Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

piątek, 19 października 2018 r.
Strona główna
O trudnościach budowy dyktatury PDF Drukuj Email
02.06.2012.

                     

                                             O trudnościach budowy dyktatury

           *Obok mainstreamu:pełzająca tęsknota *Demokraci tanieją, dyktatorzy drożeją                         

                     *Prawdziwa sztuka: brać forsę bez zobowiązań! *Coś z Gałczyńskiego               

  („Najwyższy Czas”, 31 maja 2012) Im głębiej w las, tym więcej drzew, im dłużej trwa u nas „budowa demokracji”, tym więcej obywateli jest tą nową „strojką” mocno rozczarowanych, wręcz wściekle poirytowanych. W rzeczy samej: demokracja odrywana od fundamentów cywilizacji łacińskiej degeneruje się i uwstecznia do „kultury stada”, z wszystkimi konsekwencjami takiego uwstecznienia. Nic też dziwnego, że upowszechnia się „pełzająca” tęsknota za prawdziwą, porządną, solidną, oświeconą, własną dyktaturą, już nie z nadania Moskwy, Brukseli, Waszyngtonu czy Berlina.

 Oczywiście, jedni nadal  chcą „budować socjalizm” („społeczną gospodarkę rynkową” w postaci republiki bananowej z domieszką  kompradorskiego kapitalizmu)  - jednak mainstreamowe merdia ani się zająkną, że kraj nasz doświadcza zwolna skrytej, niemal powszechnej tęsknoty za jakąś władzą autorytarną, za oświeconym dyktatorem. Niestety, mądrzy dyktatorzy  nie rodzą się na kamieniu, w przeciwieństwie do demokratów, którzy rodzą się gdzie nie splunąć. I tu działa prawo rynku – nadmierna podaż wywołuje gwałtowny spadek wartości demokratów, podczas gdy niezwykła wprost rzadkość potencjalnych dyktatorów sprawia, że ich wartość rośnie. To tak, jak z pieniądzem: im więcej papierowej makulatury, tym wyższa cena złota.  Rozważmy zatem – pioniersko, wstępnie – pożądane warunki budowy nie demokracji, a dyktatury zakładając mocno na wyrost, że mamy nawet dobrego kandydata na oświeconego dyktatora.

 Przede wszystkim wydaje się, że nawet potencjalny mądry dyktator, aby się objawił i zaistniał politycznie – muszą być spełnione pewne obiektywne „warunki brzegowe”.

  Marszałek Piłsudski przez wiele lat ciężko pracował na swą przyszłą dyktaturę, ale objawił się jako dyktator dopiero pośród chaosu, wywołanego końcem I wojny światowej. Generałowi Franco utorował drogę chaos, wywołany przez komunistów, który doprowadził Hiszpanię na próg wojny domowej. W podobnych warunkach mógł objawić się polityczny talent, charakter i dorobek generała Pinocheta.

 Koniunkturalny chaos to zatem pierwszy warunek dla budowania dyktatury;  warunek drugi: trzeba pewnej siły militarnej.  Sam potencjalny dyktator musi zatem wcześniej zapracować na wykorzystanie tej pojawiającej się szansy, musi być od tej strony  przygotowany. Bez dostatecznie silnego wpływu w wojsku, opierając się wyłącznie na niezadowolonych „masach”, łatwo rozmienić szansę skutecznej dyktatury na demokratyczny „suchy brandzel”, wg. celnego wyrażenia wybitnego polskiego reżysera Kazimierza Dejmka. Lech Wałęsa – najlepszym przykładem. Potencjalnemu kandydatowi na dyktatora nikt nie sprezentuje „siły”, o ile wcześniej sam jej sobie nie zapewni. 

 Ani w roku 1981, ani w 1989 w Polsce nie  było warunków brzegowych dla własnej, rodzimej dyktatury: nie było chaosu, nawet w 1980 roku sytuacja była pod kontrolą gen. Jaruzelskiego, który niby miał wpływy w wojsku i milicji, ale nie był żadnym poważnym kandydatem na dyktatora, gdyż był zaledwie moskiewskim namiestnikiem, sowiecką kukiełką, a jego „wpływy w wojsku” mogły zostać zlikwidowane jedną decyzją Kremla.  Toteż i spodstolny spisek komunistów z lewicą laicką w 1989 roku nie poskutkował żadną dyktaturą: poskutkował republiką bananową, kapitalizmem „nur fur cameraden”.

 Mamy w Polsce nadto szczególna sytuację historyczną.

 Demokracji szlacheckiej, dobrze ugruntowanej wielowiekową tradycją, położyły kres rozbiory, przy walnym udziale zagranicznego jurgieltu, korumpującego rodzime elity polityczne. Demokracja szlachecka przed tym jurgieltem obronić się nie potrafiła – co bardzo upodobnia ją do demokracji dzisiejszej, czy raczej odwrotnie: upodobnia demokrację dzisiejszą do tamtej. Może dlatego, że i dzisiejsza demokracja jest sui generis „szlachecka” – zawłaszczona przez „nową szlachtę”, cameraden i amis cochons spod okrągłego stołu i transformacji ustrojowej wg.Balcerowicza, znacznie gorszej  jakości, niż tamta szlachta?...

 Po 150 latach braku własnej państwowości zafundowaliśmy sobie w 1921 roku demokrację wg. konstytucji marcowej, która prowadziła do rozpasanej sejmokracji, a której kres położyła oświecona dyktatura marszałka Piłsudskiego. Ten zadbał wcześniej o niezbędną „siłę” – miał Legiony, wprawdzie stworzone przy pomocy austriackiego zaborcy, ale nie przeżarte zdradą i korupcją, jak „legiony Jaruzelskiego”. Te wpływy w wojsku przydały się podczas przewrotu majowego.

 Po 50 latach znów obcych rządów – powtórnie zafundowaliśmy sobie w 1989 roku „demokrację”, tym razem, co gorsza, podszytą PRL-owską przeszłością i realiami, które nie chce ustąpić: nie masz dyktatora, który by je zlikwidował!

 Może rozpad Unii Europejskiej stworzy jeden z warunków brzegowych dla zaistnienia oświeconej dyktatury – chaos -  ale i wówczas brakować będzie elementu drugiego: nikt przecież w obecnych realiach nie zbuduje sobie odpowiednich wpływów w wojsku i policji na tyle, żeby zostać samodzielnym dyktatorem...

 Zdawałoby się, że przypadek Adolfa Hitlera pokazuje, że można zbudować w warunkach koniunkturalnego chaosu własną siłę policyjno-militarną, poczynając od masowego, zdyscyplinowanego ruchu  społecznego. Zaglądając jednak za kulisy historii w temacie: kto właściwie finansował Adolfa Hitlera i jakimi sumami?... – dojść trzeba do wniosku, że bez pieniędzy pazernych bankierów zza Oceanu, niekoniecznie aryjskiego pochodzenia,  ten wybitny socjalista żadnej dyktatury w Niemczech by nie zbudował... Być może przypadek Juana Perona w Argentynie jest rzadkim dowodem na możliwość zbudowania dyktatury na masowym ruchu społecznym li tylko bazując – ale nie znam dostatecznie realiów argentyńskich, by wypowiadać się na ten temat. Zdaje się, że wojsko go jednak popierało?... Przypadki gen.Franco i gen.Pinocheta pokazują natomiast, że budowa porządnej, oświeconej dyktatury bez wypracowanych uprzednio wpływów w wojsku nie jest raczej możliwa.

 Wiele zatem wskazuje, że w naszym biednym kraju nawet w koniunkturalnych warunkach brzegowych – eurochaosu – nie da się zbudować dyktatury własnej, w dodatku – oświeconej. Nie możemy też liczyć na zainteresowanie  budową u nas oświeconej dyktatury ze strony wielkich mocarstw ani państw ościennych. Co gorsza – nawet dyktatura stricte wojskowa – na wzór egipskiej – też nie wydaje się możliwa, a to z powody znikomej roli wojska. Nie da się jednak wykluczyć, że w przyszłości, w miarę postępu eurokryzysu gospodarczego, jakiś kapitał zagraniczny zacznie szukać w Polsce kandydata na dyktatora w trosce o własny biznes ( w końcu jesteśmy prawie 40-milionowym rynkiem zbytu i taniej siły roboczej), a ten kandydat – jak Adolf Hitler – weźmie pieniądze, ale bez szczególnych zobowiązań... Ach, czy nie za piękna wizja, by miała się sprawdzić? Zwłaszcza, iż można się obawiać, że nawet gdybyśmy dopracowali się własnej dyktatury – na przykład pod rządami zjednoczonej lewicy -  dyktatorem zostałby obywatel Biedroń albo obywatelka Grodzka. „Skumbrie w tomacie”! Gałczyński wiecznie żywy.

                                                                     Marian Miszalski

  

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »