Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
sobota, 18 sierpnia 2018 r.
Strona główna
Konwulsje impotentów PDF Drukuj Email
27.02.2012.

                                                        Konwulsje impotentów

                      *SLD w likwidacji? * Ku nowej koalicji... *Kto nam zastąpi Stevensona?

   („Najwyższy Czas”, 22 lutego 2012) Wstępem „jednoczenia lewicy” ma być wspólna lista kandydatów SLD i Ruchu Palikota do Parlamentu Europejskiego, o której rozmawiał niedawno Miller z Palikotem. Ten „parlament” ma tyle ma wspólnego z parlamentem, co małpa na rowerze z kolarzem: obydwoje pedałują. Do PE trafia się na zasłużony wycug polityczny z możliwością uprawiania propagandy. Niektórzy twierdzą, że SLD ma doświadczonych wyjadaczy „godnych”  PE, zaś u Palikota same greenhorny, których wstyd puścić na Brukselę, więc w tych rozmowach Miller ma niby przewagę nad Palikotem. Ejże! Jeśli po Brukseli grasują z powodzeniem Daniel Cohen-Bendit z Martinem Schulzem na kupę, to najlepszy dowód, że w Brukseli konkiety może dokonać byle kto: Palikot nie musi mieć kompleksów. A gdyby nawet miał, to - zważywszy na względy życzliwość okazywane mu na łamach ”GW” – czyż lobby żydowskie nie wesprze go w potrzebie dyżurnymi „autorytetami”? W  każdym razie ma ten atut w zanadrzu, a także atut „sondażowy”:  „sondaże” jak na komendę zwiększają przewagę palikoterii nad „późnym Natolinem”. Ale osobista pozycja Millera jest, mimo to, bardzo przyjemna i wygodna: w najgorszym przypadku jako likwidator SLD (to już drugi sztandar do wyprowadzenia...) doczeka godziwej politycznej emerytury. W PRL na sezonowej „likwidacji szkód rolniczych” niejeden dorobił się majątku, a tu przecież chodzi o większą likwidację... O, z likwidacji można żyć długo i dostatnio! Toteż Miller przeciągać będzie proces „jednoczenia”.

 Zwycięstwo Ruchu Palikota, wspieranego przez lobby żydowskie, nad SLD oznaczałoby opanowanie przez to lobby całej lewicy. Gdyby więc doszło w przyszłości do koalicji PO z taka „nową lewicą” – przypominałoby to rządy AWS z Unią Wolności, w których AWS był listkiem figowym, drobną „spółdzielnią”, a UW kręciła interesem głównym. Kto wie, czy Palikot nie awansowałby wtedy do roli „charyzmatycznego przywódcy”, całkiem jak TW „Karol”, pardon, jak Buzek. W naszych czasach dymana „charyzma” znakomicie nadaje się do osłaniania szwindli, a im większy „charyzmatyk” – tym mniej widać w jego porażającym merdia blasku...

 Tymczasem Tuskowi wymknęło się nieostrożnie, że „skutki zaniechania reformy emerytalnej mogą objawić się już za kilka miesięcy”. Pojawiają się przeto domysły, czy przypadkiem Tusk nie obiecał już „gdzieś komuś” na boku (Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu?), że wydłuży emerytalny haracz o dwa lata, podając nową kroplówkę zdychającemu przymusowi ubezpieczeń. MFW żąda już od rządu węgierskiego wycofania podatku liniowego, zaś kontynuacji szkodliwego dla gospodarki podatku progresywnego. MFW służy do podtrzymywania i pogłębiania uzależnienia krajów niedorozwiniętych gospodarczo od światowych potentatów, a jego filozofię streścić można w postulacie: „niech ten, kto ma, ma jeszcze więcej, a kto ma mało – niech nie ma nic”. No a ten, kto już dzisiaj nie ma nic? Ach, dla takiego śmiecia jest eutanazja, ustawa refundacyjna, późniejsza emerytura i Narodowy Fundusz Zdrowia z Narodowym Stadionem na osłodę. Właśnie za  Narodowy Stadion pan Kapler bierze prawie 600 tysięcy złotych premii co uwidocznia jak na dłoni, po co są takie bizantyńskie inwestycje z publicznych pieniędzy. Kuriozalny kontrakt z p.Kaplerem podpisał „Miro”, zwany też skarbnikiem PO, podobnie jak Peter Vogiel-Filipczyński nazywany jest „skarbnikiem lewicy”. Tacy skarbnicy to dopiero prawdziwe skarby partyjnych nomenklatur! Nic też dziwnego, że chucha się na nich i dmucha: „Miro” ma willę na Florydzie, w okolicach, o których miejscowa Polonia powiada, że „niżej b.pułkownika SB nikt tam nie mieszka”.  I słusznie: czyż najbezpieczniejszym miejscem dla prawdziwych skarbów nie jest Floryda, Wyspy Bahama, Cypr albo Szwajcaria?

 W dzieciństwie zaczytywałem się książkami o piratach, pośród których „Wyspa skarbów” Stevensona zajmowała miejsce poczesne. Zaletą tej literatury (w przeciwieństwie do książek o Harrym Potterze i rozmaitych „wiedźminach”) był fakt, że piraci istnieli realnie, realnie rabowali i realnie bogacili się na morskim rozbójnictwie. Gdzie dzisiaj taka literatura dla młodzieży? A przecież materiału inspiracyjnego nie brakuje: trup ściele się gęściej, niż w czasach słynnych korsarzy, rozbójnicy (zwłaszcza „bratni” bankierzy) zawłaszczają skarby o których nie śniło się najzuchwalszym piratom, a „wyspy skarbów”  mamy już nawet pod samym nosem: ot, „stadion narodowy” w Warszawie: czyż nie lepszy od „umrzyka skrzyni” i jej zawartości, z której  u  Stevensona skorzystało raptem tylko „czternastu chłopa”?...

 Atmosfery gęstej tajemniczości też nie brak w naszych czasach. Pomijając już tajemnicze zabójstwa: Jaroszewiczów. Fonkiewicza, Sekuły, Dębskiego, Papały... tajemnicze samobójstwa rozmaitych świadków i oskarżonych... tajemnicze wypadki drogowe... i inne tajemnicze zgony – weźmy taki kontrakt p.Kaplera podpisany z „Miro”:  objęty był i „tajemnicą umów handlowych” i „ochroną danych osobowych” na kupę – chociaż chodziło o publiczną forsę! Czy aby wszystkie te „ochrony tajemnic i danych osobowych” nie służą jedynie ukrywaniu mechanizmów szwindli i zacieraniu śladów? Albo taki „Aneks do raportu o likwidacji WSI”, najpilniej dziś strzeżona tajemnica państwową. Jakież tam straszliwe drzemią fakta, jeśli jego publikacja aż „zachwiałaby fundamentami państwa”! Naprawdę  -„zachwiałaby”? A może wzmocniłaby prawdziwy fundament państwa, osuszając bagno, na którym osiada? Podobno jest tam wymieniany i Bronisław Komorowski, co zresztą skłoniło go w swoim czasie do konszachtów z płk Tobiaszem. Ale i płk Tobiasz  niedawno zmarł uprzejmie na „zawał serca”, akurat przed wyznaczoną na 1 marca rozprawą, która wyjaśnić miała także niektóre tajemnice związane ze skarbami współczesnych piratów.

 Czekamy więc na współczesnego Stevensona, bo dzieci zamiast czytać z wypiekami na twarzy o przygodach wielkich, prawdziwych rozbójników naszych czasów stosujących demokratyczne formy rozbójnictwa -   muszą zadawalać się prymitywnymi bajeczkami o przygodach Pottera czy wiedźmina, przy których bajka o Królewnie Śnieżce to szczyt realizmu. Czy tak „oczytana” dzieciarnia pojmie współczesny świat?

 Gdybym pisał współczesną „Wyspę skarbów”, zacząłbym rozdział pierwszy (np. „Tajemnice Banku Handlowego”) od zdania: „Pewien chytry Turek od dawna przemyśliwał, jak ukraść okrągły milion dolarów ze szwajcarskiego konta pewnego generała w stanie spoczynku, który fortuny dorobił się na szwindlach, na dzikich polach w Europie Wschodniej. Nie jeden tam generał dorobił  się bogactwa, i  niejeden - nie tylko Turek – przemyśliwał jak mu zwędzić tę forsę”.

Obecne konwulsje wstrząsające impotentnym rządem Tuska znalazłyby się dopiero w rozdziale drugim, pt, „Złoto i polityka”...

                                                          Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »