Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 22 października 2018 r.
Strona główna
Reformy spod znaku Konia PDF Drukuj Email
30.03.2012.

                                                 Reformy spod znaku Konia  

                    *Jaki rząd – takie reformy * Po pięknych różnicach – piękne pojednanie

                      *Wincenty palnął szczerze... *Zaledwie – czy aż? * Co nasyci emeryta?                     

   Jaki pan, taki kram – po 6 latach rządów koalicji PO/PSL jedyną znacząca zmianą w prawie byłaby owa „reforma systemu emerytalnego”? Ależ jaka to reforma systemu! System pozostaje bez zmian, oparty o przymusowy haracz pobierany od każdego pracownika pod pretekstem „władza wie lepiej, co jest dobre dla obywatela”, co odczytać można: władza wie lepiej, ile daniny i jak długo pobierać od niewolnika. Nazywanie natomiast aż „reformą”  wydłużenia czasu pobierania tego haraczu do 67 roku życia to zwykłe semantyczne oszustwo; to przecież utrwalenie, zamrożenie obecnego systemu – a nie jakakolwiek jego reforma. Koalicja PO/PSL zasię upodobniła się zadziwiająco szybko do koalicji PZPR/ZSL, znanej z niby „czasów minionych”, ale najwidoczniej wcale jeszcze nie minionych. W tamtej koalicji „tradycyjnie chłopskie” ZSL popierało PGR-y, obowiązkowe dostawy, kontyngenty i zakaz obrotu ziemią etc., lansowane przez postępowego, PZPR-owskiego koalicjanta, podobnie jak dzisiaj „tradycyjne ugrupowanie polskiej wsi”, nawiązujące w swej bezczelności nawet do Witosa, popiera „socjalistyczną „reformę”  impotentnych „liberałów” z PO.

 Niby dzisiaj PSL nie jest już niby „partią sojuszniczą”, przybudówką PO;  na zewnątrz, na pokaz droczy się i przekomarza z PO, ale niech nas to nie myli: zarówno sojusz ideowy, jak synekuralny – spodstolny - ukrył się tylko głębiej pod demokratyczną podszewką, nawiasem mówiąc straszliwie tandetną. Toteż po krótkim okresie „pięknego odróżniania się” nastąpił nieuchronny etap „pięknego zbliżania stanowisk”, a różnica stanowisk sprowadzona została do marginalnej kwestii: wiele wynosić ma incydentalna tzw. emerytura wcześniejsza: 40 czy 60 procent minimalnej?... Ot, co różni reformatorów z PO i PSL!

 Obydwaj ci reformatorzy przypominają Konia z „Folwarku zwierząt” Orwella, który ogłupiony propagandą („Bracia zwierzęta Anglii i Irlandii, bracia zwierzęta wszystkich świata stron, do was należy jutrzenka przyszłości, do was należy nowej ery plon”!) podjął wiekopomne zobowiązanie: „Będę pracował więcej!” i zaharował się na śmierć, aż wypluł płuca.

 „Będziemy pracować dłużej” – chyba z tym samym skutkiem, bo przecież niczego innego ta końska reforma ze sobą nie niesie. Wpisana natomiast kontekst drożejących potwornie lekarstw i rozsypującej się opieki zdrowotnej – zapowiada całkiem inną reformę, z jaką nieopatrznie zdradził się minister Rostowski (Vincent, z chłopska „Wincenty”): chodzi o to, żeby po przejściu na emeryturę obywatel żył już jak najkrócej...

 Rzecz jasna reforma emerytalna proponowana przez PO i PSL wzbudza entuzjazm pośród posadkiewczów wszelkiej maści, co to znaleźli sobie synekury, synekurki i synekurzątka w administracji państwowej i samorządowej. O, tu można spokojnie obijać gruchy nie tylko do 67, ale i 77 roku życia! Po przeforsowaniu tej „reformy” napór na posady urzędnicze niebywale wzrośnie, a uwzględniając dotychczasowe wyniki „walki” kolejnych rządów z biurokracją po 1989 roku ( 100 tys. nowych posad urzędniczych pod samymi tylko rządami PO/PSL!) wolno przypuszczać, że na tej niwie żadnych oszczędności nie będzie, tu nasza spodstolna demokracja okaże się hojna, wręcz rozrzutna.

 Tymczasem całkiem inna, prawdziwsza „reforma” pokazuje się na Śląsku, gdzie – jak pisze poczciwy red.Semka w coraz bardziej serwilistycznej pod Wróblewskim „Rzeczpospolitej”... – „ w ciągu 10 lat liczba osób przyznających się do narodowości śląskiej zaledwie podwoiła się” (173 tys. w roku 2002, 362 tys. w roku bieżącym). Zaledwie?! Czy raczej – aż?

 Gdy już przyjęliśmy w naszym ustawodawstwie indywidualne poczucie przynależności narodowej jako kryterium przynależności do wyodrębnionych  w Konstytucji „mniejszości narodowych” – konia z rzędem temu, kto ustali motywy tego „poczucia”! Niemal co dzień w kronice wypadków przeczytać można, jak to obywatel zadźgał nożem innego obywatela dla kilku złotych – czemu mniej krwiożerczy obywatel miałby nie poczuć się nawet i „zaledwie” Hotentotem dla miłego grosza? Prawdziwe dno kryzysu ciągle przed nami i, czego jak czego, ale nędzy w Polsce nie zabraknie! Najpiękniejsze perspektywy przed mieszkańcami tzw. Szwajcarii Kaszubskiej – póki co dochód na głowę większy w Szwajcarii, niż w Reichu, więc perspektywa „autonomicznego kantonu” może być jeszcze bardziej ponętna. I ty poczuj się Szwajcarem!

 Co tu dużo mówić – dzięki śmiałym reformom staliśmy się nie tylko „silnym filarem Unii Europejskiej” ale i państwem wielonarodowym. Ci, co obdarzeni końskim zdrowiem dożyją zreformowanej emerytury będą mogli sycić się tym dorobkiem III Rzeczpospolitej, przy dźwiękach wesołego, końskiego śmiechu.

 A jeszcze gdy zawleczony przed Trybunał Stanu Jarosław Kaczyński „powie wszystko”, jak zagroził grandziarzom, poznamy także prawdę, która nas wyzwoli. Czego chcieć więcej od spodstolnej III Rzeczpospolitej ?

                                                                    Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »