Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
wtorek, 21 sierpnia 2018 r.
Strona główna
Francuskie wybory PDF Drukuj Email
25.04.2012.

                                  

                                                   Francuskie wybory prezydenckie

   Czy „tradycyjna przyjaźń polsko-francuska” stygnie? Czy może stygnie mit o tej przyjaźni?...Wybory prezydenckie we Francji nie cieszą się jakoś szczególnym zainteresowaniem w Polsce, większe zainteresowanie wzbudzają nieco odleglejsze w czasie wybory prezydenckie w Ameryce. To zresztą  zrozumiałe, z uwagi na rolę Ameryki we współczesnym świecie, jednak trudno nie zauważyć, że scena polityczna Francji doświadcza w Polsce  postępującej obojętności.

 Od strony polityków rzecz ma się nieco inaczej. Premier Tusk nie spotkał się z socjalistycznym kandydatem na prezydenta Francji, Francois Hollande’em podczas jego wizyty w Polsce, chociaż konia z rzędem temu, kto pokaże istotne różnice między francuskimi socjalistami a „liberałami” z Platformy Obywatelskiej. Francuskiego socjalistę przyjął więc prezydent „Bul”-Komorowski. Mniejsza już o to, że Komorowski uważany jest za polityka  bardziej uwikłanego w kontakty z postkomuną, niż premier Tusk, wywodzący się przecież z dawnego Kongresu  Liberalno-Demokratycznego. Ważniejsze jest chyba to, że Tusk zaliczany jest w Polsce do „stronnictwa pruskiego”, uległego niemieckiej polityce kanclerz Merkel, która wspiera kandydata Sarkozy’ego, i która także – jak przywódcy  Włoch, Holandii i Wielkiej Brytanii – nie spotkała się z socjalistycznym kandydatem na prezydenta Francji. Sarkozy postrzegany jest w Polsce przez pryzmat „strategicznego partnerstwa” Niemiec i Rosji, umacniającego się nieustannie i przypominającego, zwłaszcza Polakom, o starej politycznej zasadzie, ciągle ważnej w Europie: im bliżej między Berlinem a Moskwą, tym słabsza jest pozycja Warszawy. Obecny prezydent Francji postrzegany jest jako wierny sojusznik polityki niemieckiej w Europie, popierający między innymi „pakt fiskalny”, który w Polsce zasadniczo dzieli opinię publiczną, gdyż niechętna mu część opinii upatruje w nim dalszą utratę państwowej suwerenności i dalsze uzależnienie się od polityki niemieckiej. Zresztą pierwsza rysa na micie o „tradycyjnej przyjaźni francusko-polskiej” pojawiła się już wcześniej, kilka lat temu, przy okazji forsowania „konstytucji Europy” i Traktatu Lizbońskiego, kiedy to ówczesny prezydent Francji, Chirac, poradził Polsce, by „siedziała cicho”. Zostało to bardzo źle przyjęte w Polsce i przypomniało mniej budujące momenty z historii stosunków francusko-polskich. I może nie tyle aż „drole de guerre”, francuską bierność militarną z września 1939 roku, nie tyle nawet oficjalną zgodę oficjalnych władz francuskich na kapitulację i kolaborację z Niemcami, co polityczną ingerencję władz francuskich w polskie sprawy wewnętrzne, w postaci zablokowania inicjatywy internowanego w Rumunii prezydenta Mościckiego względem mianowania  swego następcy. Jak wiadomo, ówczesny premier Francji Deladier za pośrednictwem wiceministra spraw zagranicznych Champetier de Ribes nie zgodził się, by następcą internowanego w Rumunii prezydenta Mościckiego został wyznaczony przez niego zgodnie z polskim prawem piłsudczyk, gen.Wieniawa-Długoszowski i by to on utworzył nowy polski rząd na emigracji, we Francji... W ten sposób władza emigracyjna wpadła w ręce generała Sikorskiego, Kota i Rettingera: pierwszy był uległym ambicjonerem, drugi – małostkowym politykierem, trzeci – brytyjskim (czy tylko?) agentem. Tamto „Siedźcie cicho!” było boleśniejsze w skutki (zgoda na utratę kresów wschodnich), a słowa Chiraca przypomniały tylko, że nie zawsze za „dobrymi radami” polityków francuskich idzie gotowość wspierania dobrze rozumianych interesów polskich.

 Dzisiejsza lewica w Polsce wspiera kandydaturę  socjalisty Hollande, ale prawa strona sceny politycznej wydaje się bardzo podzielona w kwestii kibicowania wyborom we Francji. Obydwaj główni kandydaci, Hollande i Sarkozy, nie budzą jej sympatii. Środowiska tradycyjnie narodowe zdają się sympatyzować z Mariną Le Pen, a środowiska konserwatywno-liberalne nie okazują najmniejszego entuzjazmu dla kandydatury Sarkozy’ego, powątpiewając zasadniczo zarówno w jego „konserwatyzm”, jak „liberalizm”. W kwestii konserwatyzmu – Sarkozy zdradził się jako socjalista wypowiedzią pod adresem Kościoła katolickiego we Francji, gdy łaskawie godził się na tolerancję wobec Kościoła pod warunkiem, że zrezygnuje z ambicji sprawowania „rządu dusz”; co do liberalizmu – w wydaniu Sarkozy’ego nie zadawala on prawdziwych liberałów znad Wisły, uznających projekt Unii Europejskiej – forsowany przez Sarkozy’ego - za projekt z gruntu socjalistyczny. Mamy w Polsce „łże-liberałów” z PO, więc łatwo nam rozpoznać w Sarkozym francuska „łże-prawicę”.

 Po wyborze Putina w Rosji i przed wyborami w Niemczech, które za kilkanaście miesięcy wyłonią nowy kanclerski rząd – francuskie wybory prezydenckie interesują, sądzę, polską opinię publiczną przede wszystkim w tym aspekcie: na ile nowy prezydent i rząd Francji sprzyjać będą strategicznemu partnerstwu niemiecko-rosyjskiemu, wyrastającemu zwolna acz konsekwentnie na główną oś polityki europejskiej -  a na ile nowe władze nad Sekwaną zdolne będą i chętne do samodzielności wobec tej osi, tak niebezpiecznej dla Polski.

                                                                    Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »