                                                      

                                                       Czas nie wszystko zmienia

 -Nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki – powiada filozof – bo już inne do niej w międzyczasie napłynęły wody.Mimo innych wód, które napływają – rzeka jest jednak „ta sama”, bo  określają ją  nie tylko wody, ale i jej bieg główny. Ten rzadko zmienia się zasadniczo. „Okrągły stół” z roku 1989, porozumienie komunistów z „lewicą laicką”, nie dokonał zasadniczej zmiany ustroju polityczno-gospodarczego Polski, a przecież to interesowne porozumienie  leży u podstaw dzisiejszego ustroju. Kosztowne,  demokratyczne dekoracje „sceny politycznej” nie zmieniają faktu, że III Rzeczpospolita jest w swym nurcie politycznym także kontynuacją PRL-u. Pluralizm polityczny blokowany jest finansowaniem partii z budżetu państwa, co uniemożliwia pojawienie się na scenie politycznej ugrupowań o nowych programach (Ruch Palikota jest najlepszym dowodem, iż nowe ugrupowanie powstać może tylko z nader niejasnego źródła finansowania i z „lidera”, co to podpisał zobowiązanie wobec SB...). Demokratyczny wybór władz  ograniczony jest ordynacją wyborczą, mocą której tylko partie ssące budżet mogą rejestrować się w skali kraju: o tym, kto w ogóle znajdzie się na wyborczych listach decydują wąskie sztaby partyjne (w skali całego kraju nie więcej niż kilkadziesiąt osób). Wolność słowa ograniczona jest potężnie nadziałem mass-mediów, dokonanym przy okrągłym stole, w wyniku którego lewica postkomunistyczna i „lewica laicka” dostały niemal cały rynek medialny. To swoista, współczesna forma cenzury. Wreszcie gospodarka: nie tylko zawłaszczona „prywatyzacją” przez bezpieczniackie koterie dawnego, PRL-owskiego reżimu, ale starannie pilnowana przed rzeczywistą liberalizacją, która mogłaby zagrozić ich monopolom. To nie  gospodarka liberalna, to kapitalizm kompradorski. W takich warunkach „głównego nurtu przemian” nie dziwi, że kolejne rządy – poza rządem Jana Olszewskiego i Jarosława Kaczyńskiego – były rządami figurantów, sterowanych przez bezpieczniackie koterie wywodzące się z WSI lub SB, wykonawcami ustaleń powziętych przez nieformalne ośrodki prawdziwej władzy. I tylko gdy te koterie brały się niekiedy między sobą za łby, rywalizując o pieniądze (afera FOZZ, afera alkoholowa, afera„Art B”, walki „Pruszkowa” z „Wołominem”, zabójstwo  gen.Papały, afera Rywina, aresztowanie „kasjera lewicy” Vogla-Filipczyńskiego, próba zatrzymania gen. Czempińskiego i tak wiele innych...) – przy tych tylko okazjach opinia publiczna dowiadywała się nieco więcej o prawdziwych mechanizmach władzy rządzących III Rzeczpospolitą. Ilość i rozmiary tych afer oraz towarzyszących im zabójstw były wszakże dostatecznie wielkie, by i we współczesnej Polsce opinia publiczna wytworzyła sobie całkiem inny obraz życia politycznego kraju niż ten, jaki podają do wierzenia na co dzień rozdane przy okrągłym stole „merdia”. Czyż to rozdwojenie nie koresponduje już z powszechną za PRL opinią: „Prasa kłamie”?...

 Niestety, takich „korespondencji” z PRL-em jest znacznie więcej. Do dziś – mimo członkostwa w Unii Europejskiej i ratyfikowania Traktatu Lizbońskiego obowiązują w Polsce...dekrety bierutowskie, z czasów najgłębszego stalinizmu, uniemożliwiające reprywatyzację, czyli zwrot obywatelom mienia ukradzionego przez komunistów! Znamienny znak pozorności „demokratycznych przemian”.

 „Im dalej w las, tym więcej drzew”. Im dłużej trwa ta kontynuacja PRL w zewnętrznych formach demokratycznych, tym bardziej nasila się konflikt między tymi formami a ich treścią. Przybiera to także postać nasilającego się rozdźwięku między językiem urzędowym a realiami i społecznym odczuciem, co znów przypomina żywo okres PRL-owski.

 Początek roku rozpoczął się od trzech takich PRL-owskich kontynuacji o zaostrzonym przebiegu.

 Najpierw, poszukując „oszczędności w służbie zdrowia” i próbując ukryć ten powód przed opinią publiczną – rząd Tuska wdrożył „ustawę refundacyjną”, chcąc przerzucić odpowiedzialność za jej niebezpieczne zapisy wprzód na lekarzy, potem na aptekarzy – a wszystkich razem próbując skłócić z pacjentami. Ustawa ta nazywana jest powszechnie „ustawą eutanazyjną”, gdyż skutkuje drakońską podwyżką cen wielu leków, po wtóre – towarzyszy jej polityka tzw. Narodowego Funduszu Zdrowia, polegająca na wydłużaniu czasu oczekiwania pacjenta na wizytę u lekarza-specjalisty oraz na likwidacji wielu placówek leczniczych. Nie trzeba dodawać, że beneficjentem tego stanu rzeczy jest wyłącznie nowa nomenklatura partyjna (partii tworzących rządzącą koalicję), którą to nomenklaturą obsadzane są także tłusto opłacane posady w NFZ. Nie przebrzmiały jeszcze echa awantury wokół ustawy eutanazyjnej, gdy wybuchła sprawa umowy ACTA. Okazało się, że rząd podpisał tę umowę bez  czytania. To nawet gorzej, niż w PRL, gdzie narzucane przez Sowiety umowy były jednak bardzo pilnie czytane przez tubylczych kacyków. Świadczy to o pogardzie rządzącej koalicji wobec obywateli . Umowa ACTA  dopuszcza stosowanie środków represyjnych wobec internautów na podstawie donosów, pomówień i politycznej presji. Pod pozorem „ochrony własności intelektualnej” wprowadza zapisy kneblujące wolność słowa: od razu też nazwana została – „umową kneblową”. Gwałtowny i masowy protest interanutów „zaskoczył władzę”, podobnie jak wcześniej protest lekarzy i aptekarzy.  To kolejna analogia PRL-em, którego władze zawsze „zaskakiwało” społeczne niezadowolenie.

 Obecnie – a przecież to dopiero początek roku – coraz szersze kręgi zatacza smród płynący od decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji dotyczącej telewizji „Trwam”. W tym dziwnym procesie koncesyjnym KRRiTV przyznała  jednocześnie koncesje stacjom nie śmierdzącym groszem (dosłownie: nie dysponującym ani złotówką!), a także stacjom, które w ogóle dotąd nie nadawały niczego innego prócz muzyki...  Decyzje KRRiTV musiały być konsultowane z rządem: członkowie tej Rady pochodzą przecież z politycznego nadania. Ta decyzja odbierana jest powszechnie jako próba zakneblowania stacji o masowej słuchalności, nie podporządkowanej władzy. Nawiasem mówiąc: postulat zamknięcia Radia Maryja zgłosiła oficjalnie....żydowska loża B’nai B’rith, rozpoczynając bodaj trzy lata temu swą legalną działalność w Polsce, w wcześniej postulował to działacz żydowski -  Marek Edelman, na łamach „Gazety Wyborczej”.

„Są sprawy na niebie i ziemi, o których nie śniło się filozofom”:  mimo „nowych napływających wód” można dwa razy, a nawet więcej, wchodzić do tej samej rzeki, jeśli te wody nie zmieniły jej dna i jej głównego nurtu...

                                                                             Marian Miszalski

 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »