Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 16 grudnia 2018 r.
Strona główna
Harce przed frontem PDF Drukuj Email
25.04.2012.

                                                        Harce przed frontem

                             *Pomyłki Boyowskie * Grass – goj, który nie dał się wytresować

                                *Niemcy płacą, Rosja nie płaci? * Rozenek prawdę ci powie...

  „Gdy się człowiek robi starszy wszystko w nim powoli parszy – wieje” –pisał Boy. Chyba się jednak mylił z tym „wszystkim”. Zdrowie, owszem, ale duch – niekoniecznie. Różnie to bywa. Weźmy dwóch sędziwych dżentelmenów, Władysława Bartoszewskiego i Guntera Grassa. Ten pierwszy,  jeszcze dziarski, jakby nie potwierdzał Boyowskiej maksymy w kwestii zdrowia fizycznego, natomiast schorowany Grass, odwrotnie, nie potwierdza jej w kwestii ducha. Jego śmiała jak na niemieckie warunki wypowiedź krytykująca politykę i niekontrolowany rozwój potencjału nuklearnego Izraela spotkała się z niemal powszechną aprobatą Niemców, i nie tylko Niemców. Grass w oryginalnej formie wyraził w końcu dość powszechne w świecie odczucia. Żydowscy szowiniści zastosowali zatem wobec Grassa leninowską zasadę: „Po co polemizować z Grassem, lepiej od razu nazwać go renegatem i zdrajcą”. Poza licznymi inwektywami dostał od razu zakaz wstępu do... synagogi ( to są takie zakazy?...), co - nawiasem mówiąc - świadczyłoby tylko o plemiennym charakterze religii żydowskiej, nadto zakazano mu wjazdu do Izraela. Pogrobowcy Hitlera muszą zacierać ręce: tylko patrzeć, jak syjoniści zaczną palić książki Grassa?... Ciekawe: także ci, którzy własną i cudzą komunistyczną przeszłość osłaniają eufemistycznym „ukąszeniem heglowskim”, błędami młodości etc, - teraz rzucili się na Grassa za to, że jako siedemnastolatek wcielony został w 1944 roku do Waffen SS. A przecież czym innym było wcielenie do SS nastolatka, którego kraj przegrywał wojnę i którego władze odwoływały się do ostatnich rezerw, a czym innym na przykład koniunkturalny, dobrowolny akces do komunistycznego aparatu terroru, dyktowany perspektywą kariery... Nienawistna furia, z jaką żydowscy szowiniści rzucili się na Grassa bierze się stąd, że powagą swego autorytetu – uznanego pisarza i noblisty – zadał bolesny cios zniewalającej umysł tresurze, jakiej żydowski szowinizm poddać chciałby gojów. Sędziwy, schorowany goj Grass dowiódł, że nie wszystko na starość w człowieku parszywieje. Tego samego dowodzi też Bartoszewski, ale na odcinku somy i fizis. Więc jednak Boy się mylił, sursum corda, seniorzy!

 Tymczasem na Wschodzie rosyjskie „Nowosti”, uprzedzając werdykt Trybunału ze Strasburga (przewidywany na 16 kwietnia), donoszą rzekomym „przeciekiem”, że werdykt ten „uwalnia Rosję od winy za Katyń”. Ale przecież dzisiejszej Rosji nikt nie oskarża o dokonanie tamtej zbrodni ludobójstwa: po pierwsze dlatego, że zbrodni nie dokonują państwa, ale konkretni ludzie, nie państwa zatem ponoszą winę, ale zbrodniarze. Wina to kategoria indywidualna, nie zbiorowa ani nie państwowa czy instytucjonalna. Państwa natomiast ponoszą konsekwencje prawne działań swych zbrodniarzy, będących państwowymi funkcjonariuszami. Rosja nie jest „winna”, ale Rosja jest prawnym następcą Związku Sowieckiego i odszkodowania rodzinom pomordowanych powinna zapłacić. Powojenne Niemcy nie są winne hitlerowskiego ludobójstwa dokonanego za III Rzeszy, ale są prawnym następcą III Rzeszy i Żydom odszkodowania wypłaciły. Nawiasem mówiąc – ciekawe, co o rosyjskich odszkodowaniach za komunistyczne ludobójstwo sądzą żydowscy szowiniści w Polsce? Czy – gdy już swoją forsę od Niemców(i nie tylko) wzięli – gotowi są zwolnić Rosję z tego świadczenia, czy z taką samą gorliwością będą polskie roszczenia popierać?... Trzeba by spytać Szewacha Weissa, „braci” z B’nai B’rith, rozpytać w „Gazecie Wyborczej”. A co o tym sądzi sam Grass?

 Na razie Rosjanie starannie wypucowali wrak tupolewa,  zacierając ostatnie ślady. Rzec można – splunęli w pysk rządowi Tuska, a ten, podczas debaty sejmowej w kwestii uchwały zaproponowanej przez PiS udał, że deszcz pada. Zawsze twierdziłem, że bezczelność jest najsilniejszą cechą rządu Tuska, dzisiaj mógłbym tylko dodać, że i jedyną.

 Na razie wiemy też, co o ministrze Gowinie sądzi poseł Rozenek: sądzi mianowicie, że Gowin powinien odejść. Wydaje mi się, że niewielki rozumek rządzi Rozenkiem. Konwencja europejska, którą skrytykował Gowin, definiuje mężczyznę i kobietę nie według płci, ale wedle pełnionej „roli społecznej”. Gowin nazwał to uprzejmie „ideologizacją” języka tej konwencji, ale przecież to żadna ideologizacja, to kolejny absurd w służbie neo-marksizmu, czyli politycznej poprawności.  Za tę uprzejmość, niczym nie uzasadnioną, można Gowina krytykować, a nawet trzeba, ale przecież nie za to krytykuje go Rozumek, pardon – Rozenek. Nawet od Urbana, u którego był w terminie, mógłby nauczyć się więcej... – tępy, czy jak? Bywają tacy młodzi ludzie: w wielkich ambicjach osobistych, ale o małych rozumkach. Czasami im to pozostaje, i wtedy mamy rząd Tuska. Zazwyczaj braki swe nadrabiają bezczelnością, co potęguje jeszcze groteskowy efekt. W dawnych czasach, gdy kawaler zbyt ostro „sunął w koperczaki” – panienki mawiały: „Więcej poufałości niż znajomości, panie kawalerze”. Ruch Palikota, chcąc gwałtownie spoufalić się chce ze swym proletariatem zastępczym, przypomina nam bajeczkę o myszce, co to biegała po torach, aż nadjechał pociąg i obciął jej  pupę. Biegała więc po torach, szukając pupy, aż nadjechał pociąg i obciął jej głowę. „Szukając d... nie trać głowy” – brzmiał morał z tej bajeczki.

 Wszystko to są takie harce przed frontem, czy raczej nowymi frontami głównymi, jakie zwolna organizują się w Europie. Wspólny front budują obydwaj strategiczni partnerzy, wspólny front budują wydymani przez „euro” członkowie UE, a w ich obrębie – wspólne fronty budują rozmaite lewice (także poprzebierane) przeczuwając, że kryzys przybliża nieuchronne „sprawdzam”. Na razie widać tylko wymarsze na pozycje wyjściowe, więc najciekawsze przed nami.

                                                                         Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »