Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

środa, 20 czerwca 2018 r.
Strona główna
Empiria brudzi PDF Drukuj Email
23.05.2012.

                

                                                        Empiria brudzi

                       *Idiotyzm leninowski i inny * Im cieplej tym gorzej dla kobiet!

                       *Samorządowiec sobie dorobi... *Lady Yu jako lady Makbeth?                                

  („Najwyższy czas”, 17 maja 2012) Określenie „cwana gapa” to słabsza forma mocniejszego ujęcia: „szczwany idiota”. Taki szczwany idiota to przeciwieństwo leninowskiego „idioty pożytecznego”, który nie był cwany, tylko głupi. Tymczasem szczwany idiota to po prosu przebiegły oszust.

 Właśnie wielu felietonistów wyżywa się na europosłach, którzy w tych dniach uchwalili w formie Rezolucji Parlamentu Europejskiego oczywisty idiotyzm: że „Globalne ocieplenie nasila dyskryminację ze względu na płeć”, więc „unikniecie groźnej zmiany klimatu musi stanowić najwyższy priorytet dla polityki UE”; dlatego europosłowie, autorzy rezolucji, wezwali Komisję Europejską  do „włączenia i uwzględnienia kwestii płci na każdym etapie strategii politycznych dotyczących klimatu, od chwili ich tworzenia aż po finansowanie, wdrożenie i ocenę”.

 Stwierdzenia owej Rezolucji to idiotyzm w czystej postaci, to szwejkowska klasyka, ale przecież sama Rezolucja żadnym idiotyzmem nie jest, a jej autorzy nie są bynajmniej euro-osłami: jest chytrym narzędziem, dzięki któremu ruch feministyczny (współczesny proletariat zastępczy) werbowany jest i kaperowany na służbę „walki z globalnym ociepleniem”, która to z kolei „walka” jest instrumentem hamowania konkurencji: rozwoju krajów słabiej rozwiniętych i nabijania kasy krajom bogatym bez najmniejszego wysiłku z ich strony. Można tę Rezolucje przetłumaczyć w ten sposób: „Popierajcie, feministki, walkę z globalnym ociepleniem, a w zamian dostaniecie udziały w czerpanym stąd szmalu”. O, to nie żaden idiotyzm: to chytry spisek, transakcja wiązana, szczwane oszustwo.

 Gdybyż w Parlamencie Europejskim stanowisko takie popierali wyłącznie europosłowie niemieccy... Ale pod tą Rezolucją podpisali się na przykład polscy europosłowie: Lena Kolarska-Bobińska, Jacek Saryusz-Wolski, Joanna Skrzydlewska (czym ogrzewane są kwiaciarnie w Łodzi?...) i Jarosław Wałęsa.

Cui bono?

 Zauważmy na marginesie, że najzagorzalej poświęcają się walce z ociepleniem politycy, którzy całkiem stracili swe polityczne synekury: przypadek Al Gore’a, b.wiceprezydenta Ameryki jest pouczający: z czegoś trzeba żyć!

 Tymczasem tubylcze media informują, że wielu tzw. samorządowców (nowa nomenklatura?) – głównie prezydenci miast i ich zastępcy – dorabiają sobie na drugich etatach w rozmaitych radach nadzorczych spółek z udziałem tychże samorządów. Wydawałoby się, że funkcja prezydenta miasta czy zastępcy jest już sama w sobie tak odpowiedzialna i absorbująca, że gdzieżby tam tak zaabsorbowany i zatroskany „samorządowiec” miał jeszcze czas kontrolować działalność jakiejś spółki, co wymaga przecież ślęczenia nad cyframi, analizowania transakcji, uważnej kontroli... A niektórzy zasiadają nawet w kilku radach nadzorczych! Ano – gdzie idiotysmus, tam i socialismus, i odwrotnie też, ale przecież na socjaliźmie, czy to  gminnym, czy państwowym, ktoś zarabia:  łatwo i przyjemnie. Jakże wielu „szlachetnych samorządowców” staje się więc szybko obrzydliwymi socjalistami... Jak to pisał Janusz Szpotański: „Empiria bowiem łatwo brudzi teoretycznie czystych ludzi”. A „empiria” jest taka, że samorządy mogą zakładać własne spółki lub partycypować w innych, stanowiąc nieuczciwą konkurencje dla pozostałych.

 Empiria na przykład pobrudziła niebywale jasnoblond Julię Tymoszenko. Po jej „demokratycznych obrońcach” przejechał się celnie i trafnie Adam Wielomski w poprzednim numerze „NC”, ale w międzyczasie miał miejsce fakt nowy: prokuratura Ukrainy nie ugięła się przed „demokratycznymi obrońcami” Lady Yu (jak nazwała ukraińską malwersantkę prasa zachodnia...), ale zapowiedziała nowe, poważniejsze oskarżenie: o zlecenie morderstwa Jewhena Szczerbania, niegdysiejszego konkurenta w walce o gazowy szmal. Wydaje się, że prokuratura musi mieć mocne dowody, jeśli podjęła to wyzwanie. Julia Tymoszenko, Lady Yu – jako „krwawa Mary”? Kijowska Lady Makbeth?... W początkach jej kariery politycznej prasa informowała, że jej mąż, Aleksander Tymoszenko, był „funkcjonariuszem KGB pochodzenia żydowskiego”. Potem występował w mediach już tylko jako „ekonomista”, a ostatnio występuje jako „biznesman”, który po aresztowaniu małżonki uciekł do Czech, gdzie dostał azyl. Wygląda na to, że „Lady Yu”, która zaczynała od zwykłego kramu z porno-kasetami a dorobiła się miliardów dolarów na państwowym gazie, była od początku do końca pomysłem pewnej koterii bezpieczniaków, którzy – podobnie jak pewna ich koteria w Rosji – pochopnie i przedwcześnie postawili na Sorosa i jego koterię z wyższej, bo międzynarodowej półki. Zimny czekista Putin poradził sobie z tą koterią w Rosji i wiele wskazuje, że i obecne władze ukraińskie poradzą sobie z  podobną koterią u siebie. W całej tej sprawie interesujące jest powściągliwe stanowisko Niemiec. Strategiczne partnerstwo z Rosją stawia złotą Anielę w trudnej sytuacji: popieranie przez Niemcy emancypacji Ukrainy spod wpływów rosyjskich i wpychanie jej pod wpływy Brukseli może być odebrane przez zimnego czekistę z Kremla jako polityka antyrosyjska, godząca w strategiczne partnerstwo Niemiec i Rosji („nie tak umawialiśmy się”). Z drugiej strony – powściągliwość niemiecka niepokoić musi siły zainteresowane gospodarczym rozbiorem Ukrainy, a przecież jej surowce plus 60 milionów potencjalnych niewolników to wielka gratka! Nic też dziwnego, że sprawa ukraińska utknęła ostatnio na formule: „najpierw zmiany ustawodawcze, potem integracja z UE”. Jakaż to pojemna formuła, ile kompromisów zmieści! Nie wydaje się przecież, by blond cwana-gapa, ktoś jakby ukraiński Wałęsa w spódnicy, przetrwała politycznie na ukraińskiej arenie. Empiria brudzi; nie wszystkich, co to, to nie, ale tych podatnych na ubrudzenie. Blond Julia, cnota jak z obrazka, lubująca się w białych szatach niewinności a zaczynająca od kramu z pornografią, nadto z tym dziwnym mężusiem w dyskretnym tle – aj, czy ona mogła się nie ubrudzić? Ona muszała sze ubrudzić.

 A poza tym, wszystko się zgadza: im cieplej, tym gorzej dla kobiet, a dla Julii Tymoszenko zwłaszcza!

                                                                     Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »